Ten piątkowy dzień, pełen słońca i niemal wakacyjnego nastroju, bo przed długim weekendem, był wyjątkowy. Od samego rana centrum miasta, a więc deptak, przemierzały tłumy ludzi. Dawało się wyczuć wielkie wyluzowanie, twarze przechodniów były pogodne i uśmiechnięte.

Obrazy "Razy 3"

Nie było jakiegoś szczególnego pośpiechu, raczej spokojna pewność, że oto przed nami wiele pięknych, słonecznych dni. Z wielką przyjemnością dałam się wciągnąć w ten nurt radosnego oczekiwania. Kawa w ogródku na deptaku jak zwykle wspaniała, tylko, jak natrętna mucha, cichy szept gdzieś tam we mnie, że trzeba obowiązki przed zaplanowanym wyjazdem dopełnić. Więc zbieram się niechętnie, przyśpieszam, jedno spotkanie, drugie, pochylenie nad biurkiem, jeszcze poczta mailowa i wreszcie z ulgą zapadam się w miękkie siedzenia taksówki. A po południu przenoszę się w zupełnie inny świat.
Zegar na ratuszu wybija miarowo godzinę 19:00, gdy z dreszczykiem emocji przekraczam próg Galerii u Jadźki. Zwalniam, widząc znajome, spokojne i uśmiechnięte twarze. Moje oczy dotykają obrazów, które wystawione na widok publiczny prowokują, zatrzymują, zachwycają. Z uwagą wsłuchuję się w słowa Jagody, gospodyni tego wieczoru. Przedstawia swoich gości, artystów malarzy, zaskakująco:
Proszę państwa, oto ojciec, syn i sąsiad - autorzy obrazów, które dzisiaj możemy zobaczyć. Kajetan Pasztuła (ur. 1981r.), Krzysztof Pasztuła (ur. 1953r.) i Czesław Romanowski (ur. 1946r.). Wszyscy ukończyli Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, każdy z nich maluje coś zupełnie innego.

Krzysztof wystawiał już swoje malarstwo w Galerii u Jadźki. Obiecał wówczas, że wróci z synem i przyjacielem. Słowa dotrzymał. Dzisiejsza wystawa nosi tytuł "Razy 3".
Jagoda uroczyście wręcza artystom piękne róże, które zresztą natychmiast do niej wracają, kiedy artyści z kolei dziękują za zaproszenie i możliwość pokazania w Zielonej Górze swoich prac.

Na początek zaczepiam Kajetana. Jest bardzo młody, ma dopiero 26 lat.
- Malowanie traktowałem jako coś bardzo oczywistego, coś tak naturalnego, że nie sądziłem, iż może stać się to moim zawodem. Dopiero rok przed maturą zrozumiałem, że przed tym nie ucieknę, że jest to moim powołaniem. Przede mną daleka droga, ale przecież właśnie ta droga jest najważniejsza.

Pan Czesław jest zamyślony. Wspólnie przypatrujemy się jego obrazom. Są takie ...płomienne. To moje skojarzenie na widok pięknych czerwieni, nastrojów zaklętych w niedopowiedzianym akcie kobiecym, twarzach kobiet wyłaniających się w nieograniczonych przestrzeniach obrazów. Patrzę pytająco na pana Czesława.
- Ten dar tworzenia otrzymałem od losu. Od Boga. I nie zmarnowałem go. Każdy dzień, każdą chwilę starałem się wykorzystać jak najpełniej. Czasami oglądam się za siebie. Dostrzegam swoje dojrzewanie. Swoją drogę. Teraz czas kontemplacji się wydłużył. To właśnie charakteryzuje dojrzałość. Po 30 latach tworzenia, malowania widzę siebie jako zupełnie innego człowieka. To nie ja się rozwijałem, to moja twórczość rozwijała mnie. Miałem upadki. Był taki okres w moim życiu, kiedy odłożyłem pędzle na dwa lata. Zdradziłem sztukę. Nie malowałem nic. A sztuka tego nie lubi. Kiedy się ją zdradzi nie wybacza łatwo. Powrotna droga była mozolna, piekielnie trudna. Ale ją pokonałem. To wtedy rozjaśniłem paletę. Malowanie jest moim przekleństwem i uwielbieniem. Tak trwam w symbiozie od ponad ćwierć wieku.

Przysłuchuje się naszej rozmowie Krzysztof Pasztuła, ojciec Kajetana.
- Maluję, bo muszę Nie potrafię robić nic innego. Pracownia jest moim domem.
Przenosimy się pod ścianę, na której zawisły obrazy Krzysztofa. Piękny pejzaż, obok emocje wystrojone w czerwień i błękit. Pan Krzysztof uśmiecha się.

- Jestem samotnikiem z emocjami. Te emocje są najważniejsze. W tym tkwi sedno sztuki. Ona nie może być beznamiętna. Kiedy stoję przed skończonym dziełem, kiedy odkładam pędzel to jest tak, jakbym zamykał jakiś rozdział w swoim życiu. Najczęściej jestem niezadowolony. Patrzę na swoje prace bardzo krytycznie. Ale niekiedy roznosi mnie euforia. Wtedy tańczę przed swoim obrazem, czując go każdym nerwem.

Krzysztof jest wykładowcą na Uniwersytecie Śląskim, prowadzi pracownię litografii. Jest w trakcie pisania pracy habilitacyjnej, ma tytuł doktora sztuk pięknych. Praca habilitacyjna traktuje o przenikaniu doświadczeń grafika i malarza.

Długo jeszcze rozmawiam z malarzami o ich wrażliwości i malarskim postrzeganiu świata. Ale najważniejsza jest prostota – zastrzega pan Czesław. Nie można bezkarnie udziwniać rzeczywistości w żadnym obszarze życia.
Wracałam z galerii deptakiem. Późny wieczór wyludnił ulice. Latarnie rozpraszały mrok, ich światło wydobywało piękno starych kamienic.

ewa szatkowskaEwa Szatkowska