Feminizm w natarciu
czwartek, maj 28th, 2009Pozycja sekretarki, jak wszystko we współczesnym świecie, może być obiektem feministycznej propagandy. Bo jak odbierać tego typu deklaracje.
Pozycja sekretarki, jak wszystko we współczesnym świecie, może być obiektem feministycznej propagandy. Bo jak odbierać tego typu deklaracje.
O pracy sekretariatu i o funkcji sekretarki decyduje przede wszystkim technologia biurowa. Dlatego nie sposób zadekretować zadania, a co za tym idzie nazwy, jakie nadaje się sekretarce. Ja wyznaję w pracy priorytet emocji jako kompasu. To one powinny nam wskazać, jaki stopień kompetencyjnej „przerzutki” musimy włączyć. Z jakich zadań lekko się wycofywać, a jakie, mimo niekompetencji, „brać” na siebie. Trzeba się nastawić, że jedne nasze kompetencje się już zużyły, a inne wymagają ciągłego doskonalenia.
Standardowa sekretarka odeszła do lamusa. Asystentka to wedle mnie nieco przemądrzała osoba udająca kogoś, kim nie jest, a więc szefa bis. Stosują pomysł podany wyżej, mogę zaproponować, że asystentka to ktoś bardziej nastawiony na zadanie, na efektywność, a więc i po części, z racji unikania kobiecych „sposobów” na szefów, typ bardziej męski. Podczas kiedy sekretarka to ktoś nieco rezygnujący z agresywnego intelektualizowania i umiejący emocjonalnie dostosować się do sytuacji, a więc do wymagań, czy oczekiwań szefa.
Zgodnie z powyższą systematyką mamy cztery typy sekretarek. Pierwszy – sekretarka nastawiona na zadania, a więc racjonalna, profesjonalna, odrzucające emocje jako narzędzie pracy, nie budująca dobrych relacji z innymi ludźmi. Rzetelna ale zimna. Drugim typem jest jej emocjonalna alternatywa, a więc osoba dbająca o dobry nastrój szefa, a także w całej firmie. Ceniąca dobrą, bezkonfliktową atmosferę. Nie trzymająca się sztywnych procedur, ale za to improwizująca i dopasowująca się do emocjonalnych potrzeb innych. Nawet kosztem wydajności i obowiązujących procedur.
Dzisiaj trudno opisywać pracę sekretarki w konwencji katalogu czynności. Zakres obowiązków jest bowiem tak szeroki, że moim zdaniem mało mądre jest tworzenie zakresu obowiązków. Sensowne wydaje się jedynie oddzielenie pewnych sfer, a szczególnie osobistej od zawodowej, choć i to jest czasem trudne do uniknięcia.
Praca u boku szefa, nie istotne czy wykonuje ją sekretarka czy asystentka, zależy nie od nazwy i zakresu obowiązków, ale od charakteru szefa. Trudno sobie wyobrazić, aby pracując wraz z szefem odmówić wykonania jakiegoś zadania powołując się na zakres obowiązków. Tak może zrobić każdy pracownik w firmie, za wyjątkiem sekretarki. Musimy być gotowe do nowych zadań, niepisanych zasad, a nasza elastyczność musi być gotowa do sprostania nieoczekiwanym sytuacjom.
…a może office menager. Przyznam się, że mam pewien dystans do tego, co ludzie, najczęściej mężczyźni, piszą o kobietach kierujących pracą w sekretariacie. Wynika to z mojego doświadczenia, które nie otarło się o „wielki świat” biznesu. Dostrzegam w tym, co się pisze i mówi o sekretarkach i asystentach, styl zbliżony to tego, w jakim młodzi mężczyźni rozmawiają o swoich samochodach. Górę w takich popisach bierze pozór, udawanie, „czarodziejskie” nazwy. Moje młodsze koleżanki zdaje się popadły w taka samą manierę. Wystarczy poczytać rozmaite internetowe fora.