Postanowiłam zrobić małą przerwę z tą psychologią i poczytałam sobie o ruchu. Jako pracownice biurowe jesteśmy „skazane” na wielogodzinne siedzenie za biurkiem. Może Wam się to podoba, ale ja nie przepadam za tym. Zbyt długa bezczynność fizyczna psuje mi humor, co niekiedy zamienia się w wewnętrzną złość. Złość jak wiadomo „piękności” szkodzi, więc najpierw postanowiłam poszukać w internecie
informacji o ruszaniu się. W czym pomaga, a w czym szkodzi. Znalazłam nadspodziewanie wiele bardzo ciekawych informacji. Zacznijmy od podstaw. Jest nią popularna zasada, że życie to ruch. Jak ta zasada przejawia się w praktyce, a dokładniej w fizjologii. System odżywiania ma co najmniej trzy podsystemy. Pierwszy - napędzany sercem - tętniczy dostarcza do komórek „pożywienie”. Komórki, w ramach specjalizacji przetwarzają to, co dostarczają tętnice, w ciepło, ruch i niezbędne dla organizmu substancje. To niezwykle skomplikowany system mechaniczno – elektryczno - chemiczny. Jego istotą jest to, że wykorzystuje błony, jako filtry, przez które potrzebne komórkom substancje „przepychane” są mocą sił chemicznych i elektrycznych. Sęk jednak w tym, że komórki po wykorzystaniu „pożywienia” wytwarzają „śmieci”. „Utylizacją” tych „śmieci” zajmuje się na początku układy żylny i limfatyczny, którego zadaniem, w uproszczeniu, jest doprowadzenie ich do wątroby. Wątroba zajmuje się w naszym organizmie „recyclingiem”. To, co wartościowe wraca do ponownego wykorzystania, a zbędne jest wydalane. Oba układy, żylny i limfatyczny, nie mają „pompy”, jaką jest serce. Co zatem powoduje, że substancje powstałe w efekcie przemiany materii w komórkach trafiają do „recyclingu” w wątrobie. Tym czymś jest ruch, który ma piękną medyczną nazwę - „pompa mięśniowa”. Zatem, aby nasz organizm nie uległ zatruciu produktami przemiany materii i aby mógł w pełni skorzystać z substancji zawartych w pokarmie musimy się ruszać. Bezruch prowadzi do narastającego zatrucia.