menadżer
Maria Ćwiklik Konofalska "Przyjdź do mnie do pracy". Odpowiedziałam - "Dobrze". Dopiero jak wyszedł złapałam się za głowę.

Z Prezesem POLI-ECO Marią Ćwiklik-Konofalską rozmawia Ewa Szatkowska

Ewa Szatkowska - Jesteś Prezesem Firmy, która w tym roku zdobyła drugie miejsce w rankingu przedsiębiorstw najdynamiczniej rozwijających się. To także Twój sukces? ( pierwsze w ubiegłym roku )

Maria Ćwiklik-Konofalska - Tak, cieszyłam się bardzo z tego zwycięstwa. To zresztą nie jedyne nasze osiągnięcie. Chcę pochwalić się również pierwszym miejscem w województwie lubuskim w 3 edycji rankingu przygotowanego przez firmę Dun& Bradstreet Poland dla Gazety Bankowej. Otrzymanie ratingu 3A1 to powód do dumy.

Ewa S. - Można powiedzieć, że jesteś kobietą sukcesu. Jak wyglądała Twoja osobista ścieżka kariery?

Maria Ć-K. - Zaczynałam jak typowa matka Polka. Skończyłam studia prawnicze, wyszłam za mąż. Mieszkaliśmy początkowo we Wrocławiu, w wynajętym mieszkaniu, mąż był lekarzem i tam pracował. Pochodzę z Kożuchowa, zawsze chciałam tam wrócić. Podjęliśmy decyzję o powrocie w moje rodzinne strony, a los pokierował nami dalej. Obiecanego mieszkania w Kożuchowie na razie nie było, za to pojawił się Broniszów. To zaledwie kilkanaście kilometrów dalej. Znajdował się tam Ośrodek Zdrowia, nad nim było mieszkanie, szukano właśnie lekarza. Zdecydowaliśmy się natychmiast. Do dzisiaj tam mieszkamy.

Przez pierwsze lata nie pracowałam, zajmowałam się córkami. W 1989 roku, kiedy przyszły pierwsze demokratyczne wybory – pojawiła się dla mnie szansa. To był przełom. Mąż został radnym, zajęliśmy się wspólnie działalnością społeczną. Założyliśmy Stowarzyszenie Rozbudowy Szkoły w Broniszowie: wykorzystując nawiązane w międzyczasie kontakty a także autentyczny zapał członków Stowarzyszenia udało się nam cel zrealizować.

Ewa S. - Czy działalność społeczna Tobie wystarczała?

Maria Ć-K. - Ja zaczęłam szukać swojego miejsca dla siebie. Chciałam pracować. Krokiem przełomowym była praca w Urzędzie Miasta i Gminy w Kożuchowie. Zostałam naczelnikiem Wydziału Oświaty, Kultury i Zdrowia. W 1992 roku dostałam ofertę pracy w Zielonej Górze. Zaproponowano mi stanowisko zastępcy dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Tam pracowałam 5 lat.

Ewa S. - Porzuciłaś stanowisko, pewną pracę, niezłe wynagrodzenie?

Maria Ć-K. - Zrozumiałam, że muszę liczyć przede wszystkim na siebie. Zaczęłam szukać takiej pracy, która da mi niezależność. No i pewnego dnia znalazłam w Gazecie Wyborczej ogłoszenie, że do Polski wchodzi ING Nationale Niedrelanden. Złożyłam swoje aplikacje. Przeszłam rekrutację, powierzono mi utworzenie oddziału w Zielonej Górze. Zrezygnowałam z poczucia bezpieczeństwa i wygody, jaką miałam w Urzędzie Pracy na rzecz wynagrodzenia prowizyjnego, gdzie wszystko zależy ode mnie. Pomyślałam, dlaczego miałoby mi się nie udać?

Ewa S. - Jak to się stało, że zostałaś Prezesem takiej dużej, produkcyjnej firmy?

Maria Ć-K. - Właściciela Firmy, Krzysztofa Szamańskiego, poznałam przed laty pracując w Urzędzie Pracy. To były krótkie, służbowe, konkretne spotkania. Kiedy zmieniłam pracę, wpadał czasami na kawę do siedziby Oddziału (Nationale Nederlaneden - przyp rednacz). I nagle jak w ping pongu krótka piłka: złożył propozycję - "Przyjdź do mnie do pracy". Odpowiedziałam -"Dobrze". Dopiero jak wyszedł złapałam się za głowę. To był początek 2004 roku. Pierwsze miesiące siedziba Firmy była w Szprotawie. To dopiero było wyzwanie! Nigdy do tej pory nie miałam kontaktu z firmą produkcyjną. To był także szok, nazwijmy go, kulturowy. Pracowałam dotychczas w pewnych standardach, wiadomo, kultura, procedury, i nagle znalazłam się w samym środku ludzi zatrudnionych na stanowiskach produkcyjnych, którzy nie tracili czasu na zbędne, ich zdaniem, uprzejmości. Firma tak szybko się rozwijała, że za produkcją nie nadążała organizacja. W maju 2004 roku przeprowadziliśmy się do Żar.

Ewa S. - Jak dzisiaj, po paru latach Twojego zarządzania wygląda Poli Eco?

Maria Ć-K. - Firma ma wspaniałe wyniki, w każdym roku następuje duży wzrost dochodów, utrzymywana jest rentowność. Ale zdajemy sobie sprawę z pewnych niebezpieczeństw. Aby dalej Poli Eco się rozwijało muszą pojawiać się nowe pomysły, nowe inwestycje. W grę nie wchodzi parę milionów, ale już dziesiątki. Jeśli Firma dynamicznie się rozwija to wymusza pewne działania, konieczność nowych inwestycji. Tak zapadła decyzja o założeniu firmy w Rosji. Myślimy też o inwestycji po stronie niemieckiej. Bardzo dużo inwestujemy w nowoczesne linie technologiczne i rozbudowę zakładu. Działamy na trudnym rynku, konkurencja zmusza nas do najwyższej dbałości o każdy detal. Trzeba być najlepszym.

Ewa S. - Przedsiębiorstwem zarządzacie wspólnie. Jak podzieliliście między siebie obowiązki?

Maria Ć-K. - Krzysztof jest strategiem, buduje relacje z najważniejszymi klientami. Ja zajmuję się organizacją, bieżącym zarządzaniem, realizacją planów i celów, które sobie wyznaczamy. Nasze umysły muszą nieustannie pracować. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Dużą rolę odgrywa ambicja, pęd do rozwoju. Nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby się nam nie udać. Oczywiście jest wiele różnych problemów, przeszkód, które trzeba pokonywać. Pracuję dużo, 14 -15 godzin dziennie. Miałam dwa trudne momenty, kiedy chciałam odejść. Ale zacisnęłam zęby, postanowiłam, przede wszystkim sobie, udowodnić, że dam radę.

Ewa S. - Za to sobota i niedziela jest dla Ciebie?

Maria Ć-K. - W soboty się uczę. Kierując taką dużą Firmą muszę być na bieżąco ze wszelkimi zmianami w polskim ustawodawstwie, przepisach finansowych, czytam też literaturę dot. nowoczesnego zarządzania. Człowiek musi przez całe życie się rozwijać. Inaczej będzie się cofał.

pełny tekst wywiadu