21/08/2010

Szalona architektura

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 22:27

Czy budynek może być dziełem sztuki? Twierdząco na takie pytanie można odpowiedzieć studiując dwa przykłady obiektów, których zasadniczym celem było prezentowanie sztuki. Niespodziewanie dla wielu stały się sztuką same w sobie.

Muzea w miastach Graz (Austria) i Bilbao (Hiszpania) swoim wyglądem nie nawiązują do żadnej formy architektonicznej, historycznej. Łamią wszelkie kanony i konwenanse. Egoistycznie zwracają uwagę na siebie, odwracając się od prezentowanych wystaw. Zdają się żyć własnym życiem. Płynąć jak muzeum w Bilbao lub pożerać miasto jak muzeum w Graz. Turyści nie przyjeżdżają oglądać wystaw, lecz te przedziwne hybrydy- budynki.

Zamieszczony przed laty w jednej z niemieckich gazet obrazek w sposób lapidarny przedstawia różnicę między rzeźbą a architekturą.
Z jednej strony widać rysunek zamkniętego prostokąta opatrzony podpisem „rzeźba”, obok zaś identyczny prostokąt, którego jeden bok jest uchylony jak na zawiasach, podpisany: “architektura”.
Przy całej skrótowości ujęcia jest ono bardzo trafnie. Do wnętrza obiektu klasycznej rzeźby nie możemy wejść, bo go nie ma. Rzeźbę możemy oglądać tylko z zewnątrz. Z kolei istotą architektury jest to, że posiada wnętrze, a wnętrze oznacza zarazem możliwość wejścia jak i jakieś użytkowanie.

Opisany schemat przekazuje jeszcze jedną jej – architektury – cechę: zaglądając dzięki otwartemu bokowi do wnętrza, stwierdzamy zasadniczą tożsamość formy zewnętrznej (prostokątnej) i formy wewnętrznej (także prostokątnej). To symbolizuje istnienie zależności między zewnętrzem i wnętrzem.
Logiczny proces w architekturze zwykle uzależniał wzajemnie zewnętrzną bryłę i jej wewnętrzne treści.

Sztuka współczesna zaczęła prostotę tych zależności kwestionować.
Szereg dzieł rzeźbiarskich zaprasza do wchodzenia w przestrzeń swojego wnętrza
Działają w odwrotnym kierunku: budynek ma być przede wszystkim rzeźbą. Oczywiście, wnętrze pozostaje immanentną częścią budowli, ale można przynajmniej dążyć do stłumienia jego oczywistości i znaczenia. Jednym z pierwszych jest Gehry, który rozhuśtawszy zewnętrzną formę stara się zerwać jej relację z użytkowym wnętrzem.”

Bilbao, w jezyku baskijskim dzwieczniej – bo Bilbo,
jest czwartym co wielkosci miastem Hiszpanii
wielkim osrodkiem przemyslowym Para sie wiec dzisiaj z typowymi problemami wystepujacymi w miastach,
ktorych rozwoj zwiazany byl z rozwojem przemyslu poczynajac od XIX wieku. Rosnace miasto zaczyna otaczac i wypierac tereny przemyslowe,

…Widział przed sobą budynek.  A przynajmniej… Nie, to musi być budynek. Nikt nie mógł zostawić tak ogromnego otwartego pudełka chusteczek.
…zawsze sądził, że budynek powinien być w zasadzie pudłem ze spiczastą pokrywą i powinien mieć w przybliżeniu kolor taki, jak miejscowe błoto….

“Jeśli oni mogą tworzyć piękno ze śmieci i złomu,
czemu nie przenieść tego do architektury?„
Gehry na temat rzeźb przedstawicieli pop-artu Jaspera Johnsa i Donalda Judda
Muzeum Guggenheima w Bilbao to bombastyczna rzezba jakby z „papieroplastyki”;
powyginane powierzchnie, naciete wzdluz krzywych linii i zalamane,
ostre krawedzie, wszystko to nie liczy sie z ciazeniem ziemskim
i nadaje budowli kaprysny charakter.

Pod wzgledem materialowym budowla jest hybrydowa; obok blaszanej obudowy kadluba
widzimy przywieziona z okolic Salamanki okladzine kamienna
(jak przystalo na monumentalny obiekt uzytecznosci publicznej),
ktora swoja ciepla barwa prowadzi szlachetna gre, dialog,
a czasem rywalizuje z migotliwa blacha i ostrym kolorem granatowego tynku.
Z klasycznego jezyka form
„sciana, dach, okno, drzwi, kolumna, belka, wiazar”
pozostalo niewiele.

Architekt rzezbi w wyimaginowanym materiale “bez wlasciwosci”,
nie napotykajac oporu materii,
Sztuczna mgla od czasu do czasu otacza przechodzacych
estakada miedzy rzeka i stawem muzealnym.

Na tytanowej powierzchni budynku tworzą się barwne refleksy.
Katastrofa form zamienia się w klejnot.

Jak wyglada konstrukcja zobaczyc mozemy tylko w jednym miejscu i z jednej strony,
przy moscie de la Salve

Wyrzucone w gore, wykrzywione platy –pieczolowicie wykonczone kamiennymi plytami,
precyzyjnie zestawionymi od strony wschodniej na wygietych powierzchniach,

od strony jezdni i glownego korpusu muzeum ukazuja swoja “tylna strone”,
elewacje techniczna – kratowa konstrukcje stalowa

Przestrzen wystawiennicza jest ogromna, ma 24,000 m2 powierzchni uzytkowej.
Sklada sie na nia dziesiec, czesciowo ustawionych w amfiladzie,
sal wystawowych na rzucie prostokatnym (”normalnych”)
i dziewiec sal swobodnie uksztaltowanych, charakterystycznych dla tego muzeum.

Najwieksza z tych ostatnich ma 120 m dlugosci i 35 m wysokosci.
Mozliwosci ekspozycyjne sa wielkie,
a zroznicowanie przestrzeni zapewnia elastycznosc uzytkowania i mozliwosc realizacji
roznych pomyslow wystawienniczych.
Kolekcja dopiero powstaje.

Nie jest ona wiec podstawa slawy Muzeum..
To budynek jest slawny.
To co w nim – nie jest powszechnie znane.

28/08/2009

Beret z antenką

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 11:27

Podpisuje się obiema rękoma pod wszystkimi złymi opiniami na temat nowej zielonogórskiej palmiarni. Bryła palmiarni ma, po za zbyt dużymi gabarytami, jeszcze jedną poważną wadę- kształt, który rażąco niewkomponowuje się w otoczenie, ale stara się dominować nad miastem niczym beret z antenką. Nie pasuje do niczego wokół. Nie nawiązuje do niczego wokół. Nie jest nawet dobrym kontrastem dla niczego wokół. Bo czasem otoczenie potrzebuje nowoczesnej synkopy w tradycyjnym rytmie zabytkowego miasta. Tu jest wielki dysonans i zgrzyt.

palmiarnia zielona góra

Kolejny wielki zgrzyt powstaje na deptaku. Jakiś pozłacany gniot czy złoty dom. Znowu mamy do czynienia ze zbyt wielkim budynkiem. To się czuje stojąc przed nim. Wystarczy odrobina podstawowej przestrzennej wrażliwości. Czy urzędnicy w urzędzie miasta w Zielonej Górze w ogóle oglądają projekty? Czy miejski konserwator zabytków wie, co to znaczy teren objęty ochroną konserwatorską? Może nie wie i trzeba mu powiedzieć? Jestem pewna, że oszpecanie krajobrazu miasta wynika z braku urzędniczego entuzjazmu do swojej pracy i ochoty do spacerów po mieście, a nie popierania partykularnych interesów inwestorów. Kilka kroków zrobionych po deptaku i okolicy  z szeroko otwartymi oczami na harmonię, skutkowałoby nabraniem odpowiedniego dystansu do własnej pracy, bo teraz jest chyba za duży. Może i powzięciem większej odpowiedzialności za podpisywane dokumenty i zatwierdzane rysunki.  Po za intensywnymi spacerami po zielonogórskiej starówce, polecam także  panom i paniom konserwatorom  przejechać się na zawodowe przeszkolenie do Pani Konserwator Marii Strzałko do Poznania, która naprawdę chroni miasto przed nieuzasadnionymi architektonicznymi bublami. Czasem aż przesadnie, ale jak widać na przykładzie zielonogórskim wielce potrzebnie.
Zęby bolą, gdy się patrzy na kolejny gniot, na który zgodzili się nieentuzjastycznie nastawieni do swojej pracy zielonogórscy urzędnicy. Żal Zielonej Góry, niefrasobliwie przeskalowany budynek oszpeci kolejny zaułek, który mógł być piękny i harmonijny. Trzeba rozpędzić to urzędowe tałatajstwo na 4 strony świata zanim znowu coś zepsują.

20/08/2009

Żyrandol w melinie

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 11:08

Pojawiają się głosy aby rewitalizować Zieloną Górę poprzez nowoczesną architekturę. Nie zgadzam się z tym poglądem, że wprowadzenie ARCHITEKTURY wielkiego formatu poprawi wygląd miasta.
Dlaczego się nie zgadzam? Po pierwsze dlatego, że wielu już próbowało i tylko jednemu miastu się udało  poprawić swoje relacje ze światem poprzez jeden nowy budynek. Choć to nie do końca prawda, bo w Bilbao rewitalizowano całe robotnicze miasto, które z początkiem lat 90 stało na skraju nędzy i zapomnienia. Zupełnie jak bezrobotnicza Zielona Góra dzisiaj. Rząd hiszpański postanowił wpompować olbrzymie pieniądze, aby Bilbao uratować. Powstały plany nowej infrastruktury komunikacyjnej, nowego portu, lotniska, sieci mostów oraz linii kolejowych, z których część miała biec pod ziemią. Z biegiem czasu miasto naprawiano, jednocześnie współpracując z Fundacją Gugenheima, która postanowiła zainwestować w nowy budynek dla swojej kolekcji. Przy wielkim udziale i współfinansowaniu UE udało się postawić spektakularny budynek o wielkim znaczeniu i wspaniałej działalności, która zbliżona jest swoim zakresem do działalności zielonogórskiego Osiedlowego Domu Kultury  Novita z lat 80.  Jednocześnie Bilbao to świetnie zorganizowane, piękne miasto, o wspaniałej starowce- centrum miasta i dobrym układzie przestrzennym.

Po drugie dlatego, że najpierw trzeba uporządkować miasto, sumiennie zrobić studium uwarunkowań i kierunków rozwoju przestrzennego na jego podstawie uchwalić dobry plan zagospodarowania przestrzennego. To nie jest zabawa dla pana Józia Szwagra  ani robota dla Świetnej Poznańskiej Firmy. Analizy przestrzenne potrzebne do wykonania studium powinny trwać latami i być wykonywane przez zespół etatowych urzędników- architektów o wysokich urbanistycznych kwalifikacjach. Nie przez panią Ulę tłustą urzędniczkę, która skończyła geografię gdzieś pod koniec lat 60 i jej kumpelkę Zosię po jakimś zaocznym kursie maszynopisania. Jeżeli się zleca wykonanie tak ważnych dokumentów dla wielowiekowej przyszłości miasta jakimś partaczom, to miasto będzie wyglądać dokładnie jakby partacze je projektowali.  Jak teraz.

Ja nie jestem przeciwna powstawaniu egocentrycznych budynków na chwałę architekta, niech sobie budują różne kopuły na Reichstagu, piramidy przed Luwrem, czy nowe przeszklenia palmiarni. Swoją drogą każdy ma to, na co zasłużył.
Chciałabym tylko, żeby Zielona Góra chcąc za wszelką cenę wyzbyć się swojej pięknej prowincjonalnej duszy, nie popełniła jakiegoś Lichenia na swoją miarę.

Nie powiesiła kryształowego żyrandola zamiast zabrać się za porządne sprzątanie

02/07/2009

Starówka umiera

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 18:10

Krwiobieg starówki zamiera wieczorem. Krwiobiegiem miejsc publicznych jest tłum ludzi, a on wieczorami nie krąży pomiędzy zielonogórskimi murami. Nie krąży z prostego powodu, bo nie ma po co.
W miastach, w których życie toczy się wieczorami na rynkach i deptakach, zachowano funkcje usługowe dostępne zarówno w dzień jak i w nocy. Są to puby, kawiarnie, kluby.  Miejsca spotkań zarówno we wnętrzach budynków jak i na wolnym powietrzu, place, podcienia, fontanny, muszle koncertowe których przeznaczeniem nie jest tylko zdobić, ale także integrować społeczność. Starówka zielonogórska nie jest miejscem spotkań społeczności. Jest tak naprawdę pasażem handlowym bez dachu. Dlatego tak łatwo opustoszała po powstaniu centrów handlowych. One są dla niej bezpośrednią konkurencją. Nie powinno tak być. Rynek Starego Miasta powinien być na tyle atrakcyjny aby przyciągać tłum niezależnie od ilości i jakości miejsc handlu po za nim.
Aby było po co przyjść na Rynek w Zielonej Górze, muszą powstać kluby, puby, kawiarnie. Miejsca, w których wystąpią muzycy, kabareciarze, przedstawi się sztukę współczesną. Należy znowu postawić ławki otoczone zielenią, kilka fontann, małe sceny, odnowić placyki  i trakty miejskie tak aby były przyjazne rodzinnym popołudniom i wieczornym spacerom.
Trzeba tchnąć wielkomiejskie  życie w Stary Rynek, który ma teraz charakter rynku prowincjonalnego miasteczka. Gdzie obok filetu z mintaja można kupić świece oraz podsuszaną krakowską. To miejsce musi być centrum życia nocnego i dziennego. Dla turystów i dla miejscowych. Musi być atrakcyjne na tyle aby było warto tam pójść nie tylko po tańsze buty, ale po to by spędzić tam kilka godzin z przyjaciółmi dobrze się bawiąc. Ale także by móc z babcią zjeść w dzień lody czy zaglądnąć z dziećmi na ciekawą wystawę w galerii. Póki co nie chodzę na zielonogórski Rynek, bo niby po co?

30/04/2009

Otwórz oczy na brzydotę.

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 09:52

Należy się powściągnąć. Zachować umiar, w jedzeniu, zachowaniu, ubiorze. Projektant powinien zachować umiar w pracy. Nie znaczy to, że miałby mniej pracować. Wręcz przeciwnie, ma pracować dużo i często. Umiar ma zachowywać w stosowaniu środków. Wszystko, co nie służy ergonomii, funkcji, zachowaniu proporcji winno być odjęte. Aż do uzyskania czystej formy, pozbawionej niepotrzebnych ozdobników. Niektóre ozdobniki są potrzebne i wskazane, aby zachować styl i utrzymać, kontynuować określoną estetykę dzieła. Jesteśmy otoczeni przez świat materii, którą ktoś zaprojektował. Wszystkie rzeczy, których używamy, które ubieramy, pomiędzy którymi się przemieszczamy powstały kiedyś w głowie projektanta, a później zostały przelane na kartkę papieru, twardy dysk komputera. Później trafiły do rzeczywistości materialnej, zostały poddane wstępnej ocenie, wyprodukowane, wybudowane. W trakcie procesu powstawania, projektant ciągle coś dodawał, kolejni oceniający wpływali na ostateczny kształt, wygląd rzeczy. Finalnie widzimy przedmiot, który jest dziełem wyobraźni, potrzeby a niejednokrotnie desperacji czy przerośniętych ambicji twórcy.Desperacja projektanta objawia się na dwóch płaszczyznach. Przywiązania do projektu i chęci udziwnień. Przywiązanie do projektu wynika z czasu poświęconego, już zainwestowanego w wytwór, który niejednokrotnie nie spełnia oczekiwań twórcy. Ale ze względu na przywiązanie ten nie chce go porzucić. Próbuje łatać, naciągać, udziwniać formę, która z gruntu jest nieodpowiednia. Dodawanie jednak kolejnych elementów, faktur, kolorów i form coraz bardziej szpeci już i tak pierwotnie brzydką lub złą formę.

Desperacja objawia się także w chęci udziwnień. W tym przypadku projektant próbuje wszystkie podglądnięte, ciekawe lub modne rozwiązania umieścić w jednym projekcie. Nierzadko przez to forma detali nie pasuje do funkcji i zastosowania obiektu. Ale projektantowi to nie przeszkadza, nie widzi tego. Zachowuje się jakby chciał umieścić w jednym kotle wszystkie swoje ulubione smaki. Smaki, które do siebie nie pasują.

Dla ilustracji można podać wiele przykładów, wiele przedmiotów nosi ślady zarówno desperacji jak i przywiązania twórców. A to budynek z doczepioną obco wyglądającą wieżyczką, a to mieszkanie urządzone jak bank, dom wyglądający jak salon samochodowy lub fabryka. Kwiaciasta sukienka z falbanami i plisowaniem. Buty z cekinami. Samochód ze śmiesznym spojlerem. Przykładów są miliony wystarczy szeroko otworzyć oczy i rozglądnąć się.

 

19/03/2009

Most Millau. W doskonałej konstrukcji jest muzyka i poezja

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 16:56

Architekturą rządzą ściśle określone prawa, wyznaczane od czasów antycznych. Nieznane zwykłym zjadaczom chleba zasady proporcji i rytmu, logiki konstrukcji
Odstępstwo od tych zasad na papierze- w projekcie może być zupełnie nie czytelne, ale w 4 wymiarach rzeczywistości jest wyrażne i ostre jak brzytwa. Gdy powstaje budowla szczera, przemyślana, jest jak piękna melodia, której rytm i proporcje są tak oczywiste, ze wydaje się niezastąpiona i najwłaściwsza. Skończenie piękna.
Idealnym przykładem budowli, której forma jest dziełem skończonym, niepozostawiajacym dopowiedzeń jest most zwany Wiaduktem Millau (od franc, Viaduc Millau). Jego forma jest odpowiedzią na wyzwania, którym nie sprostał dotychczas żaden most. Nie widać w nim ciężaru powinności, skomplikowanych rozwiązań materiałowych. Jest jak muzyka, która jest dobra gdy nas unosi, a nie gdy przytłacza nas warsztat jej twórcy.
Ma rytm wyznaczony przez siedem betonowych filarów, z których najwyższy ma 245m wysokości. Ma moc, dzięki której może stawić czoło wiatrom wiejącym z prędkością 230 km/h. Zakrzywiony kształt szosy prowadzi jak melodia, lekka i elegancka. Pylony prowadzą w górę i fortissimo jak arie w operze- wznosząc się do nieba na wysokość równa 343 metrom.
Za arcydziełem mostu zwany wiaduktem Millau stoi sztab twórców z sir Normanem Fosterem na czele. Most został wybudowany na autostradzie A75. Łączy dwa skaliste zbocza doliny rzeki Tarn. Zanim powstał, przez wiele lat turyści jadący w kierunku lazurowego wybrzeża musieli z trudnością pokonywać najpierw zjazd z płaskowyżu Causse Rouge, potem przejechać przez miasteczko Millau, a później wjechać na przeciwległa stronę doliny- zbocze wyżyny Larzac. Budowa przeprawy przez dolinę była ogromne przedsięwzięciem budowlanym, do którego zaprzęgnięto najnowocześniejsze technologie. Efekt jest zdumiewający. Most jest prosty i tak oczywisty w swojej formie jakby od dawna łączył dwa brzegi.
Poezję w nim odkryć można szczególnie rankiem, gdy pędząc samochodem autostradą przy wschodzącym słońcu, nagle spostrzegamy ze jedziemy ponad chmurami. Kłębiącymi się nad  rzeką Tarn. Niezapomniane wrażenie jakbyśmy byli częścią czegoś piękniejszego, lepszego. Muzyki, poezji, architektury.
Viaduc Millau na autostradzie A75 Paryż- Barcelona.
Projektant: Foster & Partners, EEG Simecsol i Greisch.
Udostępniony w dniu 14.12.2004 dla ruchu drogowego.
Długość 2,5 km.
Opiera się na siedmiu filarach, najwyższy z nich ma h=240 m (do pomostu) zaś jego h całkowita = 336,4 m (pylon wysokości 90 m nad pomostem).
Do budowy filarów skonstruowano specjalne samopodnoszące się szalowanie, które podnosząc-dostosowuje się do każdej coraz węższej partii filaru.
Do montażu pomostu zastosowano metodę nasuwania wzdłużnego, co pozwoliło ograniczyć zabudowę pod mostem do kilku kratownicowych podpór wspierających pomost podczas nasuwania.
Podczas budowy zużyto 19000 ton stali zbrojeniowej i 5000 ton stali sprężającej.
Przy budowie pracowało tylko dwóch geodetów, gdyż wykorzystywano precyzyjne pomiary prowadzone za pomocą systemu GPS.
Ruch dzienny 25 tys. samochodów.
Koszt inwestycji 300 mln euro
Gwarancja 120lat