21/01/2011

W nocy słońce oświetla parki

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 22:35

santiago chile, led, solarnePark im. Jana Pawła II w stolicy Chile Santiago został oświetlony lampami solarnymi LED. Park im. Jana Pawła II to publiczny park znajdujący się w  centrum Santiago de Chile w pobliżu będącego centrum nocnego życia dzielnicy Bellavista, niedaleko zabytkowych budynków wydziału prawa Uniwersytetu Chile. Drogi w parku oswietlono lampami solarnymi LED. Urządzenia zainstalowano w obrębie dróg spacerowych. Jest to pierwsza instalacja LED w parkach w Chile.Do oświetlenia wybrano zintegrowany w obudowie wydajny moduł solarno-LED-owy. Oświetlenie to jest wandaloodporne. Światło zapewnia poczucie bezpieczeństwa wieczornym użytkownikom parku. Ciekawostka jest, że parków i skwerów oraz pomników Jana Pawła II w Santiago jest wiele. Więcej niż w przeciętnym mieście w Polsce.

lampy solarne

Ciekawy reportaż z budowy jednego z pomników, link poniżej. Czy nie przypomina trochę naszego świebodzińskiego giganta?:  http://www.latercera.com/contenido/683_19257_7.shtml

19/01/2011

Słońce w asfalcie

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 23:30

słońce w asfalcie, ledCałoroczne oświetlenie drogowe oparte na module solarnym LED jest  niezawodne niezależnie od warunków atmosferycznych. Poprzez pojedynczy moduł ogniwa fotowoltaicznego wykorzystuje  energię słoneczną do oświetlenia wbudowanego w jezdnię, chodnik. Światło jest generowane tam gdzie jest potrzebne. Samo się zasila i samo świeci, w poziomie, bez potrzeby przyłączy, wykopów, słupów. Świeci naprowadzając użytkowników na trakty piesze, ciągi komunikacyjne. Każde ze źródeł światła  jest montowane stosownie do oczekiwanego kąta świecenia, jasności oświetlanej powierzchni. Jest to idealne oświetlenie drogi w czasie trudnych warunków drogowych, intensywnych opadów, gęstej mgłyUrządzenie (dioda z baterią słoneczną) jest łatwe do zamontowania tam gdzie umieszczenie tradycyjnych źródeł światła jest niemożliwe lub niewykonalne ze względu na wysokie koszty doprowadzenia kabli z napięciem. Dodatkowym atutem pomocnym w kształtowaniu  ciągów komunikacyjnych jest różnorodność kolorów diod dzięki której poszczególne trakty mogą odróżniać się barwą emitowanego światła.

 

13/01/2011

LAMPY BULWAROWE LED, ZASILANE OGNIWAMI FOTO-WOLTAICZNYMI

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 21:13

lampy ledoe, solarneLampy z baterią słoneczną, akumulatorem w których źródłem światła są diody. Są to  energooszczędne lampy do oświetlenia zewnętrznego z zastosowaniem najnowszych technologii wysokowydajnych lamp  LED oraz ogniw zasilających fotowoltaicznych. Lampy oświetleniowe tego typu  nie wymagają zasilania z sieci energetycznej ponieważ same wytwarzają energie elektryczną niezbędną do swojego działania.  Dzięki temu, że  do  ich montażu  nie są wymagane przyłącza, można je zakładać wszędzie. Jedynym warunkiem jest światło słoneczne w ciągu dnia, które musi je oświetlać aby zasilić ogniwa fotowoltaiczne. Panele słoneczne czerpią energię ze słońca w ciągu dnia, aby w nocy oddać ją w postaci światła- tam gdzie jest ono niezbędne. Najlepszym źródłem światła powiązanym z ogniwami są diody. Lampy solarne LED można stosować do oświetlenia bulwarów, lampy solarne diodoweplaców, ulic, traktów pieszych, przystanków, terenów przyszkolnych, placów  zabaw, w miejscach gdzie wykonanie przyłączy kablowych jest trudne lub kosztowne. Można je także montować na istniejących słupach. W ramach modernizacji elewacji budynków można je wieszać na ścianach. Wykorzystanie tych lamp jest nieograniczone, źródło światła można wszakże oddzielić od ogniwa. Zakładając ogniwo na dachu, na zewnątrz, można oświetlać LED’ami pasaże handlowe, przejścia podziemne itd. Czas uruchomić wyobraźnię.

03/01/2011

Sygnalizacja dzięki słoneczku

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 22:04

sygnalizatory z solaramiSolarne Lampy Sygnalizacyjne.To prosty krok do osiągnięcia taniego, bezawaryjnego, niedrogiego i przyjaznego środowisku nowoczesnego zarządzania ruchem drogowym. To zielona światło dla niskich rachunków za prąd dla właściciela  sygnalizacji drogowej.Bez kopania, doprowadzania instalacji elektrycznej, wykonywania przyłączy. Zasilane energia słoneczną sygnalizatory świetlne idealnie się nadają do kontroli i kierowania ruchem.Solarne sygnalizacje świetlne są wyposażone w najnowocześniejszą technologię i elektronikę. Ich podstawą jest bateria fotowoltaiczna zwana baterią słoneczną, panelem słonecznym. Panel lampa solarna, syganlizacjasłoneczny jest umieszczony na górze urządzenia i przetwarza światło słoneczne w energię elektryczną.  Ładowarka  reguluje przepływ energii  wychodzącej z panela słonecznego, która jest użyta do naładowania akumulatora. Światło jest wytwarzane przez wysoko wydajne, bardzo jasne diody LED, które są jaśniejsze od zwykłych żarówek. LED’y są długowieczne i energooszczędne. Dioda jest mała, ale wytwarza wytwarza wielokrotnie więcej światła niż żarówka o tej samej mocy.Oświetlanie energią słoneczną rozwija się tak szybko, właśnie dzięki stosowaniu diod.  Kiedy więc szukasz najlepszych lamp czy źródeł światła, zawsze znajdziesz rozwiązanie bazujące na LED’ach. Nawet drogowcy przed tym nie uciekną.

Zmiana tematu

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 21:41

Narzekanie na architekturę Zielonej Góry przypomina kopanie się z koniem. Wspólnie zatem z Joanną postanowiliśmy zaprzestać tego procederu z uwagi na konia. A ponieważ ekologiczny duch w nas się rozpasał postanowiliśmy zająć się tematem zupełnie ekologicznym, a mianowicie wyzyskiem słońca. Bo okazuje się, że ten czerwony karzeł, jak go określaja astronowowie, da się zaprząc do naszego pługa. Do powierzchni Ziemi dociera ok 0,7 kW/m2. Średnia wartość zapotrzebowania mocy na ogrzewanie mieszkania wynosi 0,1 kW/m2. Jest to 7 razy mniej od tego, co dostarcza nam słońce.  Kochajmy słońce, jak dojną krowę. I love sun (Kocham słońce) - taki tytuł będzie nosił nasz nowy blog.

21/08/2010

Szalona architektura

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 22:27

Czy budynek może być dziełem sztuki? Twierdząco na takie pytanie można odpowiedzieć studiując dwa przykłady obiektów, których zasadniczym celem było prezentowanie sztuki. Niespodziewanie dla wielu stały się sztuką same w sobie.

Muzea w miastach Graz (Austria) i Bilbao (Hiszpania) swoim wyglądem nie nawiązują do żadnej formy architektonicznej, historycznej. Łamią wszelkie kanony i konwenanse. Egoistycznie zwracają uwagę na siebie, odwracając się od prezentowanych wystaw. Zdają się żyć własnym życiem. Płynąć jak muzeum w Bilbao lub pożerać miasto jak muzeum w Graz. Turyści nie przyjeżdżają oglądać wystaw, lecz te przedziwne hybrydy- budynki.

Zamieszczony przed laty w jednej z niemieckich gazet obrazek w sposób lapidarny przedstawia różnicę między rzeźbą a architekturą.
Z jednej strony widać rysunek zamkniętego prostokąta opatrzony podpisem „rzeźba”, obok zaś identyczny prostokąt, którego jeden bok jest uchylony jak na zawiasach, podpisany: “architektura”.
Przy całej skrótowości ujęcia jest ono bardzo trafnie. Do wnętrza obiektu klasycznej rzeźby nie możemy wejść, bo go nie ma. Rzeźbę możemy oglądać tylko z zewnątrz. Z kolei istotą architektury jest to, że posiada wnętrze, a wnętrze oznacza zarazem możliwość wejścia jak i jakieś użytkowanie.

Opisany schemat przekazuje jeszcze jedną jej – architektury – cechę: zaglądając dzięki otwartemu bokowi do wnętrza, stwierdzamy zasadniczą tożsamość formy zewnętrznej (prostokątnej) i formy wewnętrznej (także prostokątnej). To symbolizuje istnienie zależności między zewnętrzem i wnętrzem.
Logiczny proces w architekturze zwykle uzależniał wzajemnie zewnętrzną bryłę i jej wewnętrzne treści.

Sztuka współczesna zaczęła prostotę tych zależności kwestionować.
Szereg dzieł rzeźbiarskich zaprasza do wchodzenia w przestrzeń swojego wnętrza
Działają w odwrotnym kierunku: budynek ma być przede wszystkim rzeźbą. Oczywiście, wnętrze pozostaje immanentną częścią budowli, ale można przynajmniej dążyć do stłumienia jego oczywistości i znaczenia. Jednym z pierwszych jest Gehry, który rozhuśtawszy zewnętrzną formę stara się zerwać jej relację z użytkowym wnętrzem.”

Bilbao, w jezyku baskijskim dzwieczniej – bo Bilbo,
jest czwartym co wielkosci miastem Hiszpanii
wielkim osrodkiem przemyslowym Para sie wiec dzisiaj z typowymi problemami wystepujacymi w miastach,
ktorych rozwoj zwiazany byl z rozwojem przemyslu poczynajac od XIX wieku. Rosnace miasto zaczyna otaczac i wypierac tereny przemyslowe,

…Widział przed sobą budynek.  A przynajmniej… Nie, to musi być budynek. Nikt nie mógł zostawić tak ogromnego otwartego pudełka chusteczek.
…zawsze sądził, że budynek powinien być w zasadzie pudłem ze spiczastą pokrywą i powinien mieć w przybliżeniu kolor taki, jak miejscowe błoto….

“Jeśli oni mogą tworzyć piękno ze śmieci i złomu,
czemu nie przenieść tego do architektury?„
Gehry na temat rzeźb przedstawicieli pop-artu Jaspera Johnsa i Donalda Judda
Muzeum Guggenheima w Bilbao to bombastyczna rzezba jakby z „papieroplastyki”;
powyginane powierzchnie, naciete wzdluz krzywych linii i zalamane,
ostre krawedzie, wszystko to nie liczy sie z ciazeniem ziemskim
i nadaje budowli kaprysny charakter.

Pod wzgledem materialowym budowla jest hybrydowa; obok blaszanej obudowy kadluba
widzimy przywieziona z okolic Salamanki okladzine kamienna
(jak przystalo na monumentalny obiekt uzytecznosci publicznej),
ktora swoja ciepla barwa prowadzi szlachetna gre, dialog,
a czasem rywalizuje z migotliwa blacha i ostrym kolorem granatowego tynku.
Z klasycznego jezyka form
„sciana, dach, okno, drzwi, kolumna, belka, wiazar”
pozostalo niewiele.

Architekt rzezbi w wyimaginowanym materiale “bez wlasciwosci”,
nie napotykajac oporu materii,
Sztuczna mgla od czasu do czasu otacza przechodzacych
estakada miedzy rzeka i stawem muzealnym.

Na tytanowej powierzchni budynku tworzą się barwne refleksy.
Katastrofa form zamienia się w klejnot.

Jak wyglada konstrukcja zobaczyc mozemy tylko w jednym miejscu i z jednej strony,
przy moscie de la Salve

Wyrzucone w gore, wykrzywione platy –pieczolowicie wykonczone kamiennymi plytami,
precyzyjnie zestawionymi od strony wschodniej na wygietych powierzchniach,

od strony jezdni i glownego korpusu muzeum ukazuja swoja “tylna strone”,
elewacje techniczna – kratowa konstrukcje stalowa

Przestrzen wystawiennicza jest ogromna, ma 24,000 m2 powierzchni uzytkowej.
Sklada sie na nia dziesiec, czesciowo ustawionych w amfiladzie,
sal wystawowych na rzucie prostokatnym (”normalnych”)
i dziewiec sal swobodnie uksztaltowanych, charakterystycznych dla tego muzeum.

Najwieksza z tych ostatnich ma 120 m dlugosci i 35 m wysokosci.
Mozliwosci ekspozycyjne sa wielkie,
a zroznicowanie przestrzeni zapewnia elastycznosc uzytkowania i mozliwosc realizacji
roznych pomyslow wystawienniczych.
Kolekcja dopiero powstaje.

Nie jest ona wiec podstawa slawy Muzeum..
To budynek jest slawny.
To co w nim – nie jest powszechnie znane.

28/08/2009

Beret z antenką

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 11:27

Podpisuje się obiema rękoma pod wszystkimi złymi opiniami na temat nowej zielonogórskiej palmiarni. Bryła palmiarni ma, po za zbyt dużymi gabarytami, jeszcze jedną poważną wadę- kształt, który rażąco niewkomponowuje się w otoczenie, ale stara się dominować nad miastem niczym beret z antenką. Nie pasuje do niczego wokół. Nie nawiązuje do niczego wokół. Nie jest nawet dobrym kontrastem dla niczego wokół. Bo czasem otoczenie potrzebuje nowoczesnej synkopy w tradycyjnym rytmie zabytkowego miasta. Tu jest wielki dysonans i zgrzyt.

palmiarnia zielona góra

Kolejny wielki zgrzyt powstaje na deptaku. Jakiś pozłacany gniot czy złoty dom. Znowu mamy do czynienia ze zbyt wielkim budynkiem. To się czuje stojąc przed nim. Wystarczy odrobina podstawowej przestrzennej wrażliwości. Czy urzędnicy w urzędzie miasta w Zielonej Górze w ogóle oglądają projekty? Czy miejski konserwator zabytków wie, co to znaczy teren objęty ochroną konserwatorską? Może nie wie i trzeba mu powiedzieć? Jestem pewna, że oszpecanie krajobrazu miasta wynika z braku urzędniczego entuzjazmu do swojej pracy i ochoty do spacerów po mieście, a nie popierania partykularnych interesów inwestorów. Kilka kroków zrobionych po deptaku i okolicy  z szeroko otwartymi oczami na harmonię, skutkowałoby nabraniem odpowiedniego dystansu do własnej pracy, bo teraz jest chyba za duży. Może i powzięciem większej odpowiedzialności za podpisywane dokumenty i zatwierdzane rysunki.  Po za intensywnymi spacerami po zielonogórskiej starówce, polecam także  panom i paniom konserwatorom  przejechać się na zawodowe przeszkolenie do Pani Konserwator Marii Strzałko do Poznania, która naprawdę chroni miasto przed nieuzasadnionymi architektonicznymi bublami. Czasem aż przesadnie, ale jak widać na przykładzie zielonogórskim wielce potrzebnie.
Zęby bolą, gdy się patrzy na kolejny gniot, na który zgodzili się nieentuzjastycznie nastawieni do swojej pracy zielonogórscy urzędnicy. Żal Zielonej Góry, niefrasobliwie przeskalowany budynek oszpeci kolejny zaułek, który mógł być piękny i harmonijny. Trzeba rozpędzić to urzędowe tałatajstwo na 4 strony świata zanim znowu coś zepsują.

20/08/2009

Żyrandol w melinie

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 11:08

Pojawiają się głosy aby rewitalizować Zieloną Górę poprzez nowoczesną architekturę. Nie zgadzam się z tym poglądem, że wprowadzenie ARCHITEKTURY wielkiego formatu poprawi wygląd miasta.
Dlaczego się nie zgadzam? Po pierwsze dlatego, że wielu już próbowało i tylko jednemu miastu się udało  poprawić swoje relacje ze światem poprzez jeden nowy budynek. Choć to nie do końca prawda, bo w Bilbao rewitalizowano całe robotnicze miasto, które z początkiem lat 90 stało na skraju nędzy i zapomnienia. Zupełnie jak bezrobotnicza Zielona Góra dzisiaj. Rząd hiszpański postanowił wpompować olbrzymie pieniądze, aby Bilbao uratować. Powstały plany nowej infrastruktury komunikacyjnej, nowego portu, lotniska, sieci mostów oraz linii kolejowych, z których część miała biec pod ziemią. Z biegiem czasu miasto naprawiano, jednocześnie współpracując z Fundacją Gugenheima, która postanowiła zainwestować w nowy budynek dla swojej kolekcji. Przy wielkim udziale i współfinansowaniu UE udało się postawić spektakularny budynek o wielkim znaczeniu i wspaniałej działalności, która zbliżona jest swoim zakresem do działalności zielonogórskiego Osiedlowego Domu Kultury  Novita z lat 80.  Jednocześnie Bilbao to świetnie zorganizowane, piękne miasto, o wspaniałej starowce- centrum miasta i dobrym układzie przestrzennym.

Po drugie dlatego, że najpierw trzeba uporządkować miasto, sumiennie zrobić studium uwarunkowań i kierunków rozwoju przestrzennego na jego podstawie uchwalić dobry plan zagospodarowania przestrzennego. To nie jest zabawa dla pana Józia Szwagra  ani robota dla Świetnej Poznańskiej Firmy. Analizy przestrzenne potrzebne do wykonania studium powinny trwać latami i być wykonywane przez zespół etatowych urzędników- architektów o wysokich urbanistycznych kwalifikacjach. Nie przez panią Ulę tłustą urzędniczkę, która skończyła geografię gdzieś pod koniec lat 60 i jej kumpelkę Zosię po jakimś zaocznym kursie maszynopisania. Jeżeli się zleca wykonanie tak ważnych dokumentów dla wielowiekowej przyszłości miasta jakimś partaczom, to miasto będzie wyglądać dokładnie jakby partacze je projektowali.  Jak teraz.

Ja nie jestem przeciwna powstawaniu egocentrycznych budynków na chwałę architekta, niech sobie budują różne kopuły na Reichstagu, piramidy przed Luwrem, czy nowe przeszklenia palmiarni. Swoją drogą każdy ma to, na co zasłużył.
Chciałabym tylko, żeby Zielona Góra chcąc za wszelką cenę wyzbyć się swojej pięknej prowincjonalnej duszy, nie popełniła jakiegoś Lichenia na swoją miarę.

Nie powiesiła kryształowego żyrandola zamiast zabrać się za porządne sprzątanie

02/07/2009

Starówka umiera

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 18:10

Krwiobieg starówki zamiera wieczorem. Krwiobiegiem miejsc publicznych jest tłum ludzi, a on wieczorami nie krąży pomiędzy zielonogórskimi murami. Nie krąży z prostego powodu, bo nie ma po co.
W miastach, w których życie toczy się wieczorami na rynkach i deptakach, zachowano funkcje usługowe dostępne zarówno w dzień jak i w nocy. Są to puby, kawiarnie, kluby.  Miejsca spotkań zarówno we wnętrzach budynków jak i na wolnym powietrzu, place, podcienia, fontanny, muszle koncertowe których przeznaczeniem nie jest tylko zdobić, ale także integrować społeczność. Starówka zielonogórska nie jest miejscem spotkań społeczności. Jest tak naprawdę pasażem handlowym bez dachu. Dlatego tak łatwo opustoszała po powstaniu centrów handlowych. One są dla niej bezpośrednią konkurencją. Nie powinno tak być. Rynek Starego Miasta powinien być na tyle atrakcyjny aby przyciągać tłum niezależnie od ilości i jakości miejsc handlu po za nim.
Aby było po co przyjść na Rynek w Zielonej Górze, muszą powstać kluby, puby, kawiarnie. Miejsca, w których wystąpią muzycy, kabareciarze, przedstawi się sztukę współczesną. Należy znowu postawić ławki otoczone zielenią, kilka fontann, małe sceny, odnowić placyki  i trakty miejskie tak aby były przyjazne rodzinnym popołudniom i wieczornym spacerom.
Trzeba tchnąć wielkomiejskie  życie w Stary Rynek, który ma teraz charakter rynku prowincjonalnego miasteczka. Gdzie obok filetu z mintaja można kupić świece oraz podsuszaną krakowską. To miejsce musi być centrum życia nocnego i dziennego. Dla turystów i dla miejscowych. Musi być atrakcyjne na tyle aby było warto tam pójść nie tylko po tańsze buty, ale po to by spędzić tam kilka godzin z przyjaciółmi dobrze się bawiąc. Ale także by móc z babcią zjeść w dzień lody czy zaglądnąć z dziećmi na ciekawą wystawę w galerii. Póki co nie chodzę na zielonogórski Rynek, bo niby po co?

30/04/2009

Otwórz oczy na brzydotę.

Opublikowane jako: Bez kategorii — joanna @ 09:52

Należy się powściągnąć. Zachować umiar, w jedzeniu, zachowaniu, ubiorze. Projektant powinien zachować umiar w pracy. Nie znaczy to, że miałby mniej pracować. Wręcz przeciwnie, ma pracować dużo i często. Umiar ma zachowywać w stosowaniu środków. Wszystko, co nie służy ergonomii, funkcji, zachowaniu proporcji winno być odjęte. Aż do uzyskania czystej formy, pozbawionej niepotrzebnych ozdobników. Niektóre ozdobniki są potrzebne i wskazane, aby zachować styl i utrzymać, kontynuować określoną estetykę dzieła. Jesteśmy otoczeni przez świat materii, którą ktoś zaprojektował. Wszystkie rzeczy, których używamy, które ubieramy, pomiędzy którymi się przemieszczamy powstały kiedyś w głowie projektanta, a później zostały przelane na kartkę papieru, twardy dysk komputera. Później trafiły do rzeczywistości materialnej, zostały poddane wstępnej ocenie, wyprodukowane, wybudowane. W trakcie procesu powstawania, projektant ciągle coś dodawał, kolejni oceniający wpływali na ostateczny kształt, wygląd rzeczy. Finalnie widzimy przedmiot, który jest dziełem wyobraźni, potrzeby a niejednokrotnie desperacji czy przerośniętych ambicji twórcy.Desperacja projektanta objawia się na dwóch płaszczyznach. Przywiązania do projektu i chęci udziwnień. Przywiązanie do projektu wynika z czasu poświęconego, już zainwestowanego w wytwór, który niejednokrotnie nie spełnia oczekiwań twórcy. Ale ze względu na przywiązanie ten nie chce go porzucić. Próbuje łatać, naciągać, udziwniać formę, która z gruntu jest nieodpowiednia. Dodawanie jednak kolejnych elementów, faktur, kolorów i form coraz bardziej szpeci już i tak pierwotnie brzydką lub złą formę.

Desperacja objawia się także w chęci udziwnień. W tym przypadku projektant próbuje wszystkie podglądnięte, ciekawe lub modne rozwiązania umieścić w jednym projekcie. Nierzadko przez to forma detali nie pasuje do funkcji i zastosowania obiektu. Ale projektantowi to nie przeszkadza, nie widzi tego. Zachowuje się jakby chciał umieścić w jednym kotle wszystkie swoje ulubione smaki. Smaki, które do siebie nie pasują.

Dla ilustracji można podać wiele przykładów, wiele przedmiotów nosi ślady zarówno desperacji jak i przywiązania twórców. A to budynek z doczepioną obco wyglądającą wieżyczką, a to mieszkanie urządzone jak bank, dom wyglądający jak salon samochodowy lub fabryka. Kwiaciasta sukienka z falbanami i plisowaniem. Buty z cekinami. Samochód ze śmiesznym spojlerem. Przykładów są miliony wystarczy szeroko otworzyć oczy i rozglądnąć się.