|
||||||
|
|
||||||
|
Historia europejskiego miasta to historia jego przeistaczania się z rynku w wolnorynkową gospodarkę. Swoją siłę i piękno zawdzięcza ono w jakiś sposób ucywilizowaniu kapitalizmu. Bazar wyznacznikiem nowej rzeczywistości Przy tejże dyskusji nasuwa się jednak pewien obraz: przygraniczne miejscowości i ich bazary. Najpopularniejszym w naszym regionie jest słubicki bazar przy wjeździe do tego miasteczka. Tu nie ma ludzi biznesu ani klientów - tu są handlarze i kupcy. Między nimi żadnej bariery, tylko ta w postaci bazarowego stoiska, które nota bene ugina się od towarów: podróbki levisów, wyroby wiklinowe, damska bielizna, ale przede wszystkim alkohol i papierosy. Taki bazar w Słubicach jest mieszanką "polowania na taniochę", jak to nazywają Niemcy i niedzielnego wypadu za miasto. Można by, zatem górnolotnie powiedzieć: archaiczna kultura konsumencka, która mimo swej otoczki nie straciła na atrakcyjności. Wręcz przeciwnie: tylko tu bazar stał się celem rekreacyjnych wycieczek, zyskując sobie popularność nawet w samym Berlinie. Otóż za 72 euro oferowany jest dwudniowy wypad na bazar wraz z noclegiem w komfortowym motelu. Takie coś dzieje się jeszcze tylko w Istambule lub Kairze! Nie zmienia to jednak jednego faktu: jesteśmy, pomimo to, świadkami wielkiego "comeback" miast i mieszczaństwa. Kto podróżuje choć trochę po środkowoeuropejskich miastach i miasteczkach nie wierzy własnym oczom: Zielona Góra, czy większe Poznań i Wrocław w ostatnich latach przeżyły ogromną transformację. Zmieniło się wszystko: rytm życia, wystawy sklepowe, widzimy też renesans kawiarni, restauracji czy mieszczańskich cnót jak dystans i grzeczność. Jednym słowem: nowonarodzenie miast.
Zarówno bazary jak i mieszczańskie atrybuty są elementami miast nowoczesnych, miast europejskich. W ubiegłym roku Towarzystwo Sztuk Pięknych w Berlinie zorganizowało pewną wystawę. Tytuł: "Learning from?" Tematem było właśnie miasto europejskie: na zdjęciach nie widzieliśmy jednak ani kościoła Mariackiego w Krakowie, ani imponującego budynku parlamentu węgierskiego mieszczącego się w Budapeszcie. Zdjęcia te przedstawiały polskich emigrantów mieszkających w Berlinie, Rosjan handlujących na berlińskich targach oraz wszędobylskie "mrówki" czyli nieszkodliwych przemytników, którzy by wyżywić rodzinę przenoszą przez granicę papierosy lub słodycze, które później sprzedają. Pozostaje tylko jedno pytanie: czy Niemcy robiący zakupy na bazarach, a także handlarze tam sprzedający nie są czasami ofiarami tej neoliberalnej gospodarki rynkowej? A może jego aktorami? Uwe Rada, tłumaczenie - Agata Czarkowska
|
|
|||||