(40kB)
iwona kowalkowskaIwona Kowalkowska mezzosopran, solistka Warszawskiej Opery Kameralnej, dr habilitowany, adiunkt w Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie w Katedrze Wokalistyki oraz w Instytucie Kultury i Sztuki Muzycznej Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Radość lubi śpiewać

"Gdzie słyszysz śpiew, tam wchodź, tam ludzie dobre serca mają Źli ludzie, wierzaj mi, oni nigdy nie śpiewają" Słowa te, gdy byłam dzieckiem, często wypowiadali dziadek, babunia i mama. Dorastałam w domu, w którym panował kult muzyki. Grano w nim na różnych instrumentach i także śpiewano. Muzyka była lekarstwem na zło. Przywracała radość domownikom, przygniatanym troskami trudnego, powojennego bytowania. Przenosiła w inny wymiar, w inny czas. Przywykłam do jej stałego towarzystwa. Zasypiałam kołysana śpiewem babuni i mojej mamy. Później, gdy byłam starsza, sen przybywał wraz z dźwiękami cicho grającego radia - zawsze wtedy z głośnika płynęła muzyka wokalna, kreowana przez najwybitniejszych artystów tamtych czasów. Pogrążałam się w marzenia senne, otulana cudowną bajkową muzyką - muzyką płynącą wprost z ludzkich serc i duszy. Tworzoną przez najpiękniejszy instrument, który istnieje na świecie - przez ludzki głos! W końcu, śpiew klasyczny (tak się go dziś nieco kolokwialnie nazywa) wrósł w moje istnienie tak bardzo - stał się integralną częścią mojej natury - że bez niego nie mogłam wyobrazić sobie swojego życia. Dziś zajmuję się śpiewem profesjonalnie, jako artystka i człowiek nauki.

Śpiew jest atawistycznym odruchem, towarzyszącym człowiekowi, jak powiadają znawcy tematu, niemal od zarania ludzkości. W toku ewolucji człowieka pojawiła się zdolność wydobywania dźwięków, wykształcona na bazie wykorzystania innych funkcji uprzednio już istniejących w ludzkim organizmie: na bazie funkcji układu oddechowego i układu pokarmowego. To zaś stworzyło możliwości porozumiewania się poprzez wokalizację. Zanim jednak ludzie zaczęli komunikować się werbalnie, posługiwali się dźwiękami nieartykułowanymi, zbliżonymi do formy zaśpiewów. Upraszczając, w ten to sposób chęć wyrażania się poprzez śpiew została niejako zakodowana w ludzkich genach.

Śpiewamy często zupełnie nieświadomie, podczas wykonywania czynności, które nas odprężają. Najczęściej - o czym wszyscy z przymrużeniem oka wspominają – w łazience. Gdy śpiew nie przychodzi nam z różnych przyczyn łatwo (jeśli ktoś jest zainteresowany tym zjawiskiem od strony naukowej, proponuję zajrzeć choćby do kilku artykułów, które na ten temat napisałam) - tzn. mamy ograniczone możliwości fonacji, lub nie możemy wcale fonować dźwięku - śpiewamy głosem wewnętrznym. Naturalna, tkwiąca w każdym człowieku chęć śpiewu jest zjawiskiem ściśle związanym z pracą układu nerwowego i psychiką człowieka. Z możliwości śpiewania organizm ludzki czerpie wiele korzyści. Muszę jednak w tym miejscu zaznaczyć, że istnieje ogromna różnica miedzy prawidłowym, fizjologicznym odruchem śpiewu (rzeczywistym śpiewem) a tym, co dziś powszechnie uważa się za śpiew. Muzyka wokalna, propagowana przez dzisiejsze media często opiera się - krótko mówiąc - na krzyku. Nie będę tu rozwodzić się skąd pochodzi dzisiejszy kult krzyku w wokalizacji. Powiem tylko, że kult ten nie oznacza i nie służy zdrowiu społecznemu. Dokonam analizy funkcji krzyku i już na wstępie powiem, że śpiew jest antagonistyczny w stosunku do krzyku. Korzyści zaś płynące z możliwości i umiejętności śpiewania unaocznią się niemal samorzutnie.

Krzyk jest pochodną poczucia braku bezpieczeństwa, beznadziejności. Te uczucia rodzą lęk, frustrację, strach. Formą ich odreagowania jest często agresja. Krzyk wiąże się też z pewną formą zamknięcia psychiki na otoczenie, wyobcowania emocjonalnego. Krzyczymy, gdy się boimy, gdy jesteśmy wściekli. Podczas krzyku ciało człowieka napina się i kurczy. Mięśnie krtani są naprężone ponad ich zwykłe możliwości. Puls jest przyśpieszony. Serce bije niemiarowo. Na twarzy człowieka pojawia się specyficzny wyraz - twarz jest wykrzywiona pod wpływem napięcia muskulatury i zacisku szczęki. Układ oddechowy pracuje nieprawidłowo. Człowiek ma wrażenie, że się dusi.

Podczas śpiewu dzieje się natomiast dokładnie na odwrót. Człowiek otwiera się na świat i na siebie samego. Ciało odpręża się, mięśnie oddechowe pracują w pełni, pozwalając organizmowi na całkowite dotlenienie. Śpiew daje radość a ta, z kolei, wyzwala chęć śpiewania. To jakby zamknięte koło działające dla dobra zdrowia psychicznego i fizycznego człowieka. Mechanizm ten funkcjonuje w każdym przypadku, niezależnie czy śpiewa się profesjonalnie, amatorsko, czy też tylko dla samego siebie, w świątyni spokoju, jaką dla niektórych jest właśnie łazienka. Z tą różnicą, że profesjonalny, zawodowy śpiewak musi nauczyć się wyzwalania w sobie poczucia radości „na zawołanie”.

Aby śpiew był piękny, szlachetny, śpiewak musi śpiewać z poczuciem wewnętrznego uśmiechu - radości. Niezależnie od tego, jaki jest rodzaj wykonywanej przez niego muzyki, a odcieni barw muzyki, jak wiadomo, jest przecież wiele. Są melodię smutne, wesołe, rzewne, skoczne itd. itp. Dla kunsztu wokalnego nie ma to jednak istotnego znaczenia. Właściwą ekspresję utworu, bowiem, śpiewak może przekazać jedynie wtedy, gdy potrafi odczuwać radość z samego faktu śpiewania. Poczucie radości wprowadza aparat głosowy śpiewaka we właściwy stan „nastrojenia”, co spowodowane jest tym, że automatycznie uruchamiają się fizjologicznie, naturalne mechanizmy ludzkiego organizmu. Wykonawca otrzymuje w ten sposób nieograniczone możliwości władania dźwiękiem, co może w konsekwencji wyzwolić tak pożądany efekt, jakim jest wprowadzenie publiczności w stan emocjonalny zgodny z założeniami kompozytora - twórcy i śpiewaka czyli odtwórcy. Śpiewak odczuwa satysfakcję z kreowanej przez siebie sztuki a publiczność z faktu i efektu jego kreacji. Korzyść ze śpiewu jest w tym wypadku zwielokrotniona.

Na temat pożytków płynących z faktu śpiewania można by dywagować w nieskończoność, wkraczając na drogi i bezdroża różnych nauk: psychologii, fizjologii, socjologii, logopedii, wokalistyki, muzykoterapii, itd., itd. Warto na koniec jeszcze tylko dodać, że muzyka, a przede wszystkim muzyka wokalna, posiada szczególne zdolności stymulacji mózgu i całego układu nerwowego. Dość, że gdy sprawność mózgu na skutek demencji zanika - pamięć melodyczna odchodzi ostatnia.

Iwona Kowalkowska