Ananas przyjaciel kobiet

sierpień 3rd, 2011

Dzięki zawartości bromeliny oraz biotyny ananasy są owocami wspomagającymi odchudzanie. Dodatkowo zawierają witaminy C i B6 oraz mangan i miedź. Wykazują również działanie estrogenopodobne. Działają zatem jak fitohormony. To jednak nie wszystkie zalety tego egzotycznego owocu.W stanie naturalnym ananas jest uprawiany w Ameryce Południowej. Do głównych producentów należą Brazylia, Meksyk, Hawaje i Filipiny, ale jest uprawiany również m.in. na Kostaryce, Dominikanie, Hondurasie czy Tajlandii. Do Europy przywiózł go Krzysztof Kolumb, który pod koniec XV wieku odkrył ananasa na jednej z karaibskich wysp. Jego angielska nazwa „pinapple” czyli sosnowe jabłko kojarzy go z szyszką sosnową, którą zresztą przypomina.ananas, bromelina

Od jakiegoś czasu ananas z uwagi na liczne zalety cieszy się wielkim powodzeniem. Bromelia ważny składnik „sosnowego jabłka” zyskała sobie sławę wśród osób interesujących się dietami.  Bromelina należy bowiem do enzymów trawiennych zaliczanych do grupy rozkładających białka do aminokwasów. Przeprowadzono szereg badań związanych z bromeliną. Okazało się, że oprócz tego, że wspomaga trawienia, działa także przeciwzapalnie. Wyniki badań wskazują na działanie łagodzące objawy choroby wieńcowej oraz zakrzepowego zapalenia żył, dzięki rozrzedzaniu krwi i działaniu przeciwzakrzepowym. Przypisuje się jej działanie przeciwnowotworowe, ponieważ hamuje nowotworzenie, m. in. złośliwych komórek. Działa również oczyszczająco na skórę, nadaje jej piękny i jasny wygląd. Bromelina spełnia też ważną rolę w procesie usuwania toksyn z organizmu. Jednak zdecydowanie wyższe działanie wykazują świeże ananasyInne badania wskazują, że bromelina wspomaga leczenie stłuczeń i krwiaków, a także przyspiesza gojenie się ran oraz zmniejszanie obrzęków. W połączeniu z antybiotykami wspomaga leczenie objawowe infekcji dróg moczowych. Może też łagodzić objawy reumatoidalnego zapalenia stawów.  Biotyna także wspomaga proces redukcji węglowodanów, a co za tym idzie warto wprowadzić ananas do diet zmniejszających wagę.Także inne ważne dla kobiet działanie wykazuje mangan. Bierze on udział w metabolizmie kości. W jednym z badań obejmujących kobiety chore na osteoporozę udowodniono, że kobiety te miały niedobór manganu. Podanie manganu znacznie przyspiesza przyswajanie wapnia i działa korzystnie na osteoporozę. Dlatego naukowcy polecają sok ananasowy dla zachowania silnych kości.Ananasy ze względu na działanie poprawiające trawienie zaleca się w schorzeniach żołądkowo- jelitowych, wątrobowych oraz w niestrawności. Wspomagają też pracę trzustki. Jednak nie każdy może skorzystać z dobrodziejstw ananasa. Osoby cierpiące na wrzody żołądka lub dwunastnicy powinny unikać niedojrzałych ananasów z uwagi na ich zakwaszające działanie.

Uczmy się na własnych błędach

lipiec 27th, 2011

Gdyby nie stłuczone kolana i nieprzeparta chęć chodzenia, ludzie nigdy by nie nauczyli się chodzić. Leżeliby na plecach i czekali na matczyną pierś. Podobnie przecież w życiu.  Sukces to kwestia statystyki. Trzeba próbować i próbować. Innym się udało, uda się i mnie.  Istnieje pewna cybernetyczna idea uczenia się. Mówi ona o tym, że istotą naszego postępowania jest działanie sprowadzające się do niepopełniania błędów. Trafianie łyżką z zupą do ust według tej koncepcji polega na „unikaniu nietrafiania”. Błąd jest zatem konieczny do prawidłowego działania. Musimy popełniać błędy. Bez nich nie jest możliwe prawidłowe działanie. Lecz ten błąd powinien być pod kontrolą. Oto istota sukcesu.Dlatego nie złość się na siebie z powodu popełnianych błędów. Życie to ciągłe uczenie się. Trzeba wiedzieć, że każdy problem, na który natrafiamy jest jedynie zadaniem do rozwiązania. Popełniaj więc błędy i próbuj, analizuj, poprawiaj i znowu próbuj. Tak przecież nauczyłyśmy się sprzątać, gotować, wychowywać nasze dzieci. Nikt nas tego nie nauczył. Nauczyło nas życie i poprawianie własnych błędów. Zatem jest w nas gotowy „program” sukcesu. Trzeba go jedynie przenieść na inne sfery naszego życia. To kwestia jedynie odwagi a nie umiejętności.       To, jak żyjemy i jak nam się wiedzie, nie jest sprawą przypadku, wszystko spowodowaliśmy sami swoim postępowaniem. Cofając się w przeszłość dosyć łatwo dostrzeżemy nasze decyzje, punkty zwrotne w naszym życiu, które zadecydowały o tym, że jesteśmy tu i teraz w tym a nie w innym miejscu. Nawet jeśli nie jesteśmy z tego zadowolone, to wiele przecież każdej z nas udało się. Część tego to sprawa szczęścia, ale część to sprawa konsekwentnego trzymania się swojego świata wartości, celów i pragnień. Niestety niektóre pragnienia są destrukcyjne i to ich trzymanie się bywa przyczyną tego, że nie jesteśmy z siebie zadowolone. To sprawa dysonansu pomiędzy dwoma rodzajami celów: długofalowych i krótkoterminowych. Często przyjemność, jaką dają nam cele bieżące zasłaniają nam złe ich skutki. Ale w efekcie zbierzemy to, co same zasiałyśmy.

Trochę zdrowego egoizmu

lipiec 19th, 2011

Wpadła mi w ręce książka o inspirującym tytule „Twórcza moc myślenia” Kurta Tepperweina. Pomyślałam, że lato to dobra pora na to, aby zamiast ulepszaniem swoich zawodowych kompetencji zająć się egoistycznym ulepszaniem swojego życia. Oto moje przemyślenia bogato wspierane tekstem książki. 

Podoba mi się, gdy autor twierdzi, że po pierwsze musimy zacząć myśleć o tym, że jesteśmy stworzone do sukcesu, a myśl o tym, że możemy osiągnąć sukces, musi stać się czymś najbardziej naturalnym. Z naszych słowników wykreślamy pojęcia: „życiowy cios” czy „pech”. Z jednej bowiem strony są to skutki naszych wcześniejszych decyzji, a z drugiej doświadczenia, które może nas czegoś nauczyć. W każdej minucie naszego życia wywołujemy przyczyny, które później dają skutki, takie jak szczęście bądź cierpienie, pomyślność lub choroba, a które kiedy się dzieją traktujemy jako los. Najczęściej dzieje się to nieświadomie. Nieświadomie, bo przyzwyczailiśmy się do zachowań narzuconych tradycją, przez otoczenie, rodzinę, szkołę, pracę, programów i nie daj się zominowaćschematów działania czy myślenia. “Obowiązki” jakie nam narzuca otoczenie terroryzują nas. Stają się naszymi odruchami. Naszym drugim, a może pierwszym JA. Są poza naszą świadomą kontrolą i kierują z „ukrycia” naszym życiem. Dopiero wtedy, gdy nasze działania zaczniemy świadomie kształtować według uświadomionych pragnień, możemy powiedzieć o sobie, że znajdujemy się na drodze do swojego sukcesu.

 Określenie, czym jest sukces to zbyt trudna kwestia. Ustalmy, że każda z nas sama określi, co nim jest. Czy będzie to zdrowie, czy dobre relacje z ludźmi, miłość, przyjaźń? A może majątek, dom samochód, czy zawodowy awans. Wybór jest nieograniczony. Jedno tylko. Jeśli ów „sukces” będzie czymś wynikającym nie z naszych a cudzych inspiracji, obowiązków, wymagań, zazdrości, rywalizacji z kimś, to wtedy nie będzie to nasz „sukces”, tylko tych, którzy nam go „narzucili”.

Odłożone w czasie skutki

czerwiec 8th, 2011

Jak wykazują badania przeprowadzone w ramach ogólnopolskiej akcji edukacyjnej “Ergotest”, jedynie 1 % stanowisk pracy w polskich biurach jest w pełni przystosowany do potrzeb pracowników, a ponad połowa nie spełnia większości wymogów ergonomii. Oczywiście złe warunki pracy nie dają efektu od razu. One działają podstępnie. To, że ponad połowa pracowników biurowych ma źle ustawiony monitor, a prawie jedna trzecia pracuje przy nieodpowiednio ustawionej klawiaturze odbije się w końcu na naszych kręgosłupach. Stwierdzono, że aż w 83 % badanych przypadków nadgarstki podczas pisania na klawiaturze są ułożone nieprawidłowo, zawieszone w powietrzu lub uciskane przez krawędź biurka. To z czasem sprawi, że nasze łokcie, nadgarstki i barki “dostaną za swoje”. Prawie połowa pracowników biurowych nie ma możliwości dostosowania miejsca siedzenia do swoich indywidualnych wymiarów i potrzeb. Skutki przyjdą dopiero po 20 latach, ale przyjdą.

Wiele ukrytych zagrożeń

maj 30th, 2011

zagrożeniaLista zagrożeń fizycznych także nie jest mała. Otoczenie stwarza wiele możliwości kontuzji lub wypadku.  Drabiny, śliskie podłogi, pozostawione otwarte szuflady, luźne przewody telefoniczne grożą urazami w wyniku poślizgnięcia, potknięcia i upadku. Liczne ostre przyrządy stosowane w biurze, takie jak nożyczki, spinacze, zszywki stają się zagrożeniem w nerwowej atmosferze. Banalna kartka papieru swoją krawędzią niejedną z nas boleśnie zraniła.  

Prąd elektryczny, może nie jest zbyt częstym zagrożeniem, ale warto pamiętać, aby obsługując zwykły czajnik bezprzewodowy mieć suche ręce. Prąd elektryczny i woda niebezpiecznie z sobą współpracują.  Wyrwane ze ściany gniazdka elektryczne są także niebezpieczną pułapką. Pamiętajcie, kobiety mają delikatniejszy naskórek i dlatego dla nas prąd jest bardziej niebezpieczny.

To jednak nie koniec. Przecież często pracujemy w hałasie. Rozmowy, dzwoniący telefon, głośny sprzęt biurowy nie dosyć, że denerwuje to, jeśli zbyt duży i stały prowadzi do osłabienia słuchu. Sekretariat to także miejsce zagrożeń chemicznych. Ozon, tlenki azotu emitowane przez sprzęt biurowy np. kopiarki, drukarki laserowe osłabiają nasz system immunologiczny.   

Klimatyzator zdawałoby się błogosławieństwo na upalne dni zagraża nam bakteriologicznie. Nieczyszczone filtry klimatyzatora to hodowla mikroorganizmów chorobotwórczych. Sławna legionelloza to właśnie jedno z takich zagrożeń z klimatyzatora. A przecież sekretariat to kontakty z ludźmi - nosicielami chorób: katarów, gryp, angin i innych chorób zakaźnych. Sekretariat to miejsce wystawione na mikroorganizmy chorobotwórcze przynoszone przez gości i współpracowników załatwiających w sekretariacie swoje sprawy. Zagrożenie to jest szczególnie duże, kiedy w sekretariacie jest dużo osób, a wentylacja nie jest dostatecznie dobra.              

Wcale nie jest tak miło, jak w głupich dowcipach.

maj 25th, 2011

stres, sekretarkaWiele nieciekawego można dowiedzieć się o wciąż istniejących stereotypach naszego zawodu, kiedy wpiszemy w Google “sekretarka”. Internet potwierdza powszechne przekonanie, że bycie sekretarką to praca łatwa, lekka i przyjemna. No, bo przecież sekretarka: „pomaga swojemu szefowi w sprawach administracyjnych, w korespondencji, w sporządzaniu notatek, umawianiu spotkań, opiece nad gośćmi, pośredniczy w kontaktach między szefem i personelem oraz między szefem i interesantami, nadzoruje zgodnie z ustalonym harmonogramem przebieg dnia pracy, a także zajmuje się innymi czynnościami pomocniczymi.” Powiecie - no przecież, co to za wysiłek. Jednak wszystkie z nas te, które popracowały choćby 10 lat w zawodzie wiedzą dobrze jakie zagrożenia wiążą się z pracą w sekretariacie.

Poszukałam nieco w internecie na ten temat i co się okazało? Typowymi dla sekretarek dolegliwościami są wszystkie te, jakie wynikają z wielogodzinnego siedzenia i powtarzania wciąż tych samych czynności. Do standardu zatem należą bóle pleców, rąk i barków związane z byle jakimi krzesłami, złą pozycją pracy przy komputerze. Dlatego dla lekarzy nie jest dziwnym, że sekretarki cierpią na… łokieć tenisisty. Do tego dochodzi zmęczenie wzroku związane z wielogodzinną pracą przy komputerze oraz dolegliwości wynikające ze słabej wentylacji sekretariatu.

Sekretarki, pracując niejako na pierwszej linii kontaktów z ludźmi, stale narażone są na trudne psychicznie sytuacje. Ciągła presja cudzych emocji i jednoczesna konieczność tłumienia własnych. Rozwiązujemy często cudze problemy, podczas kiedy nasze musimy skrywać pod maską miłego uśmiechu. A przecież wielokrotnie trzeba coś załatwić „na wczoraj”, bez względu na potrzebę wypoczynku i na zmęczenie. Bycie nieustannie do dyspozycji nie pozostaje obojętne dla naszej psychiki. A przecież nie mamy przysłowiowej skóry nosorożca.

Kontroluj a potem zlikwiduj.(3)

styczeń 24th, 2011

Sposób gromadzenia się wewnętrznej tkanki tłuszczowej zależy od wielu czynników - genetycznych, ale i wynikających ze złej diety i trybu życia.  Masa tłuszczu wewnętrznego znacząco wzrasta po menopauzie. Genów nie zmienimy, nie powstrzymamy także menopauzy. Jak dotąd nie wiadomo, czy leczenie hormonalne zmniejsza gromadzenie się tłuszczu wewnętrznego. Mamy jednak do dyspozycji kilka sposobów na zmniejszenie otyłość, odchudzanie, masy tego tłuszczu w organizmie. Dobre jest to, że tłuszcz wewnętrzny łatwej rozkłada się na poszczególne kwasy tłuszczowe, a to oznacza, że szybciej spala się od tłuszczu na udach i biodrach, w trakcie diety i na skutek ćwiczeń fizycznych. Stąd warto podjąć się realizacji kilku strategii działania. Po pierwsze RUCH. Ćwiczenia pomogą zmniejszyć obwód w pasie. Podczas nich nie przejmuj się nadto wagą. Mierz się w talii. Bo jeśli nie stracisz na wadze, to spalisz nieco tłuszczu wewnętrznego i zwiększysz masę mięśniową. Pamiętaj, brak ruchu powoduje otyłość, a ta wywołuje niechęć do ruchu. Nie wpadnij więc w tę pułapkę. Staraj się codziennie lub prawie codziennie poświęcać co najmniej 30 minut na ćwiczenia fizyczne o średniej intensywności. Szybki spacer do lub z pracy jest wartościowym ćwiczeniem. Korzystaj z jazdy na rowerze z normalną szybkością. Wchodź na wyższe piętra schodami. Nie korzystaj z windy.  Wykonuj także ćwiczenia aerobowe (takie, przy których się zasapiesz). Badania bowiem wykazały, że ćwiczenia aerobowe, takie jak dynamiczny spacer oraz trening siłowy, np. ćwiczenia z ciężarkami, wywołują redukcję ilości tłuszczu wewnętrznego i zapobiegają jego przyrastaniu. Naukowcy wykazali, że te kobiety, które po zakończeniu diety stosowały ćwiczenia fizyczne i to zaledwie dwa razy w tygodniu po 40 minut, utrzymały zredukowaną ilość tłuszczu wewnętrznego. U niećwiczących ilość tłuszczu wzrosła o 33%. Analizuj to, co jesz. Wybierz zrównoważoną dietę, zawierającą dużo wapnia. Okazuje się bowiem, że im więcej wapnia przyjmują kobiety w diecie, tym mniej tłuszczu wewnętrznego gromadzą ich organizmy. Należy unikać przede wszystkim szkodliwych tłuszczów typu trans (margaryn) oraz pokarmów i napojów słodzonych fruktozą. Rzuć palenie. Palenie „wdusza” tłuszcz do wewnątrz. Im więcej palisz, tym większe prawdopodobieństwo odkładania się tłuszczu na brzuchu, a nie na udach czy biodrach. Śpij tyle ile trzeba. Zbyt mało snu szkodzi. Według badań zbyt mało snu to znacząco więcej tłuszczu wewnętrznego. Jednak młodzi ludzie śpiący zbyt długo także sobie szkodzą. Ich wewnętrzny tłuszcz w czasie snu przyrasta. Po czterdziestce można spać do woli.Pielęgnuj dobry nastrój. Badania wykazały, że kobiety w średnim wieku, które przejawiały większą wrogość lub miały więcej symptomów depresji, miały także więcej tłuszczu wewnętrznego. Symptomy te nie wiążą się z tłuszczem podskórnym. Okazuje się, że kortyzol, hormon stresu, powiązany jest z odkładaniem się tłuszczu wewnętrznego nawet u szczupłych kobiet.  (na podstawie internetu)

Brzuch pod lupą (2)

styczeń 13th, 2011

Co z tego, że stosujemy drastyczne diety. Co z tego, że zlikwidujemy widoczny tłuszcz, kiedy ten najgroźniejszy wewnętrzny „zatruwa” nasz organizm. Jak zatem stwierdzić, a następnie pozbyć się tego złego tłuszczu? Najlepszą “domową” metodą sprawdzenia ilości tłuszczu wewnętrznego jest zmierzenie obwodu pasa. Trzeba zmierzyć obwód na poziomie pępka (dolna krawędź miarki powinna znajdować się na poziomie górnej krawędzi prawej kości biodrowej). Przy pomiarze nie „oszukuj”, nie wciągaj brzucha i nie ściskaj się miarką. Obwód talii większy niż 90 cm uznaje się za podejrzany i świadczący o nadmiarze tłuszczu wewnętrznego – z zastrzeżeniem uwarunkowań indywidualnych. Pamiętajmy o trzech typach kobiecych figur. Nie ekscytujmy się też pojedynczymi pomiarami. Dobrą miarą są nasze sukienki i spodnie. Wraz ze wzrostem tkanki tłuszczowej stają się coraz ciaśniejsze. Pomiar ilości tłuszczu wewnętrznego można przeprowadzić także metodami dokładnymi, ale drogimi jak choćby tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny całego ciała.

Tłuszcz nie jest całkiem zły (1).

listopad 17th, 2010

Jestem w trakcie diety Dukana. Nie powiem, dieta mi pasuje, a i efekty są lepsze niż przypuszczałam. Jednym z powodów, dla których warto podjąć pracę nad aktywną regulacją własnej wagi są internetowe doniesienia o szkodliwych skutkach otłuszczenia. Jak przeczytałam w internecie tłuszczyk na udach i biodrach nie jest taki groźny. Pewna jego ilość może być dla wielu z nas nawet dodatkiem do urody. Ale tłuszcz narastający w okolicach brzucha, jako „oponka” to jak wskazują wyniki badań poważne zagrożenie. Generalnie warto przyjąć za lekarzami, że nadmiar tłuszczu nie jest dla nas zdrowy. Jednak lokalizacja tłuszczu ma zasadnicze znaczenie. Pojawiają się bowiem dowody, że tłuszcz odkładający się wewnątrz, w brzuchu, jest bardziej niebezpieczny dla zdrowia niż ten, który znajduje się na brzuchu, tuż pod skórą. Tkanka tłuszczowa jest naszym naturalnym „wyposażeniem. Aż 90% naszego tłuszczu to tłuszcz podskórny. Pozostałe 10% tłuszczu gromadzi się w przestrzeniach wokół wątroby, jelit i innych organów. O jego gromadzeniu się informuje nie tyle waga, co obwód w pasie. Ten wewnętrzny tłuszcz odgrywa ważną rolę w wielu problemach zdrowotnych. Jego brak, jak i jego nadmiar ma szkodliwe skutki dla zdrowia. Tkanka tłuszczowa jeszcze nie tak dawno uważana była za magazyn tłuszczu czekającego na wykorzystanie, jako źródło energii. Naukowcy odkryli jednak, że komórki tkanki tłuszczowej – szczególnie tej wewnętrznej - są biologicznie czynne. Odkryto, że komórki tkanki tłuszczowej produkują hormony i inne substancje mające duży wpływ na funkcjonowanie organizmu. Odkryto zjawiska łączące tłuszcz wewnętrzny z wieloma różnymi chorobami. I tak tłuszcz podskórny jest generalnie pożyteczny dla naszego zdrowia, a tłuszcz wewnętrzny jest potencjalnie szkodliwy. Udało się powiązać ten rodzaj tłuszczu z cukrzycą, kurczeniem się naczyń, nadciśnieniem, stanami zapalnymi, ryzykiem chorób serca, astmą. Wraz ze wzrostem masy tłuszczu wewnętrznego wzrasta zagrożenie starczą demencją a nawet chorobą Alzheimera.Tłuszcz podskórny natomiast wytwarza wiele pożytecznych substancji. Jest nim hormon peptydowy zwany leptyną, który obniża łaknienie i pomaga spalać zgromadzony tłuszcz. Inny hormon, wydzielany przez tłuszcz podskórny, adiponektyna, chroni nas przed cukrzycą. Działa także przeciwzapalnie na wyściółkę ścianek naczyń krwionośnych. Zatem nie zawsze tłuszcz jest zły.

Szacunek zamiast szowinizmu

październik 27th, 2010

Problem z takimi ofertami szkoleniowymi tkwi w wyraźnym szowinizmie. Jakby ten, kto pisze takie teksty nie miał szacunku dla swoich klientek. Jakby nie rozumiał, że każda z nas coś, a nawet sporo, potrafi, że mamy spore doświadczenie. Tu nie chodzi o niechęć doskonalenia się w pracy, ale o język, w jakim opisuje się to czego w pojęciu szkolących oni wiedzą lepiej jak my. Bo my nie mamy prawa „tego” umieć. Stąd zapewne pomysł, aby nas pouczać o sprawach elementarnych, o których na ogół każda z nas wie.

Szkoda, że tematyka szkoleń często zapomina o doskonaleniu, o weryfikowaniu, o korygowaniu tego co robimy na co dzień. Każda z nas popełnia błędy, z jakimiś sprawami radzimy sobie gorzej. Pewnie niepotrzebnie „wypalamy się” psychicznie źle podchodząc do wielu problemów i dlatego potrzebujemy szkoleniowego wparcia. Ale nie na zasadzie „tabula rasa”. Ja przynajmniej oczekuję szacunku. Dlatego niechętnie poddam się indoktrynacji w zakresie „rola wyglądu zewnętrznego w budowaniu autorytetu, ubiór, fryzura, makijaż, biżuteria, jako istotne elementy tworzące wizerunek”, ale chętnie poznam tajniki „komunikacji werbalnej, zasady aktywnego słuchania, budowania czytelnego przekazu”. A także w zakresie „głos i prawidłowe oddychanie, jako skuteczne narządzie wzmacniania komunikatu, interpretacja komunikatów niewerbalnych” Lepiej bowiem wiedzieć niż domyślać się lub „czuć”. Myślę, że nam kobietom szczególnie może się przydać wyczuwanie tego, że nami ktoś manipuluje i jak radzić sobie z jawną i niejawną krytyką. Możemy mieć także korzyść ucząc się reakcji na agresję ze strony szefa, kolegów z pracy i klientów. Pożyteczna też może być umiejętność radzenia sobie ze stresem i rozładowanie go. Przecież po pracy wracamy do domu i nie powinnyśmy „warczeć” na naszych domowników.