|
|
||||||
|
25 lat SAN-BUD-u Z Wojciechem Pawlikiem Prezesem San-Budu rozmawia Ewa Szatkowska E.S. - Panie Prezesie, 2 października 1982 roku to dzień, który na zawsze zmienił Pana życie. Wojciech Pawlik - Tak, nigdy nie zapomnę tego dnia. Odebrałem właśnie wtedy pozwolenie na wykonywanie rzemiosła. E.S. - Czy wówczas człowiek z wyższym wykształceniem mógł być rzemieślnikiem? W.P. - To rzeczywiście była wielka przeszkoda. Musiałem bardzo zabiegać, żeby to moje wykształcenie nie zniweczyło moich wysiłków. Dziekan Wydziału Budownictwa Politechniki na moją prośbę wystawił mi zaświadczenie, że, jego zdaniem, zdobyłem wystarczającą wiedzę, żeby należycie sprawować zawód rzemieślnika. E.S. - Dlaczego 25 lat temu postanowił Pan zostać rzemieślnikiem? W.P. - Wcześniej pracowałem w PKP - Oddział budynków. Zajmowałem się instalacjami wodno-kanalizacyjnymi, miałem tytuł inżyniera urządzeń sanitarnych. Zleceń było dużo. Ktoś mi poradził: Panie, załóż Pan swoją firmę! W głowie zapaliło mi się małe światełko! To była świetna myśl! Założenie firmy w tamtych czasach nie było łatwe. Po wielu zabiegach udało się! Wystartowałem jako rzemieślnik, członek Spółdzielni Rzemiosł Różnych w Sulechowie. Kiedy wreszcie odebrałem papiery, już na drugi dzień otrzymałem swoje pierwsze zlecenie. To była praca w Rzepinie, realizowałem zresztą zadania na rzecz mojej wcześniejszej firmy - PKP. Utknąłem tam na parę dobrych lat, rozwijała się spółdzielczość mieszkaniowa, było spore zapotrzebowanie na budowę sieci przyłączy instalacji wodno-kanalizacyjnej. Długi czas się w tym specjalizowałem, powoli rozwijałem swoją firmę, przybywali nowi ludzie, nowy sprzęt. W 1989 roku ustawa Rakowskiego o swobodzie działalności gospodarczej trafiła na podatny grunt. Postanowiłem to wykorzystać. Dotychczasowa formuła mojej działalności stawała się za ciasna. Nową Firmę założyłem w Zielonej Górze. Nazwa SAN-BUD powstała w początkach lat 90. E.S. - To wówczas poszerzył Pan zakres swojej działalności o roboty budowlane? W.P. - Zacząłem od remontu stołówki dla WSP. Przełomem w mojej działalności było pytanie, które zadał mi któregoś dnia prof. Baksalary, ówczesny Rektor WSP. - Czy potraficie zaprojektować i wybudować mieszkalne domy wielorodzinne? Oczywiście - odpowiedziałem. Tak powstał pierwszy dom na Prostej 53. Wielorodzinny budynek mieszkaniowy. Takich ciekawych, nowoczesnych budynków wtedy jeszcze nie było. Nawet teraz jest trudno o taki wysoki standard, o taką jakość. Budowa tego budynku z profesorem to była niezła szkoła. Zarzucał mi, że budujemy jak za komuny. Żądał, żeby nawet w piwnicach były płytki a w drzwiach od piwnicy wizjer. Profesor Baksalry był moim nauczycielem, żądał i wymagał rzeczy, o których się wtedy jeszcze nikomu nie śniło. To była szkoła nowej jakości w budownictwie. Teraz z dumą patrzę, ja i moja załoga, na cztery, jakże charakterystyczne budynki, które powstały na zlecenie prof. Baksalarego. E.S. - Prowadzenie takiej dużej Firmy - to wielka odpowiedzialność. Mam wrażenie, że traktuje Pan zadania przez siebie realizowane jak misję. W.P. - To prawda, oddaję się pracy całkowicie. Dzięki wsparciu, jakie otrzymywałem przez 25 lat od żony, która przejęła na siebie prowadzenie domu i wychowywanie dzieci, mogłem w pełni poświęcić się Firmie. Ale zawsze rozumiałem, że praca żony wcale nie była lżejsza ani mniej odpowiedzialna. Wspólnie podjęliśmy taką decyzję o podziale ról, żeby wszystkie zadania były realizowane na najwyższym poziomie i w odpowiednim czasie. E.S. - Który rok był najtrudniejszy? Wszyscy wiemy jak padały swego czasu największe, czy dobrze zapowiadające się firmy budowlane. W.P. - Właściwie nie było specjalnie dramatycznych okresów, Każdy rok kończył się zwiększaniem wszystkich parametrów. Potrafiłem przewidzieć niektóre kryzysy, dlatego działalność mojej firmy była wielokierunkowa. Kiedy brakowało zleceń np. w budownictwie, pojawiało się zapotrzebowanie na instalacje wod-kanalizacyjne, moja załoga była zawsze wszechstronnie wyedukowana, mogłem ją przerzucać z jednego frontu robót na drugi. E.S. Dużo ludzi Pan zatrudnia? I skąd Pan ich bierze? Wszystkie firmy, szczególnie budowlane, narzekają na brak rąk do pracy. Fachowcy wyjechali ponoć za granicę. W.P. - Zatrudniam w sumie ok. 300 osób. Część mojej załogi założyła swoje firmy często rodzinne i ja teraz z nimi współpracuję. Każdego dnia moje autobusy dowożą do pracy z okolicznych miast i wiosek ok. 200 ludzi. E.S. - Praca u Pana w Firmie jest dla nich ratunkiem? W.P. - Niejednego wyciągnąłem z samego dna, dałem im szansę, jakąś perspektywę. Na wioskach o pracę trudno, u mnie ci ludzie zarabiają, szkolą się. No i tworzą coś bardzo trwałego. Domy, szkoły, firmy, budynki użyteczności publicznej. Nieraz widziałem ich dumę, kiedy następowało przecięcie wstęgi albo, kiedy ich dzieci chwaliły się: To mój tata budował tą szkołę. E.S. Pan też w takich momentach czuje dumę... W.P. - Oczywiście. Mam świadomość, że moje budownictwo będzie służyło ludziom, przez co najmniej, kilkadziesiąt lat a może jeszcze dłużej. Dlatego wszystko, cokolwiek budujemy, staramy się wykonywać jak najlepiej. Moją dumą jest osiedle Cegielnia. Wykorzystując budynek, w którym wypalano przed wojną cegły, potrafiliśmy stworzyć osiedle domków nowoczesnych, pięknych i wygodnych, zachowując stare historyczne elementy. E.S. - Buduje Pan nie tylko w Zielonej Górze? W.P.- W pierwszy weekend września oddaliśmy do użytku piękną salę sportową w Babimoście. To była potężna inwestycja, która w trakcie realizacji bardzo się rozrastała. Teraz jest tam również piękny teren wokół Sali, nawet fontanna, niezwykła, robiąca wrażenie, ponieważ woda tryska po prostu z chodnika. Obecnie realizujemy kilkadziesiąt inwestycji, m.in. budynki mieszkalne w Międzyrzeczu, Komendę Powiatową Policji w Świebodzinie, budynek mieszkalny w Czerwieńsku, kanalizacja w ramach funduszu spójności w Przylepie, Wilkanowie, w Zielonej Górze na Oś. Słowackim. Zbudowaliśmy w Jędrzychowie stację uzdatniania wody. Realizujemy roboty drogowe, instalacje, halę dla Techbudu, szkołę na Kąpielowej z piękną salą sportową, w Sławie oczyszczalnię ścieków. Budować też będziemy kolejne osiedle mieszkaniowe: w sąsiedztwie osiedla leśnego. Nazywać się będzie Leśny Dwór. Zaczynamy w przyszłym roku po zatwierdzeniu planu zagospodarowania. Będzie tam budownictwo wielorodzinne a na obrzeżach domki jednorodzinne. Jest to inwestycja duża, przypuszczam, że na 4, może nawet 5 lat. Będzie w podobnym stylu jak osiedle Zacisze. E.S. - Wspomniał Pan, że i dla Firmy stworzyliście miejsce na ziemi? W.P. - 20 lipca uroczyście otworzyliśmy bazę transportowo-sprzętową z budynkiem biurowym na Trasie Północnej obok Makro. Obiekt bardzo charakterystyczny, zawiera w swojej architekturze morskie elementy: trzy fale sprawiają, że bryła budynku jest dynamiczna. Te wrażenie potęgują wielkie okna - bulaje zharmonizowane z całością. Budynek i baza są bardzo nowoczesne, zadbałem także o warunki socjalne pracowników. Mamy potężny plac. Posiadając 120 jednostek transportowo-budowlanych, musieliśmy stworzyć im miejsce. [fot.1][fot.2] E.S.- Panie Prezesie, ma Pan troje dzieci, z których jest Pan bardzo dumny! W.P. - Pierwsza urodziła się Karolina, śmiejemy się z żoną, że jest to studenckie dziecko, bo wtedy studiowaliśmy. Sylwia urodziła się, kiedy pracowałem w PKP a Maciej przyszedł na świat już jako syn rzemieślnika. Córki pracują ze mną, każda jest odpowiedzialna za swoją działkę: Karolina skończyła biotechnologię, tutaj działa w marketingu, odpowiada za udział w przetargach, prowadzi dokumentację. Sylwia ukończyła zarządzanie i bankowość, pracuje ze mną dwa lata, jej działka to planowanie i zaopatrzenie materiałowe. Jedynie Maciej, najmłodszy, jeszcze studiuje informatykę w Warszawie. Sylwia ma artystyczną duszę, razem z Maciejem realizuje teraz film o Zakładzie i o ludziach tu pracujących. Chcą go zaprezentować podczas balu, który odbędzie się 25 października z okazji 25 lecia Firmy. E.S.- Niebawem Święto Budowlanych, odznaczonych zostanie ponad 20 pracowników, którzy przepracowali z Panem wiele lat. Mija 25 lat obecności SAN-BUDU na rynku. Można krótko podsumować - same sukcesy. W.P. - To cieszy. W końcu człowiek podejmuje się realizacji pewnych zadań, aby je wykonać, aby wypełnić swoją misję. Jest to szczególnie trudne, jeśli w realizacji musi brać udział wielu innych ludzi. Ale jeśli się to udaje, budzi się we mnie poczucie spełnienia. Każdego dnia budzę się ze świadomością, że życie ma głęboki sens. A mnie udało się ten sens odkryć. Ważne jest dla mnie, że te wartości chłoną moje, dorosłe już dzieci. I potrafią z tego zrobić użytek. Mam nadzieję, że wspólnie z nimi zbuduję tutaj, w regionie, jeszcze wiele pięknych obiektów, budynków i domów. |
|||||