(5kB) lug wtorkowski szatkowska Z Ryszardem Wtorkowskim, właścicielem i Prezesem Firmy LUG rozmawia Ewa Szatkowska

Firma to nie budynki, nie produkty, ale właśnie ludzie

Ewa Szatkowska - LUG jest w przededniu wejścia na giełdę, ale ja zapytam o początki. Jak rozpoczął się ten rozdział w Pana życiu?

Ryszard Wtorkowski - Nie stało się to nagle. Inspiracja przyszła z wielu rozmów, z przyglądania się rynkowi, rozważania za i przeciw. Decyzja zapadła w 1989 roku. Rozpoczęliśmy od produkcji opraw oświetleniowych, a konkretnie od montażu komponentów. W niedługim czasie, dokupując do opraw klosze i wypuszczając na rynek kompletny sprzęt, wstrzeliliśmy się w prawdziwe zapotrzebowanie klientów. Po dwóch latach miesięczna produkcja wynosiła już 8000 sztuk. To dużo, jak na tamte czasy. Na ulicy Wyszyńskiego powstał sklep, pierwszego dnia po otwarciu, w ciągu dwóch godzin, towar został całkowicie wykupiony, nawet ten zgromadzony na magazynie. Tak duże było zapotrzebowanie na lampy! Reagując na sygnały z rynku, poszerzyliśmy ofertę sklepu o artykuły elektryczne, powstała także hurtownia elektrotechniczna. Kolejny sklep, właściwie salon oświetleniowy, znalazł swoje miejsce na ulicy Mariackiej.

Z czasem powstała potrzeba instalatorstwa elektrycznego, uruchomiliśmy więc odpowiednią działalność, która szybko zaczęła się rozrastać. Specjalizowaliśmy się w średnio i nisko prądowym instalatorstwie dużych obiektów biurowych i przemysłowych w całym kraju. To był czas, kiedy prowadziłem jednocześnie trzy odrębne działalności: sprzedaż hurtowa, sprzedaż detaliczna i instalatorstwo, a do tego w niewielkim już stopniu produkcję.

Koniec lat dziewięćdziesiątych stał się trudnym czasem dla budownictwa. Firmy budowlane miały bardzo słabą kondycję, wiele z nich nie przetrwało. Wycofaliśmy się wówczas z instalatorstwa. To była trudna decyzja, wiązała się ze zwolnieniem ludzi, ale rachunek ekonomiczny był nieubłagany.

Podjąłem decyzję o rozwijaniu produkcji. Miałem doskonałe rozeznanie rynku, znałem poziom cen. Zrezygnowałem z wszystkich innych działań. Zlikwidowałem sklepy i hurtownie, całą energię skupiłem na produkcji. Zatrudniałem wtedy 50 osób.

Ewa S. - A dzisiaj ile osób liczy załoga Firmy?

Ryszard W.- W moim przedsiębiorstwie pracuje dzisiaj 200 osób. To wspaniała załoga, stabilna, związana z Firmą od lat. Szanuję ją i staram się, aby czuli zadowolenie ze swojej pracy. Zdaję sobie sprawę, że moje sukcesy to także ich zasługa, że Firma to nie budynki, nie produkty, ale właśnie ludzie.

Ewa S. - Kto jest głównym odbiorcą opraw produkowanych przez LUG?

Ryszard W. - Nasze oprawy sprzedajemy w całej Polsce, głównie do największych sieci hurtu elektrycznego. Są to oprawy przemysłowe i biurowe. Zwracamy uwagę na wzornictwo, zatrudniam designerów, projektantów form przemysłowych. Mam odbiorców także w Europie Wschodniej, dwa lata temu otworzyłem na Ukrainie oddział. Sprzedajemy do Estonii, Litwy, Łotwy, ale także do krajów skandynawskich, Belgii, Holandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii. Na nasze oprawy natknąć się można również na południu Europy łącznie z Grecją i Cyprem, a nawet w krajach Bliskiego Wschodu: Emiraty Arabskie, Jordania, Syria. Zdobywam rynki poprzez misje gospodarcze organizowane przez Krajową Izbę Gospodarczą, biorę też udział w prestiżowych targach. Jedne z ważniejszych organizowane są co dwa lata we Frankfurcie nad Menem. Również na targi oświetleniowe w Mediolanie zjeżdżają się inwestorzy z całego świata.

Podczas swoich podróży nieraz przeżywam niespodziankę spotykając swoje produkty w różnych obiektach np. na nowych terminalach na lotnisku we Frankfurcie nad Menem, w budynku biurowym Unii Europejskiej w Brukseli. W Emiratach Arabskich powstają ostatnio w szybkim tempie potężne, kilkudziesięciopiętrowe biurowce, w których zamontowane są oprawy ze znakiem firmowym LUG. Oświetlam również budynek SPA, którego właścicielem jest król Jordanii. W Dubaju, gdzie jest bardzo dynamiczny rynek, postanowiłem otworzyć swoje biuro handlowe.

lug szatkowska Ewa S. - Ładny kawałek historii, w dodatku z ciekawą perspektywą. Inwestuje Pan także w Zielonej Górze.

Ryszard W. - W październiku zaczynam budowę w strefie aktywności gospodarczej na tzw. Spalonym Lesie. Będą to budynki produkcyjne, biurowe i magazyny, łącznie 8000 m2 powierzchni. Koniec inwestycji planowany jest na maj 2008 roku. W obiektach zainstalowana zostanie najnowocześniejsza linia do produkcji opraw. Pozwoli nam to zwiększyć możliwości w zakresie ilości i typów wzorniczych. Zatrudnienie wzrośnie o kolejnych 100 osób. W nowej fabryce duży nacisk kładę na unowocześnienie produkcji, jej automatyzację, ale ręce ludzkie zawsze są cenne i potrzebne.

Ewa S - Przed Pana Firmą wielkie wyzwanie. Wejście na giełdę wymaga z pewnością odwagi i wielu starań?

Ryszard W. - Przed nami debiut na giełdzie. Żeby do niego doszło, trzeba było rzeczywiście wielu starań. Ale to szansa dla tych firm, które działają w przejrzysty, klarowny sposób. Do takich został zaliczony LUG. Byliśmy szczegółowo badani, prześwietlani przez zewnętrzne firmy audytorskie. Celem wchodzenia na giełdę jest przede wszystkim pozyskanie kapitału na rozwój firmy. Warunkiem jest posiadanie Programu szybkiego rozwoju. My taki program posiadamy. Ważnym czynnikiem jest prestiż, jaki się dzięki temu osiąga. Obecność na giełdzie jest dobrze odbierana i doceniana na rynkach zachodnich.

Ewa S. - Kiedy zielonogórzanie będą mogli kupić akcje rodzimej firmy?

Ryszard W. - Akcje dostępne będą na giełdzie początkowo w sprzedaży na rynku pierwotnym zgodnie z regulaminem rynku New Conneckt tylko dla 99 inwestorów. W momencie, kiedy dokonana zostanie sprzedaż papierów wartościowych, pojawią się one na rynku wtórnym, czyli będą dostępne dla wszystkich. Przewiduję, że debiut odbędzie się na koniec października.

Ewa S - Ważną rolę w powstaniu i rozwoju pańskiego przedsiębiorstwa odegrała rodzina.

Ryszard W. - Lug jest Firmą rodzinną. Prowadzę ją wspólnie z żoną. Od samego początku pomagali mi rodzice. Byli przy jej tworzeniu, konsultowałem z nimi najważniejsze decyzje. Pracowali razem z nami. Mama pracuje zresztą do tej pory, Ojciec niestety rok temu zmarł, ale do samego końca brał udział w rozwoju LUG-u. Mam dwóch synów: Eryk jest przede wszystkim muzykiem. Pewnie dostał to w genach. W naszym domu zawsze stało pianino, grałem na nim chętnie, żona wtórowała, grając na gitarze. Muzyka, rozmowy o sztuce, wspólne wyprawy na wystawy, przeżywanie wielkich wydarzeń kulturalnych - to były wartości, które zawsze były dla nas ważne. Dlatego nie dziwi nas pasja Eryka. Muzyce oddany jest bezgranicznie. Komponuje, aranżuje, nagrywa w studiu, które stworzył sobie w zaciszu domowym. Studiuje na kierunku muzycznym UZ, dokształca się w Stanach Zjednoczonych na prestiżowej muzycznej uczelni. Eryk grał w wielu zespołach, od roku związany jest z zespołem The FOO, który wspólnie z pozostałymi członkami zespołu, założył. Grają muzykę w stylu funck, rock, chętnie śpiewają piosenki o tematyce chrześcijańskiej.

Jakub ma 14 lat. Deklaruje, że w przyszłości przejmie firmę. Interesuje się nią, zna jej problemy i sukcesy. Podobnie jak brat kocha muzykę, chętnie słucha jazzu, odkrywa dla siebie fotografię. Widzę w tych działaniach trochę siebie. Swego czasu pasjonowałem się fotografią, robiłem nawet zdjęcia do gazet, między innymi do Sztandaru Młodych, do Gazety Lubuskiej. Zdawałem do Szkoły Filmowej, nie dostałem się jednak, więc, trochę z przekory a po części z konieczności, wybrałem studia techniczne. Była już wtedy rodzina, czasy trudne, trzeba było zmierzyć się z prozą życia. Ale zainteresowanie sztuką mam w sobie do tej pory, z żoną kładziemy wielki nacisk na stałą jej obecność w naszym domu, w naszym życiu. Czasu na prywatne, rodzinne życie nie jest za dużo. Dlatego staramy się dobrze wykorzystywać te chwile, kiedy możemy się oderwać od spraw zawodowych. W tym roku udało nam się wybrać na dwutygodniowy urlop, wspólnie pojechaliśmy na Kubę. Zimą staramy się, chociaż na tydzień pojechać na narty. Na co dzień, jeśli czas pozwala, lubię pograć w golfa.

Ewa S - Jest Pan szczęśliwym człowiekiem. Wszystko wokół harmonijnie się rozwija, życie rodzinne kwitnie. Nie przytłacza Pana czasami odpowiedzialność za ludzi, których Pan zatrudnia, za losy firmy?

lug szatkowska Ryszard W. - Tworzę w sobie wizję rozwoju Przedsiębiorstwa. I po prostu ją realizuję. Przekonałem się wielokrotnie, że nie wolno stawiać sobie barier, narzucać ograniczeń. Wszystko jest możliwe. Należy precyzować dalekosiężne cele. Człowiek może wszystko osiągnąć, jeśli wie, dokąd chce dojść. Ja wiem i idę tam najprostszą drogą. Ważne są dla mnie pewne wartości, jedną z nich jest uczciwość. Uczciwość wobec siebie, wobec najbliższych. To dopiero, tak naprawdę, w połączeniu z sukcesami przynosi spełnienie.

Wiem, że LUG ma nieograniczone możliwości rozwoju. Obecnie produkujemy miesięcznie 60 tysięcy opraw. Kiedyś, przed laty, gdy zapowiadałem sprzedaż na poziomie 5 tysięcy sztuk, w oczach współpracowników widziałem niedowierzanie. Twierdzili, że jestem niepoprawnym marzycielem. A jednak osiągałem te cele, stawiając sobie natychmiast następne, jeszcze trudniejsze. LUG może powoli stawać się niemal monopolistą. Przecież tak powstawały wielkie światowe koncerny. Ta wiedza pozwala mi sięgać wysoko. Ale najważniejsza dla mnie jest rodzina, synowie, szczęście osób skupionych wokół mnie.