Powódź do prywatyzacji
niedziela, maj 30th, 2010Według kontytucjonalistów państwo polskie przez ostatnich 20 lat się nie określiło. Zasłyszani w radio eksperci ubolewali, że mówi się bardzo wiele o wolnościach obywatelskich, natomiast zupełnie nic o powinnościach państwa. A skoro nie bardzo wiadomo po co nam państwo, to my jako suwereni porządku prawnego nie wiemy czego wymagać od parlamentu i posłów. Na skutek tego pozwalamy sobie wmawiać rozmaite rzeczy.
Weźmy choćby kwestię prywatyzacji. Rzecznicy wyprzedaży majątku państwa twierdzą, że państwo jako właściciel gospodarki nie ma ku temu umiejętności. Prywatny właściciel jest według tej doktryny lepszy od państwowego. Tu pojawia się pytanie dlaczego? Na nie nie ma odpowiedzi, bo teza “prywatne lepsze” obowiązuje. Jako dowód podaje się prywatne sklepiki i pojedyńcze firmy. Małe zresztą i niezbyt rozwojowe. Jednocześnie polskie państwowe formy są sprzedawane zagranicznym państwowym firmom. O tym, że państwowe politycy milczą.
Ta dziwna logika nie odpowiada na pytanie, dlaczego państwo akurat w kwestii gospodarki uważa się za niezdolne, a w innych kwestach za wszechmocne. Dlaczego państwo uważa, że potrafi zarządzać policją, wojskiem, wymiarem sprawiedliwości, aparatem ścigania. Praktyka dnia codziennego pokazuje, że państwo polskie w istocie niczym nie potrafi zarządzać dobrze.
Powódź jest najlepszym tego dowodem. To co państwo potrafi, to wypłacać z naszych podatków zasiłki dla tych, którzy się nie ubezpieczyli. Takie działanie w gruncie rzeczy zachęca do …nieubezpieczania się i popłakiwania do kamer zamiast racjonalnego działania. Bo katastrofy i narodowe żałoby to państwo organizuje bardzo dobrze.
Premier powinien raczej bić się w piersi z powodu nieudacznictwa ministrów, a nie szukać winnych wśród władz samorządowych. W liberalnej doktrynie naszego państwa Wisła i Odra nie są państwowe. Dlatego państwo nie musi przewidywać powodzi i ograniczać w sposób planowy zagrożeń związanych z powodzią, tak jak robi się to w Holandi, czy Niemczech.
Powodź ukazuje jaskrawo jak brak planowania strategicznego się mści. Czteroletni cykl wyborczy skazuje nas na budowanie marketingowych wizerunków, zamiast sypania wałów, budowy tam, organizowania społeczeństwa wokół potencjalnych zagrożeń.


