felietony lubuskie

04/02/2012

Pochód metafizyki

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 16:59

eleonora szymkowiak, deptak, zielona góraMam ochotę na panegiryk. Najchętniej trzynastozgłoskowym aleksandrynem niczym jaki wieszcz. Pewnie to efekt skutek spowolnienia procesu sekrecji żółci. Nie wykluczam jednak, że jestem ofiarą własnych endorfin, wywołujących niczym nieuzasadniony pozytywny stosunek do rzeczywistości. Wytłumaczywszy się naukowo mogę przystąpić do istoty … czyli Eleonory. Jak się domyślacie moi kochani wielbiciele kontekst „Eleonory” uzasadnia pominięcie słowa „rzeczy”. No bo nie jest to jakaś tam Eleonora, ale Eleonora o wymiarze metafizycznym.

Metafizyczny wymiar Eleonory nie zawsze jest widoczny. Metafizyka to dosyć skomplikowana sprawa. Dla jednych nie istnieje. Inni nigdy w tym wymiarze nie występują. Z metafizyczną Eleonorą jest tak, że jedni w niej nigdy nie dostrzegają metafizyki, podobnie jak ona sama, zaś niekiedy Eleonora nie ma w sobie metafizyki nawet ćwierć karata.

(więcej…)

25/09/2011

Winobranie 2011

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , — admin @ 14:04

Ocena tegorocznego Winobrania wymaga choć odrobiny spokoju i dlatego nie mogła być dokonana na gorąco. Opinie „miasta” na tą imprezę są generalnie negatywne. Jednak piękna pogoda i owe „coś” przyciągnęło na Deptak tłumy odwiedzających, także z Niemiec. Zatem sukces? I tu zaczynają się schody, bo aby coś oceniać trzeba mieć do tego kryteria i skalę. Zacznijmy od kryteriów. Bo Winobranie to mieszanka, zawierająca składniki z bardzo wielu bajek. Piszę bajek, bo Winobranie obrasta swoistego rodzaju intelektualną mitologią. To jakby nie patrzeć ludowy festyn, zabawa plebejska, której próbuje się przydawać cechy poniekąd salonowe. Jednak z drugiej strony to bodaj jedyny kulturalny wyróżnik naszego miasta. Także okazja do budowania tożsamości miasta i integracji wokół regionalnych tradycji oraz najistotniejszy bodaj składnik zielonogórskiej marki.
 Mądrale zatem mają powód do kontestowania wyłącznie plebejskich ciągot organizatorów Winobrania. Ale skoro to jarmarczna bajka to oceńmy ją. Chyba nie ma najmniejszych wątpliwości, że organizatorów Winobrania w zupełności zaspokaja zamiana Deptaka w targowisko chińszczyzną, starym żelastwem i paśnikami z paszą godną Koziej Wólki. Dopełnieniem tej wsiowej maniery organizatorów winobrania jest wszechobecna piwo spoza którego ledwie prześwituje wino. A i ono przeważnie z Biedronki. Zatem  Z tego punktu widzenia Winobranie jako impreza geesowska jest ok. Jeśli potraktować mieszkańców Zielonej Góry jak głupków głodnych cukrowej waty i diabelskiego młyna to Winobranie spełnia te oczekiwania. Miarą zatem sukcesu tej wersji Winobrania, która po części wynika z wsiowej mentalności miejskich urzędników są tłumy przewalające się przez Deptak. Kupujące biustonosze, świńskie golonki, teflonowe patelnie, lizaki z napisem „kocham Cię”.  To dlatego pewien urzędnik przedstawiający się jako główny organizator w GL za sukces Winobrania uznał brak pijackich burd. Ta wypowiedź dosyć jaskrawo pokazuje intelektualny poziom oczekiwań wobec Winobrania jak i pojęcie sukcesu tej imprezy. I żeby była jasność. Nie mam nic przeciwko temu. Jasna deklaracja oczekiwań i oczywista ocena działań. Ma być wiejsko i nie ma być pijackich awantur. Z tej perspektywy Winobranie jest sukcesem. Miało być jak na gminnych dożynkach i było. Winobraniowa bajka w wersji miejskich urzędników zakończyła się happy endem. Dałbym ocenę 4+ (czwórka z plusem).

 Ale jest też inna winobranowa bajka. Wymyślili ją ludzie kulturalni, nieskorzy do picia taniego wina z Biedronki i zagryzania jego spiralą z nieobranego ziemniaka. Których nie bawią pokazy prasowania i szatkowania warzyw. Którzy nie kupią portretu esesmana, nie mają potrzeby kupowania dzierganych serwet na stół i nurzania się w pianie firan. Tym ludziom marzy się Winobranie jako okazja do spotkania się z kulturą. Przyzwyczajeni do miałkości winobraniowej oferty kulturalnej nie oczekują dużego „K” ale niechby było małe. I tu trzeba oddać władzy sprawiedliwość. Były podczas Winobrania przebłyski tej bajki. Zaliczyłbym do nich pochody Bachusa i przedstawienia bajek dla dzieci na przyratuszowej scenie. Zabłysnął Jurek Fedro ze znakomitymi rysunkami w rozmaitych konfiguracjach kalendarzowo-podstawkowych. I przyleciały cudne anioły Lilianny Lazarskiej. Były też nieliczne stoiska z pracami amatorów. Niektóre nawet ciekawe. Jednak zepchnięte przez jarmarczność na margines a w przypadku Jurka i Lilianny w okolice ratuszowego wychodka. W tej kategorii ocen zatem moja ocena 3=, czyli trzy na szynach.

 Mnie i wielu moim rozmówcom marzy się także bajka, nazwijmy ją regionalno-tradycyjna. Taka jak chociażby jeleniogórska prezentacja regionalnego jadła, która odbyła się w Jeleniej Górze w tym samym czasie kiedy w Zielonej Górze trwało Winobranie. Wino jako regionalny produkt  istniało na tegorocznym Winobraniu jedynie śladowo. Organizatorzy wolą demonstrować lubuskim winiarzom muchy w nosie a za winnego patrona obrać Biedronkę i poić winobraniowych gości tanim niemieckim winem. Była co prawda kiełbasa z Litwy, pierogi z Wilna, austriacki ser, ale zniknęły w tłumie gdzieś pomiędzy stoiskiem z hot-dogami a stoiskiem z chińskimi paciorkami. A przecież była arcyciekawa wędzarnia ryb, podobno smacznych. Był chlebowy piec, z którego niósł się apetyczny zapach. Były ogórki z Cottbus, oferowane, jak mi doniosła jedna sympatyczna dziewczyna „przez murzyna”. To jednak stanowczo zbyt mało. Gigantyczny potencjał tej bajki pokazały zorganizowane bodaj w lipcu w skansenie w Ochli „Targi Wina, Miodu i Chleba. Za niewykorzystaną szansę i za antylokalną indolencję organizatorów Winobrania moja ocena 2!, czyli jak mawiał mój nieodżałowany matematyk Leon Bieszk „dwa silnia”. Co w jego opinii oznaczało katastrofalny brak wiedzy i zwiastowało powtarzanie roku.

 Nie można zapominać o jeszcze jednej  bajce. Bajce której celem jest budowanie marki miasta. Marki specyficznej i rozróżnialnej. Marki dające splendor i prestiż. Czegoś więcej od kojarzenia się z żużlem i Peją. To dla władz miasta sfera kompletnej abstrakcji. Niedostępna intelektualna półka. Organizatorzy Winobrania w tym względzie pozbawiani są elementarnej wiedzy i wrażliwości. Tym jedynie można wytłumaczyć brak czegokolwiek co mogłoby poprzez Winobrania taką markę zbudować. Rachityczne sportowe imprezy mogące być uznane za elementy tej bajki potraktowano po macoszemu i niszowo. Nawet przyjazd młodego mistrza świata o tyczce, kilkudniowego bohatera wszystkich Polaków, nie stał się okazją do pojawiania się władzy wśród widzów. Puchar zwycięzcy skoku tyczce z bardzo przyzwoitym wynikiem 5,60 wręczył drugi po Bogu w PGNiG i wzięta z łapanki dziewczyna, nawiasem mówią śliczna tyczkarka z Zielonej Góry. Mistrz zatem czujnie zamiast zostać, pojechał na ryby gdzieś w nieznanym kierunku. Obciach pełny. Po mojemu jeszcze gorzej jak wyżej. Zielona jedynka. Zielona jedynka w czasach mojej matematycznej edukacji oznaczała „zielony jak trawka na wiosnę” i była wyrokiem. Osoba z zieloną jedynka mogła być pewna, że nie zaliczy. To dobrze koresponduje z tym co w kwestii marki wyczynia miasto. Trzykrotne: dno, dno, dno.

 Każdy może w każdej z wyżej wyszczególnionych kategorii mieć swoją ocenę. Zachęcam czytelników do dyskusji właśnie w tej konwencji. Bez wrzucania wszystkiego do jednego wora. Mnie akurat wyszło jak wyszło. Na zakończenie dodam jednak jeszcze jedną kategorię, prywatną. To kategoria wyglądu i prezentacji głównego jak mniemam organizatora Winobrania. W tej kategorii Tomasz Nesterowicz prezentuje się imponująco. Ta mina, ten garnitur, telefonia komórkowa przy uchu. Wrażenie pełnej kompetencji. W mojej ocenie szóstka a zatem sfera zachwytu. Gratulacje.

 Podsumowując warto dostrzec pozytywy Winobrania i życzyć lokalnej władzy aby zza euforycznego samouwielbienia dostrzegła „pewne” niedostatki. Jest się na kim wzorować. W tym celu polecam wizytę w Żaganiu na „Jarmarku Michała”.

17/08/2011

Spam

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , — admin @ 09:54

Usunąłem 99 spamowych komentarzy. Pozostało mi do usunięcia jeszcze 923. Spam jako nazwa na śmieci niebawem wejdzie do pozainternetowych dziedzin życia. Jedną znich może być ścieżko-znakowa działalność jakiegoś urzędnika miejskiego kochającego rowerowe wycieczki po Deptaku.  W imię takiej spamowej ideii władza miejska postawiła kilkadziesiąt znaków namalowała na jezdniach i chodnikach kilkaset metrów białych linii, zuzyto na ten cel ileś tam hektolitrów farby, wydano konkretne tysiące moich pieniędzy a efekt ?

Poza satysfakcją jakiegoś spamera chyba raczej niewielki. Ów spec od rzeczy zbędnych zapewne odhaczył sukces, my, podatnicy sinansowaliśmy ten intelektualny śmieć. Większość bowiem użytkowników jezdni i chodników traktuje owe znaki jak spam, dadaistyczne malowanki kogoś nawiedzonego rowerem. Nawet straż miejska traktuje te jak śmieć.

Za jakiś czas białe linie zszarzeją i wszyscy o nich zapomnimy. Szkoda jednak ieniędzy na tą radosną twórczość. 

29/07/2011

Parytety

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , — admin @ 18:27

 

Uczestniczyłem w konferencji prasowej. Marszałek Elżbieta Polak zaprosiła dziennikarzy aby sprostowali to co pokrzywili. Konkretnie chodziło o Waldemara Taborskiego i Szpital Wojewódzki. Ponieważ nie bardzo wiem o co chodzi w tych grach pałacowych zająłem się tym co nie podlega manipulacji. W salce konferencyjnej było nas 21 osób w tym ja i trzech innych mężczyzn. Reszta panie łącznie z panią marszałek. Panie sobie radośnie paplały niczym w “Dniu świra” a ja doznałem imperatywu aby włączyć się w walkę o partytety. Ot tak po prostu dla przetestowania gdaczącej rzeczywistości.

25/07/2011

Prywatny Folwark

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , — admin @ 23:55

Deptak staje się prywatnym folwarkiem kumpli partyjnych Janusza Kubickiego. Otóż Mariusz Woźniak wsławiony “twórczą” współpracą z poznańską firmą ASPE, która z kolei wsławiła się procesem o ustawianie przetargów w władzami pewnego miasta gdzieś na Śląsku, dostał od prezydenta licencję na łupienie deptakowych kupców według licencji z Holandii (tak donosi przynajmniej Gazeta Lubuska). Patent jest prosty. Zakłada się z kumplami z Żar stowarzyszenie. Prezydent nakłada kolejny podatek na kupców i przekazuje ten podatek stowarzyszeniu. Stowarzyszenie wybiera sobie głosami kupców z Żar i lokalnych kolesiów Mariusza Woźniaka na prezesa. Za te publiczne pieniądze Mariusz Woźniak ma całkiem niezłą synekurkę i zarzuca dziennikarzy feerią genialnych pomysłów. Zatem będą karuzele, piaskownice, plastikowe dinozaury, koncerty, jarmarki, pokazy.  Sprawa ma oczywiście aspekty kryminalne, ale znając nasze miasto wszyscy to łykną i zakrzykną, że to pro publico bono. Nie takie rzeczy zatwierdzała niezbyt rozgarnięta Rada Miasta.

Desperacja z jaką Janusz Kubicki obdziela swoich kumpli rozmaitymi synekurami jest zastanawiająca. Jednak o wiele bardziej zastanawia bezwolność Rady Miasta z jaką to śmieszne gremuim akceptuje gigantyczny rabunek jaki temu towarzyszy. Baseny, festiwale i teraz TO.

09/07/2011

Festiwal w Łagowie

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , — admin @ 14:11

Tego roczny festiwal filmowy w Łagowie połączono z Dniami Województwa. Osobiście uważam, że świętowanie za publiczne pieniądze dnia województwa jest marnowaniem sił i środków. O wiele lepiej jeśli środki publiczne przekaże się organizacjom pozarządowym które gwarantują nie tylko wyższy poziom od każdego urzędnczego działania, ale przyciągają także niepubliczne pieniądze. Przecież nieomal każda organizacja pozarządowa tworząc budżety swoich działań musi do pieniędzy publicznych dodać “swoje” czyli zapewnić sobie sponsorów, posłużyć się wolontariatem itp.

Wracając do Łagowa a dokładnie do rozmowy z Katosem jaką odbyłem w kwestii festiwalu to trzeba powiedzieć, że tłumy gości w Łagowie stwarzają wrażenie udanej imprezy. Tyle tylko, że nie wiadomo z jakiego powodu, czy to Dni Województwa czy festiwalu. Pozornie to obojętne, bo nie za bardzo liczy się ów tłum ale w konsekwencji liczy się jedynie wartość dodana owego sprzężenia. Bo w przyszłym roku może sie okazać, że Urząd Marszałkowski uznając, że odniósł sukces zwiększy środki na kolejne bezsensowne własne święto a na Festiwal i inne oddolne inicjatywy zostanie mniej pieniędzy.

Zatem poczekajmy z zachwytami i gratulacjami, ciesząc się z tego, że Łagów miał swoje 5 minut.

01/07/2011

Fajerwerki zamiast miotły

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , — admin @ 23:20

Władza z powodu głupoty wyborców bardziej ceni fajerwerki od codziennej rzetelnej działalności. Dlatego zamiast zamiatać i naprawiać dziury w jezdniach woli organizować za miliony koncerty, budować baseny, wyrzucać kasę na żużel.

Dzisiaj wybrałem się na rytualną herbatkę w nowotwartym zaprzyjaźnionym lokalu ze znajomym i wolnym krokiem zlustrowaliśmy rewitalizowany przez władzę Deptak. Po pierwsze wyłysiałe trawniki. Przed muzeum chwasty na metr. Jakaś firma naprawiała w okolicach BWA fontannę i zostawiła pokrzywione płyty chodnikowe i błoto jako dowód swojego pobytu.

bachusik, zielona góra, deptak

Zatrzymaliśmy się przy nowym Bachusiku na skrzyżowaniu z Pienieżnego. bachusik jak Bachusik. Gęba sympatyczna, dziubek idealny do miłości francuskiej, ciało w uroczymi dowodami zgnuśnienia. Wiszące piersi, sfaczały brzych, nożki jak u pająka. Zamiast “ptaszka” kranik wystający z beczki na, której Bachusik siedzi okrakiem. Całość na ohydnym katafalku z czegoś co wygląda na czarne pcv sklecone przez wiejskiego speca od sławojek. Całości dopełniają brukowane ścieżki, z tak bardzo popularnej w mieście granitowej kostki, krzyżujące się pod tym czarnym katafalkiem.

Powiadają, że symetria jest estetyką głupców. Jeśli tak, to w przypadku tego Bachusika mamy do czynienia z podniesieniem tej jakże ludzkiej cechy do kwadratu. 

Starzy ludzie powiadają, że w czasach kiedy działał w mieście miejski architekt wzdłuż Deptaka miały powstać fontanny, ale z braku kasy powstały zamiast nich jedynie ptaszkopojnie. Dzisiejsi zbawcy miasta likwidują je zamieniając na gustowne kraniki.

Poruszeni estetycznie Bachusikiem lustrowaliśmy zaśmiecony foliowkami Deptak, wyschnięte i wyłysiale trawniki, co rusz przeszywani tęsknymi spojrzeniami kobiet, które w piątkowe wieczory szczególnie spragnione są miłości, choćby przelotnej. Wiatr z piaskiem jaki wiał wzdłuż niezamiecionego Deptaku jednak nie pozwalał szerzej otworzyć oczu na tą tęsknotę.

Wracając już samotnie Sulechowską do domu z nudów liczyłem doły po posadzonych zeszłego roku wzdłuż ulicy drzewach. Na 30 posadzonych za moje przecież pieniądze jarząbów (taka nazwa) ostało się AŻ 5 (słownie pięć).  Gdyby się uprzeć i podać jakąś obiektywną miarę jakości miejskiej władzy to biorąc owe jarząby na świadków możnaby ją ocenić na 5/30 czyli na jakie 17%. 

Mam wrażenie, że to co robi miejska władza z Januszem Kubickim w roli wodza na Deptaku też jakoś blisko trzyma się tej miary. 17%.

22/06/2011

Festiwal nauki

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , , — admin @ 23:26

pinkik naukowy zielona góraWolę “Piknik naukowy” ale niech będzie. To super idea. Ma liczne wady i niedociągnięcia. Jednak od kilku lat chodzę na te niedzielne spotkania z nauką z wielką radością. Wyjście Uniwersytetu do zwykłych ludzi, pokazanie zabawowej strony nauki jak widać wywołuje rosnące zainteresowanie.Szkoda, że media robią wokół tej sprawy tak mało pozytywnego szumu. Brakuje “głośniejszej” promocji. Rozumiem, że brak pieniędzy na większy rozmach reklamowy.Niezależnie jednak od tego, zauważam rosnącą z roku na rok liczbę ciekawych. Zmienia się też in plus jakość prezentacji i  zaangażowanie młodych prezenterów.Przeprowadziłem kilka niezwykle interesujących  z poznawczego punktu widzenia rozmów z naukowcami. Dłuższą rozmowę przeprowadziłem w kwestii magnesowania paliwa do samochodów. Odbyłem przesympatyczną pogawędkę z profesorem Czesławem Osękowskim , który gospodarskim okiem spoglądał na sukces jakim bez wątpienia jest ta impreza.

W przyszłym roku także można będzie na mnie liczyć

26/05/2011

ASPE bis

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, , , — admin @ 09:25

deptak, ratujmy, zielona góra, budy 

Mariusz Woźniak tymczasowy prezes stowarzyszenia ratującego Deptak obwieścił już swoje plany. Polegają one na zamianie Deptaka w stały winobraniowy kiermasz. Wedle zapewnień tego byłego współpracownika znanej z niechlubnych wpadek ASPE, miasto ma nieodpłatnie przekazać stowarzyszeniu Deptak, aby mogło ono go wynajmować wszelkiej maści handlarzom podczas nieustającego jarmarku. Podobno nawet jest zgoda Pani Konserwator zabytków na to kolejne spaskudzenie Deptaka.

Zatem nie chodzi o ratowanie Deptaka, co głosił Bruno Kieć na spotkaniu inaugurującym powstanie stowarzyszenia, ale na obrzydliwe robienie kasy na publicznym mieniu przez ekipę znajomych królika.

Są także pierwsze informacje o tym, że szykuje się desant znajomych królika z Żar, aby przejąć kontrolę nad stowarzyszeniem. Więcej informacji niebawem.

24/05/2011

A pelargonii brak

Opublikowane jako: Bez kategorii — Tagi:, — admin @ 20:38

Uczestniczyłem w inauguracji stowarzyszenia mającego na celu uratować Deptak przed śmiercią. Po ukonstytuowaniu się władz tego stowarzyszenia pojawiły się we mnie wątpliwości o co chodzi. Czy o ratowanie, czy o coś innego? Zanim wątpliwość jątrząc intelekt zamieni się jakąś pewność nie mam w tej kwestii zdania.

Moim zdaniem Deptak juz umarł, ale jeszcze o tym nie wie. Umarł nie z powodu zaniedbań władzy, ale na własne życzenie. Deptak bowiem to nie tylko to co pomiędzy kamienicami, ale szczególnie to co w kamienicach, czyli… I tu pytanie. Mieszczanie, czy kamienicznicy? Mieszczanie to gospodarze,  kamienicznicy to okupanci.

Mieszczan poznaje się po tym, że sami dają przykład, okupantow cechują roszczenia. Można nie znać z nazwisk owych okupantów, żyjących z wysokich czynszów i żądających od miasta nowej nawierzchni, imprez, ożywienia, atrakcji przyciągających klientów. Bo im większy na Deptaku ruch tym większe czynsze. Nie muszę jednak patrzeć w oczy kamienicznikom. Zaglądam w oczy oknom kamienic.

Nie wiem jak Wy, ale ja widzę ohydę szyldów. Sterczą niby zezowate wrzody na nosie. Im bardziej szemrany biznes tym większy i brzydszy szyld. Idźcie i sprawdźcie sami.

Zanim zatem ruszymy do boju o lepszy Deptak, uwiedzeni Gazetą, policzmy w ilu oknach Deptaka kwitną pelargonie. Bo po mojemu trzeba pozwolić Deptakowi umrzeć, aby wynieśli się z niego okupanci, którzy beszczelnie żądają kultury od innych, sami żałując na kilka pelargonii po 5 zł sztuka.

Nowsze wpisy »

Oparte na WordPress & Polski Wordpress odwiedzin