|
Katastrofa szpitala jest bardziej medialna od szpitala, który bez fajerwerków porządnie leczy ludzi. W województwie lubuskim wszystkie publiczne szpitale podlegające Urzędowi Marszałkowskiemu mają dodatni wynik finansowy.
Całkowita prywatyzacja nam nie grozi. Z Waldemarem Taborski, dyrektorem Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze rozmawia Krzysztof Chmielnik Krzysztof Chmielnik - Zacznijmy od zdrowia, czym jest dla Pana. Pieniędzmi, dobrem osobistym, czy może dobrem publicznym? Waldemar Taborski - Żartobliwie, bo znam co najmniej 20 definicji zdrowia, powiem, że zdrowie to subiektywny brak choroby. A na poważnie, zdrowie jest dobrem publicznym, które ma wymierną wartość. Może nie w odniesieniu do jednostki, kogoś kto jest chory, ale do gospodarki. Nie bez powodu wskaźniki rozwoju cywilizacyjnego uwzględniają poziom opieki zdrowotnej i długość życia. Patrząc na zdrowie z ekonomicznego punktu widzenia łatwo zauważyć, że ludzie zdrowi pracują, tworząc dochód narodowy, podczas kiedy chorzy są kosztem dla ekonomii państwa. Jako dyrektor widzę zdrowie przede wszystkim z ekonomicznej perspektywy, natomiast jako człowiek widzę zdrowie jako dobro osobiste i publiczne. Drugiego aspektu nigdy nie należy tracić z oczu.KCH - Kto Pana zdaniem powinien zarządzać szpitalem: prawnik, ekonomista, lekarz? WT - Ja jestem prawnikiem i ekonomistą, dlatego twierdzę, że to dobry układ. Lekarz powinien być lekarzem. Lekarz zostając dyrektorem musi stać się dodatkowo także menadżerem. Nie zawsze się to udaje, a będąc dyrektorem lekarz ma mniej czasu na rozwój zawodowy. W efekcie traci i lekarz i jego pacjenci. Znam co prawda dobrych dyrektorów lekarzy, ale powtarzam, lepiej kiedy dyrektorem nie jest lekarz. Z drugiej strony na dyrektorskim poziomie mało decyzji ma charakter "lekarski". Zdrowym układem jest akceptacja sytuacji, kiedy o medycznych problemach decydują ordynatorzy. Jeśli dyrektor nie jest lekarzem, o rozwoju szpitala nie decydują jego preferencje zawodowe, a rywalizacja i kreatywność ordynatorów. Dyrektor powinien zapewniać ordynatorom pewną swobodę wyboru ich medycznej wizji działalności oddziałow i dawać im osłonę finansową dla tego, co robią dobrze i co jest także korzystne dla szpitala. Szpital leczący dobrze, ale z długami jest moim zdaniem źle zarządany, a to musi się prędzej czy później skończyć katastrofą.KCH - Skąd mit, że prywatne lepsze i wiara, że prywatny szpital będzie leczyć lepiej? WT - Wiele publicznych szpitali dobrze sobie radzi. Fakt, że są i takie, które mają długi, ale media nadmiernie to eksploatują. Katastrofa szpitala jest pewnie bardziej medialna od szpitala, który bez fajerwerków porządnie leczy ludzi. W województwie lubuskim wszystkie publiczne szpitale podlegające Urzędowi Marszałkowskiemu mają dodatni wynik finansowy. A przecież szpitale publiczne są w gorszej sytuacji od prywatnych. Nie mogą wybierać tylko "opłacalnych" procedur medycznych. Muszą pracować całodobowo, mieć oddziały ratunkowe, realizować świadczenia, które nie przynoszą zysku w sensie ekonomicznym, a które wynikają z widzenia zdrowia jako dobra publicznego. Nie mogą sprzedawać usług poza NFZ, mimo, że część pacjentów pyta np. o prywatne operacje.Pobierz całość w pdf |