zut

menadżer
SI ZUT - znany kie-
dyś pod nazwą Za-
kład Usług Techni-
cznych powstał 40 lat temu, w 1967 roku. To piękny jubileusz. Wśród załogi są ludzie, którzy pracowali tutaj od początku.

Obecny Prezes, Ryszard Kozal, za-
czął pracować w ZUC-ie w lipcu 1971 roku. Przeszedł tutaj z Lumelu, aby, jak sam o tym z uśmie-
chem opowiada, brać udział w niesie-
niu kaganka oświaty technicznej.
ryszard kozal Z Prezesem ZUT-u p. Ryszardem Kozalem rozmawia Ewa Szatkowska

Ewa Szatkowska - Czy przechodząc do ZUT-u spodziewał się Pan, że tutaj właśnie minie Panu szmat życia?

Ryszard Kozal - Studiowałem na Politechnice Wrocławskiej Technologię Tworzyw Sztucznych. Sądziłem, że praca w Zakładzie Usług Technicznych będzie zaledwie wstępem do mojej kariery zawodowej. W międzyczasie zresztą pracowałem przez 5 lat w innej firmie, zajmowałem się wówczas ochroną środowiska. Podjąłem także studia doktoranckie z Przetwórstwa Tworzyw Sztucznych. Dla równowagi ukończyłem Studium Podyplomowe na Politechnice Wrocławskiej - Ochrona Atmosfery.

zut E.S. - Ale wrócił Pan tutaj. I zajął się przebranżowieniem Zakładu.

R.K. - Miałem pewne wyobrażenie, w którą stronę ZUT powinien pójść. Z tworzyw sztucznych zrezygnować nie można. Są wszędzie, otaczają nas. Zawsze będą potrzebne. To prawda, że ich wpływ na środowisko jest zgubny. Ale skutki można w jakiś sposób zminimalizować. Może stąd, dla równowagi, moje zainteresowanie ochroną atmosfery?

W strukturze ZUT funkcjonuje już wiele lat Pracownia Ochrony Środowiska. Jej pracownicy zajmują się m.in. pomiarami emisji zanieczyszczeń do powietrza realizując zlecenia dużych firm, jak Rockwool czy Kostrzyn Artic Paper. Takie działania przynoszą nam dodatkowe dochody. Ale specjalizujemy się w wykonawstwie narzędzi do przetwórstwa tworzyw sztucznych, przede wszystkim form wtryskowych do tworzyw termoplastycznych, form prasowalniczych do tworzyw termoutwardzalnych gumy oraz form do rozdmuchu tworzyw sztucznych.

E.S.- Czy ZUT zawsze się tym zajmował?

R.K. - Nie. Mogę śmiało powiedzieć, że rozwój w tym kierunku to była moja idea. Do ZUT-u zostałem przyjęty na stanowisko konstruktora. Konstruktor jest jak twórca, który wymyśla wszystko od podstaw. Formy to jednostkowe konstrukcje. W każdej z nich jest zawarty indywidualizm twórcy. Tym się zajmowałem. Opracowałem m.in. technologię produkcji wyrobów ze styropianu, posiadam kilka patentów związanych z formami wtryskowymi. Ja się po prostu na tym znam. Dlatego tak został ukierunkowany ZUT. Siedzimy w dobrej, perespektywicznej branży.

zut E.S. - ZUT jest zakładem bardzo nowoczesnym ...

R.K. - Pracujemy na obrabiarkach sterowanych numerycznie, mamy ich kilka, każda o wartości około milion złotych. Taka obrabiarka jest jak tomograf komputerowy. Kształty detali z tworzyw sztucznych są projektowane przez plastyka. W zasadzie nie da się ich opisać matematycznie czyli zwymiarować. Rolę tę przejmuje obrabiarka CNC. Naszym produktem jest przede wszystkim myśl techniczna i robocizna, która stanowi niemal 80 % wartości. I nie jest to machanie łopatą. Jest to precyzyjna praca na wyspecjalizowanym sprzęcie. Wykonujemy formy dla wielu branż, m.in. dla motoryzacji.

E.S. - Co było przełomem w działalności Firmy?

R.K. - ZUT-em kieruję od 1 kwietnia 1985 roku. Od początku postawiłem na branżę związaną z produkcją form wtryskowych. Na takie formy dla wyrobów z tworzyw sztucznych jest zawsze zapotrzebowanie. I będzie. W firmie pracuje koło 80 ludzi. Jestem za nich odpowiedzialny. Teraz mamy tłuste lata. Pracujemy dla najlepszych, renomowanych firm. Ale nie zawsze tak było. Kiedy w roku 1991, weszła w życie ustawa o zakładach pracy chronionej, czułem, że jest to dla nas szansa. Wiedziałem już, w jakim kierunku Zakład powinien się rozwijać, ale nie mieliśmy pieniędzy, które trzeba było wówczas zainwestować. Szansą było stworzenie Zakładu Pracy Chronionej. Żeby zakwalifikować się do tej grupy, trzeba było zatrudniać, co najmniej 40% inwalidów. U nas są zatrudnieni przy produkcji i obsłudze. Zakład Pracy Chronionej ma dodatkowe zalety. Firmy, które z nim współpracują otrzymują ulgę w opłacie na PEFRON w wysokości 30% wartości zlecenia. Dlatego na rynku jesteśmy konkurencyjni. Ale naszym głównym atutem jest znakomita myśl techniczna, twórcze i kompleksowe podejście do każdego tematu.

E.S. - Doceniła to swego czasu Fabryka Samochodów Małolitrażowych Bielsku Białej?

R.K. - To jest ładna kartka w historii ZUT-u. Braliśmy udział w uruchomieniu produkcji cinquocento. Ale takich zapisanych kart jest więcej. W 1990 roku zaliczyliśmy ostry wiraż. Przecież w grudniu 1989 roku Sejm przyjął tzw. Pakiet Balcerowicza. I tamtej właśnie nocy z soboty na niedzielę powstał w Polsce kapitalizm. Niestety dla nas bez kapitału. Ten dziewięćdziesiąty rok był zresztą trudny dla całej gospodarki. Ratowaliśmy się na wiele sposobów. W ZUC-ie nastąpiły zmiany organizacyjne dot. przede wszystkim redukcji zatrudnienia. . Dotychczasowy Zakład Usług Technicznych będący częścią Regionalnego Związku Spółdzielni Inwalidów zrestrukturyzował się, usamodzielnił. RZSI przestała istnieć na mocy ustawy, my stanęliśmy przed wielką niewiadomą.

zut E.S. - Załoga Panu zaufała...

R.K. - Stworzenie Zakładu Pracy Chronionej było naszą jedyną szansą. W 1991 roku weszła w życie Ustawa o rehabilitacji. Powstał PEFRON. Wiedziałem o tej ustawie wcześniej. Jej projekt studiowałem wiele tygodni. W mojej głowie rodziła się idea, jak uratować Zakład. PEFRON miał specjalne fundusze przeznaczone na działalność Zakładów Pracy Chronionej. Wiedziałem, co potrzebuję. Dotacje z PEFRONU oraz Zakładowy Fundusz Rehabilitacji umożliwiły zakup nowoczesnych obrabiarek. Ustawa pozwalała zatrzymywać pieniądze, nie musiałem tak jak inne firmy płacić szeregu podatków, wydawałem je na inwestycje związane z zapewnieniem miejsc pracy dla inwalidów. Od tamtej pory wszystko potoczyło się szybko. Dynamiczny rozwój pozwalał nam na zatrudnianie najlepszej kadry, która chętnie przechodziła do nas z innych firm. Dawaliśmy im możliwości rozwoju i niezłe płace. Systematycznie odnawialiśmy park maszynowy. Rozwiązał się worek ze zleceniami.

E.S. - Czy ma Pan jakieś szczególne plany, cele na przyszłe lata?

R.K. - Będziemy realizowali się w tej samej branży. Nasze hasło od 10 lat jest ciągle aktualne: "Narzędzia do przetwórstwa tworzyw sztucznych - specjalizujemy się w formach wtryskowych średniego tonażu, czyli o ciężarze od 3 do 5 ton". Ale szukamy także niszy na rynku usług narzędziowych.

E.S. - Największy sukces Firmy?

R.K. - Jest ich wiele. Ale największym jest bez wątpienia załoga. Stabilna, wierna, ta sama od lat. Jesteśmy jedną, wielką rodziną, znamy się wszyscy, często spotykamy na integracyjnych wyjazdach czy imprezach. W tym roku dzień 22 września będzie naszym świętem. W Płotach rozegramy, jak co roku mecz piłki nożnej: Narzędziownia kontra reszta świata. Nagrodą jest beczka piwa Prezesa. Co roku rozgrywamy takie mecze. Tradycją są też zawody wędkarskie. W Firmie istnieje koło wędkarskie, jego członkowie często zdobywają puchary, jest ich już cała kolekcja w moim gabinecie. Mamy także zapalonych brydżystów. Ekipa gra w turniejach, zdobywa nagrody i puchary. No i oczywiście drużyna piłkarska. Gramy w lidze drużyn pięcioosobowych.

E.S. - A w co grywa Prezes?

R.K. - Regularnie grywam w brydża. Ale moją najważniejszą pasją jest nurkowanie, łowiectwo podwodne i podwodna fotografia. Robię te trzy rzeczy od 40 lat. Zawsze startuję w mistrzostwach Polski w łowiectwie podwodnym. Zdobywam nagrody, dyplomy, puchary. Jestem w tym po prostu najlepszy. Zorganizowałem w Zielonej Górze Klub Płetwonurków WODNIK. Istnieje i aktywnie działa do dziś. Razem wyjeżdżaliśmy na dalekie wyprawy najchętniej do Turcji, Grecji. Kiedyś były z tym wielkie problemy, wiadomo - paszporty, na szczęście to już przeszłość. W tym roku wraz z grupą takich samych zapaleńców i oczywiście z rodzinami wybieramy się do Egiptu. Tam, co prawda nie można łowić ale nurkowanie to też są niezapomniane przeżycia.

E.S. Życzę Panu w takim razie, wspaniałych, podwodnych połowów…. fotograficznych.

rozmawiała Ewa Szatkowska