|
Nie wiem komu jest ona personalnie potrzebna. Dlatego czytając raport w sprawie marki LUBUSKIE sporządzony przez panią dr Karolinę Janiszewską chciałem się tego dowidzieć. Kto potrzebuje marki Lubuskie? Marka nie jest potrzebna.Raport na wstępie podaje, że uczestnicy widzą konieczność utworzenia marki i dostrzegają tego zalety. Prawdziwość tego twierdzenia dotyczy jedynie uczestników, których nazwano liderami. Pokusiłem się o policzenie (na podstawie zdjęć, bo listy uczestników raport nie podaje) uczestników. Podaję ich liczbę w skrócie, środowiska: media -4, gospodarka -13, akademickie- 3, kultura -9, turystyka -9. polityka -1, a o studentach niczego nie wiadomo. Uczestniczyłem w grupie dla mediów i stwierdzam, że nie było nikogo z Lubuskiej i Wyborczej. Jeżeli przyjąć, że te dwie gazety reprezentują zainteresowanie swojego "targetu" tą tematyką, to odpowiedź sama się ciśnie na usta. Przysłuchiwałem się też rzekomym przedstawicielom środowiska gospodarczego. Jedynym przedsiębiorcą na warsztatach był Janusz Jasiński. Ze zdjęć wnioskuję, że jedynie burmistrz Nowogrodu Grzegorz Jankowski reprezentował samorządowców. Skoro po ogólnej konferencji mającej zapewne zachęcić liderów do uczestniczenia w warsztatach, tak wyglądała frekwencja, to znaczy, że generalnie nie ma zainteresowania budowaniem marki. Bliższe prawdy będzie twierdzenie, że marka nie jest większości Lubuszan potrzebna. Szukając tożsamości W tej części raportu banały, a stwierdzenia, że ludzie "w większości badani są zadowoleni, że mieszkają w województwie lubuskim", a także, że "badani deklaruje większą więź z miastem w którym mieszkają" prowokują do patrzenia na raport z lekceważeniem. Dalej dowiadujemy się o tym, że dominuje wśród Lubuszan dobre samopoczucie. Co jest stanem wielkokrotnie w badaniach potwierdzonym. Ciekawy jest natomiast zestaw skojarzeń z "lubuskim". Jednak dla każdego, kto ma jako taką świadomość społeczną nie ma w nich niczego nieoczekiwanego. Tym niemniej jednak skojarzenia wykazane w raporcie, po uzupełnieniu i "obróbce" mogą być poddane poważniejszej analizie statystycznej. W trakcie odkrywania przez autorkę raportu symboli lubuskich okazało się, że z jednej strony wychodzi "winiarstwo" a z drugiej "nadreprezentatywność", czyli niereprezentatywność uczestników grup. Z metodologicznego punktu widzenia zarzut niereprezentatywności powinien znaleźć się już na wstępie raportu. Dla podkreślenia, że wszystkie wnioski są jedynie "licencia poetica" i nie spełniają wymogów naukowej dyscypliny. Część raportu opisująca samowizerunek Lubuszan, banalna i nie mająca nawet walorów publicystycznych. Razi jałowością stwierdzeń i prawdę powiedziawszy nie ma się do czego odnieść. Krzysztof Chmielnik czytaj całość w pdf |