kwadryga arkaden schloss braunschweig artur wochnik

Największa Kwadryga w Europie, mająca 10 metrów wysokości, zdobiąca Schloss Araden w Brunszwiku, to Pana dzieło. Skąd pomysł, aby Lubuszanin zdobił niemieckie pałace? - z Arturem Wochniakiem, rzeźbiarzem z Zielonej Góry rozmawia Barbara Kaczała.

Kwadryga z Zielonej Góry na Arkaden Schloss.

Propozycja nie wyszła ode mnie. Sama idea tej Kwadrygi powstała już w XIX wieku, stworzył ją niemiecki rzeźbiarz Ernst Rietschel. Kwadryga była podobna do tej stojącej na Bramie Brandenburskiej w Berlinie, ale większa. Niedawno niemiecka fundacja, mocno związana z miastem Brunszwik, postanowiła odbudować zniszczony po wojnie pałac Schloss Arkaden i chciała zrekonstruować Kwadrygę, z której zachowały się jedynie pewne elementy o wielkości około 1 metra. Poszukiwania osoby, która podjęłaby się trudu odbudowania Kwadrygi, zajęły Niemcom 2 lata. W końcu dotarli do odlewni pod Poznaniem. Tamtejszy odlewnik zgodził się znaleźć kogoś, kto podejmie wyzwanie. Trafił na mnie, a ja się zgodziłem.

W czym tkwi trudność?

Tworzenie wielkich rzeźb z metalu to skomplikowany proces. Zarówno artystyczny jak i "inżynierski". Najpierw artysta wykonuje niewielki model. Na jego podstawie wykonuje się model wielkości naturalnej. Ten zaś służy do stworzenia formy. Tą formę zalewa się roztopionym metalem.
W tym procesie twórczym każdy ma do wykonania "swoje" dzieło. Ernst Reitschel stworzył pomysł, kompozycję, ideę. Twórca modelu dodaje od siebie niezliczone detale, które muszą pasować do zamysłu, są jednak "dziełem" własnym rzeźbiącego model.
Dlatego największym problemem jest stworzenie modelu naturalnej wielkości. W przypadku Kwadrygi, gdyby chcieć go wykonać tradycyjnie, czyli z gliny, byłyby to tony specjalnej wilgotnej gliny umieszczonej na monstrualnym stelażu.
Kiedy proponowano tą pracę niemieckim, włoskim czy holenderskim artystom, ci życzyli sobie zbyt dużych, jak na oczekiwania fundatorów, kwot za wykonanie tej rzeźby. Wedle nich, aby sprostać zadaniu potrzeba było co najmniej czterech sprawnych mężczyzn.

Jak wyglądały Pana prace nad Kwadrygą? Powiedział Pan, że zachowały się tylko nieliczne elementy z pierwotnej rzeźby?

Na początku nie zdawałem sobie sprawy z tego, ile pracy mnie czeka. Napotkałem na wiele trudności. Pierwszą było powiększenie małych modeli, które dostałem. Przy tak ogromnych rozmiarach, kiedy trudno "ogarnąć" coś okiem, rzeźbi się bardzo trudno. Sama postać Brunoni ma przecież około 5, 5 metra. Nie znałem taktyki na powiększanie, ale metodą prób i błędów znalazłem własny sposób. Poświęciłem około dwóch - trzech tygodni na samo opracowanie tej metody. To była czysto inżynierska praca. Jak gigantyczna łamigłówka.
Kolejną przeszkodą był wybór materiału. Na wstępie odrzuciłem glinę, ale przy pracy nad scenografią do operetki "Wesoła wdówka" poznałem rzeźbienie w materiałach styropianowych. Wykorzystałem zatem styropian, który szybko się obrabia. Ma trzy niezwykle ważne dla tej pracy cechy. Jest lekki i daje się łatwo przemieszczać. Nie wysycha podczas rzeźbienia i nie odkształca się. No i wreszcie jest łatwy w obróbce.
Nad całą Kwadrygą pracowałem 12 miesięcy po szesnaście godzin dziennie. Był to czas dla mnie bardzo ciężki, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Pracując do końca nie byłem pewien, jak się sprawdzi moja metoda.

Pobierz cały w pdf