blech

menadżer
Z panem Ryszardem Blech umówiłam się któregoś dnia u niego w firmie. Hurtownia Elektrotechniczna BLECH - przeczytałam na szyldzie przy ulicy Osadniczej 4. Zaproszono mnie uprzejmie do środka. Ciekawie rozejrzałam się po gabinecie. Biurko, na którym leżało pełno, ważnych bez wątpienia, dokumentów, przy nim fotel, po prawej stronie duży stół, wygodne krzesła.

Rozsiadłam się, moją uwagę przyciągnął talerz z czekoladkami owiniętymi w kolorowe sreberka. Pod ścianą stała komoda, na niej mnóstwo pucharów, dyplomów, figurek a wszystko to z wygrawerowanymi podziękowaniami. Spojrzałam pytająco na p. Ryszarda, uśmiechnął się:

Tak, to dowód na to, że zawsze bardzo mocno współistnieliśmy z miastem, wspieraliśmy w przeróżnej formie zarówno zawody sportowe - wskazał na odlaną w brązie sylwetkę żużlowca na motorze - ale też zawody szkolne, uroczystości organizowane przez różne instytucje.

Zapachniała kawa, która pojawiła się przede mną, taka jak lubię, z ekspresu, z pianką. Wyciągnęłam notes:

Panie Ryszardzie jakie były początki? - zaczęłam banalnie.

Zbirniew Blcech Zielona Góra Z wykształcenia jestem elektrykiem, postanowiłem założyć więc sklep z osprzętem elektrotechnicznym. To był rok 1993, miałem 8 tysięcy zł i starą zdezelowaną dacię. Ale miałem też zapał, energię, wiele wspaniałych pomysłów, no i rodzinę, która od początku wspierała mnie i pomagała. W mojej rodzinie ze strony mamy było aż 7 elektryków, przedsiębiorcą był już dziadek, który w Jarocinie prowadził gospodę, w papierach miał wypisaną profesję: oberżysta - pan Ryszard wskazał na duże oprawione pięknie zdjęcie dziadka. Wisiało na honorowym miejscu w gabinecie jego wnuka.

Firmę założyłem na córkę, Małgosia zdawała na Akademię Ekonomiczną, nie dostała się jednak i w perspektywie miała rok wolnego. Zakasaliśmy rękawy. Córka podjęła studia zaoczne w Studium Bankowości i przyjęła na siebie całą biurokrację. Firma rozwijała się błyskawicznie. Od początku zapowiedziałem reżim finansowy, żadnych zakupów, żadnego wydawania pieniędzy dopóki nie zbudujemy kapitału. To było trudne, dwie córki, wiadomo chciałyby się ubrać, wyjechać gdzieś, ale byłem konsekwentny. Przez te 14 lat naszej tutaj obecności nie zdarzyło się, żeby jakakolwiek faktura nie została zapłacona w terminie, stąd te dyplomy, certyfikaty, tytuły fair play - Pan Ryszard wskazał ręką na obwieszone oprawionymi dyplomami ściany.

Na Osadniczą trafiłem w 1996 roku, kupiłem tutaj barak, był w bardzo złym stanie, po prostu pobojowisko, żadnego ogrzewania, kanalizacji, więc powoli remontowaliśmy, na początku salę sprzedażową, mieszkaliśmy tutaj z żoną cztery lata, w końcu doradca ekonomiczny niemal zmusił nas do wzięcia kredytu i żeby wykorzystać ulgę budowlaną zaczęliśmy budować dom. To była nasza pierwsza prywatna inwestycja w dom rodzinny. 6 lat temu firmę przekształciłem w spółkę, udziały w niej mamy wszyscy; ja i żona a także córki, obydwie tutaj ze mną pracują. Do tej pory jeszcze nie wypłaciliśmy sobie ani razu dywidendy, mimo, że przecież zyski są wypracowywane, ale ciągle budujemy kapitał. Małgosia zajmuje się ekonomią i reklamą, chociaż potrafi wszystko, pracuje tutaj przecież od początku, Dagmara zajmuje się zaopatrzeniem, wprowadza produkty do sieci, ale także projektuje oświetlenie, doradza klientom. Nigdy nie żałowałem decyzji o utworzeniu własnej firmy, chociaż nieraz było bardzo ciężko, właściwie wzrost i rozwój następował z roku na rok, jedynie rok 2005 był rokiem, w którym spadła rentowność, nie było wzrostu sprzedaży, złożyło się na to wiele zynników, przeprowadziłem szczegółową analizę, pojawiła się duża konkurencja, ich wielkie sieci, i nie zawsze czyste działania , aby pozyskać klientów, nie byliśmy w stanie sami rywalizować z nimi. Podjąłem wówczas decyzję o przystąpieniu do ogólnopolskiej grupy Inter Elektro, która skupia 30 firm z całej Polski, jest to największa grupa zakupowa w Polsce, posiada 90 hurtowni. Jestem w tej grupie od ubiegłego roku. To była słuszna decyzja, pozwoliła stawić czoła konkurencji, obniżyć marże, co stało się możliwe po obniżeniu cen zakupu.

W tej chwili obserwuję niebywały wzrost zapotrzebowania na wszystkie materiały budowlane, niektóre firmy wprost nie nadążają z produkcją, w branży elektrycznej ten rozwój również daje się zauważyć. Zyski inwestuję przede wszystkim w ludzi, zatrudniam 21 osób, to stała kadra, personel, który zna się na rzeczy, stale zresztą moi ludzie się dokształcają, załogę wysyłam na szkolenia. W gospodarce wiadomo, nic nie ma stałego, zacząłem rozglądać się już parę lat temu za nowymi rynkami zbytu, z entuzjazmem podchwyciłem inicjatywę Urzędu Marszałkowskiego, który zorganizował grupę przedsiębiorców i wraz z władzami miasta i województwa wyjechaliśmy na pierwszą misję gospodarczą na Ukrainę. Pojechało wtedy 15 przedsiębiorców zupełnie na swój koszt, to były bardzo ciekawe doświadczenia, niektórzy świetnie to wykorzystali, z mojej strony ta podróż była może bardziej sentymentalna, z tamtych stron pochodził mój ojciec, poznałem tam wspaniałych, serdecznych ludzi. Wszyscy doświadczyliśmy wspaniałego przyjęcia, doskonałe warunki zakwaterowania, dbano o nas bardzo a my pracowaliśmy intensywnie, podzielono nas na sekcje, dzieliliśmy się naszą wiedzą, uczyliśmy tamtych ludzi jak zakładać swoje firmy, na co zwracać uwagę.

Zrobiliśmy wtedy naprawdę kawał dobrej roboty. Drugim podobnym wyjazdem z misją gospodarczą były Chiny. Dla nas kraj zupełnie egzotyczny, na wszystkich wywarł wielkie wrażenie. Wizyta została świetnie przygotowana, był attache, konsul, braliśmy udział w międzynarodowej konferencji na temat wymiany handlowej, reprezentowaliśmy nie tylko nasze województwo, byliśmy także jedynymi przedstawicielami naszego kraju, a nawet Europy. Mam ogromne uznanie dla Urzędu Marszałkowskiego a szczególnie dla byłego wicemarszałka Edwarda Fedko, który przygotował wyjazd, wziął w nim zresztą udział, na konferencji wygłosił przemówienie, które porwało uczestników, bili brawo na stojąco, wyszło na to, że jesteśmy sercem Europy. Chińczycy nas rewizytowali, Gorzów wykorzystał swoją szansę, my niestety nie.

Trzeci wyjazd zorganizowany był do Mołdawii, to piękny kraj i wspaniali ludzie. Sądzę, że te misje zaprocentują, pokazaliśmy się, zaprosiliśmy ich do siebie, nawiązaliśmy kontakty, mamy zapowiedziane ich wizyty. Mołdawia to kraj winem płynący, widzieliśmy olbrzymie tereny obsadzone winoroślami, zwiedzaliśmy winiarnię, wydrążoną w skale, ponad 250 metrów tuneli! W tej jednej winiarni leżakowało 2 miliony butelek wina i 1300 beczek, każda o pojemności 800 litrów! Winiarstwo w Mołdawii to potężny przemysł, braliśmy oczywiście udział w degustacji, słusznie mówi się o winie, że to napój bogów.Ja, co prawda, branży już nie zmienię, ale w swojej postanowiłem dalej się rozwijać. Mam już gotowe plany rozbudowy tego budynku, w którym jesteśmy, dobudowane zostanie piętro, to będzie nowoczesny budynek na miarę XXI wieku, szkło i aluminium, na górze będą biura, na dole rozbudowana część ekspozycyjna, zajmiemy się w większym zakresie doradzaniem i projektowaniem oświetlenia.

Rozpoczęliśmy też modernizację budynku w Nowej Soli. Oddział istnieje tam już dwa lata, obiekt jest piękny, zabytkowy po starej gazowni w samym centrum miasta. Rozpoczęliśmy też inwestycję w Głogowie, mamy już obiekt, teraz budujemy tam salę sprzedażową. Plany, jak widać, ambitne ale myślimy także o ekspansji do innych miast. To wyjście poza Zieloną Górę było koniecznością, za poprzedniej władzy niczego mi niestety nie ułatwiono, nikomu nie zależało na przedsiębiorcach, w Nowej Soli przyjęto mnie z otwartymi ramionami, tutaj zbywano i odwlekano w nieskończoność jakiekolwiek decyzje. Teraz patrzę bardziej optymistycznie, widzę, że temu samorządowi bardziej zależy, stara się, szuka różnych rozwiązań, zasięga naszych opinii. To pocieszające, chociaż szkoda, że tyle lat zostało zmarnowanych. Powinniśmy, jako miasto wykorzystać obecność uniwersytetu, z uwagi na brak dużych terenów inwestycyjnych zaprosić do naszego miasta producentów zaawansowanych technologii, uczynić z Zielonej Góry, jak to już wielokrotnie napisano, dolinę krzemową.

Z moich osobistych podpowiedzi Zielonej Górze dobrze zrobiłoby ożywienie starówki. Co z tego, że jest piękna i duża, jeżeli jest martwa! Powinno wyprowadzić się mieszkańców starówki, wybudować dla nich bloki o podwyższonym standardzie a odzyskana powierzchnia mogłaby być wynajmowana na biura, kancelarie, wówczas deptak zacząłby żyć, te wszystkie ogródki, koncerty, to powinno trwać długo w noc, tak, jak jest to w Poznaniu, Krakowie czy Wrocławiu. Zachęcam też zarówno Urząd Miasta jak i Marszałkowski do organizacji podobnych misji gospodarczych jak te, w których brałem udział. Nie możemy się zamknąć we własnym sosie, musimy być miastem otwartym chętnie przyjmującym wszelkie, nawet bardzo śmiałe pomysły i inwestycje.Tej władzy, która miastem dzisiaj zarządza, życzę dalekowzroczności. Oceniać ich będę za 4 lata.

Pana Ryszarda Blech wysłuchała....

ewa szatkowskaEwa Szatkowska