|
Biała kartka, obok akwarele, w dłoni pędzel... i nie wiem jak zacząć. Pierwsza kreska, pierwsze maźnięcie farbą i zaczyna się coś nieodwracalnego. - z Ireną Maguczaja, rozmawia Krzysztof Chmielnik Podróż pisana pędzlem (...) - Obraz jest emanacją wewnętrznej energii. Ona jest jak obłoki na niebie. Tu i teraz. Za godzinę, dwie namaluję już coś zupełnie innego. Bo jestem inną osobą. Tamte emocje zniknęły. Jak w podróży pociągiem. Pejzaż za oknem, czyli nasze emocje, zmienia się. Okno w tej mojej podróży skierowane jest nie na zewnątrz mnie, ale raczej do wewnątrz. Emocje, które mam w sobie trzeba namalować natychmiast, nie można ich zapamiętać i odtworzyć. Dlatego choć przez przypadek poznałam technikę akrylową, polubiłam ją, a ona chyba mnie też.- Otoczyłaś nas kobietami. Akrylowymi i gwaszowymi. Nie wygląda to na przypadek. - A właśnie, że tak. Maluję i mężczyzn i kobiety, ale to przez przypadek obrazy z panami i chłopcami zostały kupione. Płeć - to trochę powierzchowne patrzenie na postać. Mnie chodzi bardziej o odmienny rodzaj energii związany z daną płcią. Kobiety wnoszą inną energię, a mężczyźni inną. Ciało, to forma, harmonia, energia. Za nią kryje się duchowość. Uduchawiam swoje postacie, bo tak widzę swoją rolę. Pragnę obudzić w ludziach ich jasną i czystą stronę. Piękno, może dobroć. Pokazuję im je, aby w nich jak w lustrze zobaczyli siebie. Obraz musi nieść energię, dobrą lub złą. Bez niej nie ma sensu. - Ale lubisz malować kobiety?- Co w tym nadzwyczajnego? Muzy są przecież kobietami. Także dla mnie, ale kobieta to przede wszystkim inna energia, inna harmonia. Na kilku wiszących tam obrazach... - Irena spojrzała w kierunku dobiegających z sali, w której wisiały jej obrazy, głosów - ...postacie kobiet przedstawiają "płeć" architektury. Każda architektoniczna forma tak do mnie przemawia. Widzę w niej chłopców, mężczyzn, kobiety. Dlatego tamte obrazy to raczej portrety miast, a nie osób. Taka moja emocjonalna refleksja o mieście. - A te piękne akty? - Nie ma w nich ciał. Jest jedynie forma, piękno i harmonia. Chcę za ich pomocą wyrazić spokój i harmonię. Kolorem, linią, fakturą. To zewnętrzny obraz czegoś, co jest we mnie. Dlatego to się zmienia. Wraz ze mną zmienia się kolor, tematyka, technika. Szczególnie kolory są odbiciem mnie samej. Niekiedy kolorystyka mnie samą zaskakuje. Maluję spontanicznie, a potem przychodzi głębsza refleksja. Kiedyś miałam etap srebrzystości. Fascynował mnie kolor srebrny. Był też okres jaskrawych kolorów. Zaczął się chyba we Francji. Teraz kolory stają się bardziej spokojne. Może to zależy od miejsca, w którym się żyje, od nastrojów. Kto to wie? Pobierz cały w pdf |