22/10/2011

Ratowanie Deptaka

Opublikowane jako: komentarze — admin @ 00:15

W tej kwestii panuje kompletne pomieszanie. Winę za to ponoszą niezbyt rozgarnięci dziennikarze. Chodzi o to, że niezwykle złożony problem jakim jest umieranie starówek w wielu miastach starają się oni sprowadzić do prostego równania. Żadają jasnych i prostych odpowiedzi i nie potrafią zrozumić wielowatkowości problemów.

Dobrze to objaśniał Krzysztof Nawratek na spotkaniu z dziennikarzami w BWA. Wśród wielu istotnych uwag zgłosił dwie bodaj najistotniejsza dla sprawy Deptaka. Po pierwsze trzeba przestać walczyć z galeriami handlowymi. Nikt nigdzie tej walki nie wygrał i zapewne w Zielonej Górze władza z Focus Mallem nie wygra. Po drugie trzeba nie tylko zweryfikować wiele tez dotyczących przyczyn upadku Deptaka ale wogóle zredefiniować funkcje miast. Wspólczesny świat, jego globalna gospodarka calkowicie zmienia tradycyjne funkcje miast. Zielona Góra także podlega tym procesom. Zanim zatem zabierzemy się za Deptak trzeba zabrać się za określenie czego oczekujemy od miasta Zielona Góra. Jakie finkcje chcemy jej przypisać a jakich sie pozbyć.

Niestety ledwo Krzysztof Nawratek zapytał o pytania, padło z miejsca :Jakie rozwiązania przewidziałby Pan dla miasta, tak na szybko?”. I na próżno Krzysztof Nawratek zastrzegał się, tłumaczył,  wyjaśniał, bo dziennikarze chcieli jakiegoś ładnie brzmiącego pomysłu na poprawę czegoś co jeszcze nie zostało zdefiniowane.

Podobnie na spotkaniu w Rutuszu podczas komisji. Debata była w istocie wymiana poglądów, nie prowadzącą do jakichkolwiek rozwiązań, ale już w mediach pojawiły się rzucone przez dyrektora Jagiełowicza z MOSiR’u możliwości jakimi dysponuje jako imprezy jakie będą się wokół Ratusza działy.

Tymczasem prace komisji mają trwać do czerwca 2012 roku i dopiero wtedy moga pojawić się realne propozycje, które zapewne będą debatowane przez Radę. Zależy się także spodziewać konsultacji społecznych. A i wtedy wszystko zależeć będzie od woli Praztdenta i tego na co zezwoli mu budżet.

25/09/2011

Studenci z Plymouth

Opublikowane jako: imprezy — admin @ 13:50

Oto jaki list otrzymałem od Wojtka Kozłowskiego dyrektora BWA (skróty redakcji)

Drodzy Mieszkańcy Zielonej Góry!

Galeria BWA w Zielonej Górze, oprócz bycia miejscem kontaktu z najciekawszymi zjawiskami w polskiej sztuce, chce być także przestrzenią rozmowy i budowania nowych jakości dla naszego Miasta. Od dłuższego czasu toczy się dyskusja, dotycząca sposobu funkcjonowania centrum a szczególnie deptaka. Chcemy się do niej włączyć i dlatego zaprosiliśmy do Zielonej Góry dra Krzysztofa Nawratka z Uniwersytetu w Plymouth, urbanistę, architekta, teoretyka problemów przestrzeni miejskiej.

W dniach 16-27 października 2011 będzie gościł u nas ze swoimi 22 studentami, aby zebrać jak najwięcej materiału do pomysłów na różnego rodzaju projekty uatrakcyjniające nasze miasto, ułatwiające w nim życie, spełniające Państwa postulaty dotyczące jego funkcjonowania. (…)
Krzysztof Nawratek napisał w swoim tekście dotyczącym tej wizyty: “(…) Nie przyjeżdżamy z „cywilizowanego Zachodu” by pouczać „młodszych braci ze Wschodniej Europy”, nie przyjeżdżamy by się wymądrzać, nie przywozimy gotowych rozwiązań w teczkach. Przywozimy nasze różnorodne doświadczenia, umiejętności, bagaż kultury, wiedzę, ale przede wszystkim przywozimy naszą obcość, ciekawość świata, chęć zrozumienia i nauki.(…) Efekty naszej pracy zostaną przedstawione mieszkańcom Zielonej Góry. I tak naprawdę, wtedy rozpocznie się najważniejszy proces. To od mieszkańców miasta będzie zależało, co stanie się dalej, jaki sens będzie miała nasza praca. (…)”

Zapraszamy Państwa do rozmowy, dyskusji, pytań. Jesteśmy wraz z gośćmi do dyspozycji przez cały ich pobyt u nas, ale dwie daty będą ważniejsze – 18 października o godzinie 18.00 zapraszamy wszystkich do galerii BWA na spotkanie robocze, na którym studenci chcieliby posłuchać Państwa życzeń i pomysłów, 25.10. o 18.00 chcielibyśmy podsumować tę część projektu wykładem Krzysztofa Nawratka „Co zrobić z miastem – próba”.

Przez cały rok akademicki studenci będą pracować nad swoimi projektami. Efekt końcowy chcielibyśmy zaprezentować w formie książki oraz, we wrześniu 2012 w formie wystawy w galerii BWA, pokazującej wszystkie projekty.

Mamy nadzieję, że dla dobra wspólnej sprawy włączą się Państwo do naszych działań.

Zachęcamy do udziału i do czytania relacji z tych ważnych dla miasta spotkań.
 

04/08/2011

Odkurzamy…

Opublikowane jako: Kultura, komentarze — admin @ 19:54

Tak dawno mnie tu nie było, że prawie zapomniałam hasła. Równie dobrze mogłabym zostawić ostatni post, bo tak jakby wciąż jest aktualny. W końcu też o wyborach. Tyle, że samorządowych. Alenie czepiajmy się szczegółów.

Dzisiaj chciałabym się podzielić refleksjami na temat Festiwalu Folkloru, który właśnie trwa. Ta impreza jest mi szczególnie bliska - w końcu miałam swój drobny, ale jednak epizod w Lubuskim Zespole Pieśni i Tańca. Było fajnie i dopiero, kiedy przychodzę na festiwal jako widz (ewentualnie reporter RZG) zaczynam to doceniać. Ale może jednak daruję sobie frazesy w stylu - trza coś stracić, co by dostrzec jego wartość.

W każdym razie impreza jest godna polecenia. W tym roku troszkę ubogo artystycznie. Mamy tylko siedem zespołów, Lubuski Teatr zamiast Amfiteatru i w ogóle ta pogoda do bani (zniszczyła trochę inaugurację). Ale naprawdę można się napatrzeć. W tym roku festiwal jest dziecięcy (formuła jest przemienna. Co dwa lata dorosły/dziecięcy), więc mamy więcej młodzieńczej słodyczy na scenie niż profesjonalizmu. Ale np. w ubiegłym roku było bardzo widowiskowo. Było tango argentyńskie (wspaniałe!!! po prostu się zakochałam), portugalskie wywijasy w drewniakach, co to nie spadają nawet przy największych piruetach, no i tradycyjnie folklor europejski - Niemki z niespadającymi szklankami na głowach, Słowacy, Bułgarzy itp.

W tym roku też nie brakuje egzotyki - mamy Wenezuelę i Turkmenistan.

Jak ogarnę, jak tu się wrzuca zdjęcia, to pokażę Wam ten cały folklorystyczny grajdołek. Ale naprawdę polecam. Bo na wyciągnięcie ręki mamy coś, o czym nie mamy zielonego pojęcia, a co jest naprawdę ciekawe i łamie stereotypy.

20/11/2010

Aktywność przedwyborcza

Opublikowane jako: komentarze — admin @ 10:39

Nigdy z taką częstotliwością, jak w czasie kampanii wyborczej, do naszych uszu nie dotrze tak ogromna ilość pustosłowia wypowiedziana ustami polityków. Czasem mam wrażenie, że lepiej, aby zamiast “Będzie nam lepiej”, “Miasto będzie się rozwijało”, nie mówili nic. Specjaliści od marketingu powinni się zorientować, że to już nie działa. Wierzę, że polscy wyborcy nie są już tak naiwni, jak kiedyś i oczekują konkretów. Tych nie zobaczymy na plakatach wyborczych, ale usłyszymy jedynie w rzetelnej debacie. Jako wyborca chciałabym znać merytoryczny program kandydatów. Oni powinni się bić, abyśmy zechcieli zwrócić na nich uwagę. Tymczasem słuchając ostatnio w RZG jednej z rozmów kandydatów do Rady Miasta, opadły mi ręce. Każde pytanie dziennikarza potrafili sprowadzić do formuł: “I to właśnie dowodzi, że czas na zmiany pokoleniowe w radzie”.

A propos zmian pokoleniowych. Rozumiem, że młodzi politycy muszą gdzieś zdobywać doświadczenie, ale dlaczego naszym kosztem? Niedawno przeglądałam sobie listy kandydatów  i natknęłam się na dobrze mi znane nazwisko. Okazuje się, że mój kolega z licealnej ławki postanowił spróbować sił jako miejski rajca (wiek: 20 lat!). Oczywiście natychmiast pospieszyłam sprowadzić go na ziemię, bo co on może wiedzieć o życiu? Czy wie, jak uchwalany jest budżet? Czy wie co to jest miejski plan zagospodarowania przestrzennego? Czy wie w ogóle ilu radnych liczy Rada Miasta? Nie chodzi o to, aby wykazać, że on tego nie wie. Być może jest zupełnie odwrotnie. Ale zanim pójdziemy na łatwiznę i będziemy starać się o dobrze ogrzewany stołek, trzeba się najpierw zastanowić, czy się nie ośmieszymy (w oczach wyborców, starszych radnych, a w końcu w oczach własnych). Jestem stanowczą przeciwniczką korzystania z biernego prawa wyborczego w tym wieku!  Najpierw trzeba trochę popracować, pouczyć się, poznać świat, a dopiero później z pewnym onieśmieleniem startować do polityki. No właśnie, ale tam chyba niestety nie ma miejsca dla nieśmiałych. Bo czemuż by nie pokazać się na plakacie wiedząc, że mamusia z tej samej partii, jakby co to weźmie w obronę?

Może ja w ogóle nie powinnam się wypowiadać. Ale wybory samorządowe są trochę ważniejsze od innych. Bo wybieramy ludzi, którzy są nam dobrze znani, i którzy w pierwszej kolejności mają zadbać o nasze interesy. Będę głosować we Wrocławiu i robię to z powodów czysto pragmatycznych. To godzi w sens tych wyborów, bo samorząd to instytucja związana ściśle z naszym miejscem zamieszkania. Ale może to krok do tego, aby Wrocław stał się właśnie moim miastem.

12/09/2010

Winobranie: bo poprzeczka była wysoko

Opublikowane jako: handel, imprezy, komentarze — admin @ 20:00

Dawno tu nie zaglądałam. Wszystko zakurzone i prawie zapomniałam hasła. Czy ktoś to jeszcze czyta? Mam nadzieję, że tak. W końcu człowiek lubi mieć takie poczucie: hej, w końcu robię coś pożytecznego, potrzebnego.

Kolejne Winobranie za nami. Jakoś tak nie udało mi się napisać nic na bieżąco, więc może chociaż postaram się podsumować. Podsumować coś, w czym tak naprawdę nie uczestniczyłam.Coś, czemu przyglądałam się z boku, a raczej musiałam- bo przecież news nie zrobi się sam.

I tak sobie myślę, że jakakolwiek nie byłaby organizacja- to mentalność ludzi jednak chyba się nie zmieni. Podstawowym zadaniem Winobrania jest to, że MUSI (niestety) być imprezą dla wszystkich. Co oznacza, że możemy się z założenia pożegnać z jakimiś niszowymi wydarzeniami- z drugiej strony, niszowy to nie zawsze lepszy.

Zrobię częściową - zupełnie subiektywną - analizę SWOT

PLUSY:

- Dwie sceny: przy Filharmonii “masówka”, gdzie mieści się tysiące osób, przy Ratuszu trochę spokojniej z imprezami tematycznymi

- Promocja: w tym roku naprawdę była przemyślana (nie wchodzę w aferę z plakatami prezydenta), skupiono się na województwie, bo to rzeczywiście głównie Lubuszanie są gośćmi winobraniowymi, poza tym dużo nas było w mediach ogólnopolskich

- Miasteczko winiarskie i wino zielonogórskie: samo miasteczko nie jest co prawda nowością, ale sprawdza się bardzo dobrze; wino zielonogórskie- świetne na prezent (chociaż kwaśne jak diabli), może stać się w przyszłości naszą prawdziwą marką! Ludzie będą masowo je kupować jako prezent prosto z Zielonej Góry

- Niemcy i inni turyści- ci pierwsi jednak dominowali, mieszkamy tak blisko siebie, że aż żal się tam nie promować

- Festiwal Folkloru- piszę o nim w ramach Winobrania, bo w tym roku się z nim pokrył, ale nie powinien pracować na markę Dni Zielonej Góry, bo miasto za dużo kasy na tę imprezę nie dało

-Wrażenie wizualne- flagi, chorągwie w barwach miastach, więcej domków drewnianych

MINUSY (tych niestety będzie trochę więcej):

- Jarmark- czy ktoś nie może wprowadzić jakiejś selekcji???

- Organizacja- niestety w naszym mieście nigdy nie zorganizujemy jarmarku tak, aby nie było korków, i aby przejście deptakiem nie trwało godziny. Powód? Nasza starówka jest po prostu zbyt wąska. Wyobraźcie sobie Wrocław czy Kraków. Tam nie ma tego problemu, bo deptakowe ulice są szerokie i jednocześnie każdy jarmark sprawia wrażenie przestronnego

- Pijusy- niestety po raz drugi- dla ludzi Winobranie wciąż jest imprezą, na której 24h trzeba chodzić na bani

- Muzyka-nie chodzi jednak o koncerty, bardziej o jarmark i panów-handlarzy, co to uszczęśliwiają na siłę swoim disco-polo puszczanym ze straganów. Ludzie- litości!

Miało być więcej minusów, ale jakoś nic do głowy już nie przychodzi. Lista jednak na pewno sukcesywnie się wydłuży. Bez obaw.

04/09/2010

Bruk pełen wątpliwości

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 10:27

deptak zielona góra

Do pewnego stopnia podzielam basine wątpliwości. Jednak w ramach intelektualnej “dywersji” korzystam z uprawnień admina, aby włączyć się do dyskusji zdjęciami.

Ostatecznie to Zielonogorzanie mają w tej sprawie rację. Będą w końcu po tym bruku deptać.

04/07/2010

Bruk sięgnął bruku

Opublikowane jako: komentarze — admin @ 21:49

deptak zielona góra 

Muszę wyrazić swoje niezadowolenie z powodu wymienianej nawierzchni deptaka. Nowa kostka mi się nie podoba. To znaczy-sama w sobie jest ładna, z pewnością lepsza od płyt chodnikowych- ale jakoś tak nie pasuje. Może jestem malkontentką czy inną marudą, ale tyle boju było o środki finansowe, że chciałoby się jednak coś lepszego. Może efekt będzie widoczny na końcu, ale już widać, że widocznie samo doprowadzenie konia do wodopoju nie spowoduje, że zechce pić. Kostka z pewnością była droga, równo pocięta- sama bym taką chciała w domu. Ale jak całość nie ma charyzmy, to sorry- ale nie zagra. Jak stoję koło ratusza i patrzę w kierunku Kościoła Matki Boskiej, to nie ma w tej nawierzchni nic szczególnego. Przydałby się jakiś pomysł- a tu ciężko określić, co autor miał na myśli. Może, może jak pojawią się nowe ławki i jakieś sadzonki to całość nabierze uroku.

05/06/2010

“Pryszcz” kontra “Bieda”

Opublikowane jako: Refleksje — admin @ 18:04

Od dawna w naszym mieście toczy się dyskusja (polecam video Gazety Wyborczej na ten temat) odnośnie budowy nowej Biedronki- tym razem przy Fabrycznej. Na stronie Przeglądu Lubuskiego (dział: Felietony Lubuskie) pojawiła się niesłuszna moim zdaniem opinia. Autor pisze, że nowy market i tak poprawi estetykę ulicy, a sytuujący się tam artyści (osobliwie nazwani “pryszczem”) nie powinni protestować. Czyli co? Generalnie lepiej, aby większość miejskiej przestrzeni pokryły takie manufakturki, które w gruncie rzeczy nikomu nie są potrzebne. To  naprawdę nie jest taka filozofia, żeby przejść na drugą stronę ulicy i przepłacić 20 groszy za chleb (no chyba, że komuś znacznie uszczupli to portfel- w końcu w “Biedzie” codziennie niskie ceny, tak??). Poza tym nie uważam, aby zaułek artystów był miejscem szpecącym. Myślę, że jest ciekawą alternatywą dla Fabrycznej. Nie od razu Rzym zbudowano. Każdy sukces rodzi się z wielkiego, szalonego marzenia. No, ale skoro komuś nie wystarczy tyle “Biedronek” ile jest, to cóż….

19/05/2010

Deszczowa Noc Muzeów

Opublikowane jako: Kultura, komentarze — admin @ 16:39

noz muzeówW ramach Nocy Muzeów udało mi się odwiedzić kilka miejsc. Zaczęłam od Festiwalu Wysokich Temperatur przy wydziale ceramiki i szkła ASP. Były pokazy pieców do wypalania gliny, dmuchanie szkła i masa innych zajęć (niestety) w większości dla najmłodszych. Oczywiście był też kiermasz prac studenckich, co by żacy (a przyszli artyści wielkiego formatu) trochę wzmocnili swój budżet. Podobał mi się sam klimat niedużego zresztą wydziału. Na korytarzach stoją rzeźby, sztalugi i wszystko jest jakieś takie magiczne (chociaż podobno panuje tam ogromna rywalizacja). Zupełnie inaczej jest w Chinach. Na wykładzie pana-ceramika dowiedziałam się, że w Królestwie Porcelany uczelnie artystyczne są niczym ogromne manufaktury, doskonale wyposażone i monumentalne.

Z ASP udałam się do Muzeum Etnograficznego. Nie będę udawała, że wystawy mnie zachwyciły, bo niespecjalnie interesuje mnie sztuka regionalna. Poszłam tam na wykład o świątyniach japońskich. Potem ruszyłam do Muzeum Narodowego (wcześniej tam nie byłam- patrz: drogie bilety). Przed murami multum ludzi, ale to dosłownie. Myślałam w pierwszej chwili, że rozdają coś za darmo. Obejrzałam wystawy stałe (nudne) i czasowe (mniej nudne). Były np. dzieła Tadeusza Kantora (swoją drogą bardzo ciekawy z niego człowiek, polecam jego twórczość). Wrażenia pozytywne, wypada być w Muzeum Narodowym.

noc muzeów

Potem poszłam na rynek- Ossollineum wyświetlało jakiś pokaz z podkładem muzycznym. Na deser- wejście na wieżę uniwersytecką i galeria Entropia- mini artystyczny zaułek, których we Wrocławiu jest pełno, a odkrywanie sprawia masę przyjemności.

noc muzeów

13/05/2010

Bachanalia-Juwenalia-Deszczonalia

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 15:10

Niestety tak to już jest, że (za)dużo w naszym życiu zależy od czynników losowych. Jestem na Bachanaliach we Wrocławiu (jakoś nazwa Juwenalia nie weszła mi w krew). Po południu idę sobie na pochód- i co ? Deszcz. To w końcu zupełnie normalne, aby w zaawansowanym maju padał sobie ni z tego ni z owego przez kilka dni z rzędu. Na szczęście moja koleżanka (jest na geografii, więc wie) twierdzi, że dzięki temu wakacje będą słoneczne- i tego się trzymajmy {:. W każdym razie (pomijając deszcz) było super. Ulicami Wrocławia przeszło chyba kilkanaście tysięcy studentów. Szkoda, że nie wymyślono tematyki pochodowej, jak w Zielonej Górze (przebrania filmowe). Miłośników kostiumów i tak było sporo- pojawiły się takie perełki, jak smok zrobiony z puszek po piwie, banan czy baldachim z tych samych opróżnionych puszek cennego studentom płynu. Nie zabrakło też masterów, co to im przebrania nie trzeba, aby wzbudzić zainteresowanie (patrz: golizna). W każdym razie było wesoło.

Chcę jeszcze wspomnieć o projekcie juwenaliowym, który był w tym roku po raz czwarty- akcja PIWO. Wymyślili ją studenci politechniki i wbrew nazwie nie jest związana z alkoholem. Chodzi o to, że w oknach budynku akademika przez blisko godzinę wyświetlane są do muzyki różne sekwencje świetlne czterech kolorów i ich odcieni. To pierwszy taki projekt w Europie. W tym roku studenci zastosowali technikę bezprzewodową (wyobrażacie sobie, że wcześniej musieli ciągnąć kable, aby podpiąć każdy z pokoi osobno- 10 pięter razy 10 pokoi!!!). W każdym razie było super. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam i jestem naprawdę pod wrażeniem. Wniosek? Juwenalia to nie tylko spożywanie wiadomo czego.