|
Społeczeństwo obywatelskie to mityczny jednorożec. Nic takiego w praktyce nie istnieje, ale to piękne marzenie. Tym piękniejsze, że nieziszczalne. Nieziszczalne z wielu powodów. Najważniejszymi z nich jest polityka i technologia. To dwa konkurujące ze sobą światy W pogoni za jednorożcem
Siła polityki oparta jest na konstytucyjnym prawie do tworzenia prawa. Społeczeństwo jeśli chce zmiany prawa musi prosić o to polityków. Politycy do swojej obrony oprócz prawa mają armię i policję. Państwo sterowane przez polityków tworzących prawne fundamenty państwa jest aparatem ucisku. Podporządkowania obywateli prawu. Podobno dla dobra ich samych. Prawo w swej praktyce jest tautologią. Rodzajem masła maślanego. Prawne jest to na co prawo zezwala. W istocie prawo jest poza społeczną kontrolą. Prawo służy do kontroli społeczeństwa. Jedyną formą zmiany prawa jest jego łamanie. Technologia żyje swoim niezależnym życiem. Jej paliwem jest wiedza i pieniądze. Prawo od zawsze usiłuje kontrolować technologię, ale technologi nie da się zatrzymać metodami politycznymi. Za technologią stoi wiedza. Wiedza jest z jak płynąca z góry woda. Nie da się jej zatrzymać. Można jedynie spowolnić. Wiedza i technologia jest źródłem przewagi politycznej. Dlatego politycy dla zyskania przewagi ostatecznie korzystają z wiedzy i technologii. Mimo ustawicznych prób zapanowania na wiedzą i technologią czynionych przez polityków, w dłuższej perspektywie czasowej wiedza i technologia są wolne. I to polityka jest od nich zależna. Między tymi dwoma ścierającymi światami istnieje społeczeństwo. Społeczeństwo zawsze jest przedmiotem prawa, polityki i technologii. Tylko nieliczni są ich podmiotami. Nazywamy ich władcami, szefami, wynalazcami itd. Przywileje jakie wynikają z tych pozycji społecznych niechętnie są dzielone z resztą społeczeństwa, które w większości przypadków akceptuje ten stan. Stanem naturalnym społeczeństwa jest bowiem bierność. Brak widzenia dalej od końca własnego nosa. Społeczeństwu odpowiada to, że za nich ktoś podejmuje decyzje polityczne, i że za nich ktoś myśli, aby dokonywał się postęp technologiczny. Idea społeczeństwa obywatelskiego, to produkt kultury atlantyckiej. Koncepcji "pierwszy wśród równych", typowej dla społeczeństw nierolniczych, w których ceni się indywidualizm, zaradność i ryzyko. Dlatego produkt ten pasuje do Stanów Zjednoczonych, tam ma swoje korzenie i tam ma swój sens. Wynalazek ten przeniesiony do Europu ugrzązł w definicjach, regułach, trybach warunkowych. Nabrał też lokalnego kolorytu. W Skandynawii ma w sobie ducha wikingów, którzy mieli wodzów, ale decyzje wielokrotnie podejmowali w oparciu o konsensus. A konflikt rozstrzygał miecz silniejszego. W Niemczech nad praktyką społeczeństwa obywatelskiego chichoce duch Fryderyka Wielkiego i pruski porządek. Tam ruchy obywatelskie robią to co im zleca państwo i wszyscy są szczęśliwi, bo jest porządek. W Polsce społeczeństwo obywatelskie ma z jednej strony blizny po pseudospołecznych instytucjach PRL-u, a z drugiej niezwykle szkodliwy etos "Solidarności", wywodzący się w prostej linii z tradycji sejmikowej Polski szlacheckiej, w której kiedy "nasze" nie było na wierzchu organizowało się konfederację. całość |