Z Prezesem ZUT-u p. Ryszardem Kozalem rozmawia Ewa Szatkowska - cd E.S. - Doceniła to swego czasu Fabryka Samochodów Małolitrażowych Bielsku Białej? R.K. - To jest ładna kartka w historii ZUT-u. Braliśmy udział w uruchomieniu produkcji cinquocento. Ale takich zapisanych kart jest więcej. W 1990 roku zaliczyliśmy ostry wiraż. Przecież w grudniu 1989 roku Sejm przyjął tzw. Pakiet Balcerowicza. I tamtej właśnie nocy z soboty na niedzielę powstał w Polsce kapitalizm. Niestety dla nas bez kapitału. Ten dziewięćdziesiąty rok był zresztą trudny dla całej gospodarki. Ratowaliśmy się na wiele sposobów. W ZUC-ie nastąpiły zmiany organizacyjne dot. przede wszystkim redukcji zatrudnienia. . Dotychczasowy Zakład Usług Technicznych będący częścią Regionalnego Związku Spółdzielni Inwalidów zrestrukturyzował się, usamodzielnił. RZSI przestała istnieć na mocy ustawy, my stanęliśmy przed wielką niewiadomą. E.S. - Załoga Panu zaufała... R.K. - Stworzenie Zakładu Pracy Chronionej było naszą jedyną szansą. W 1991 roku weszła w życie Ustawa o rehabilitacji. Powstał PEFRON. Wiedziałem o tej ustawie wcześniej. Jej projekt studiowałem wiele tygodni. W mojej głowie rodziła się idea, jak uratować Zakład. PEFRON miał specjalne fundusze przeznaczone na działalność Zakładów Pracy Chronionej. Wiedziałem, co potrzebuję. Dotacje z PEFRONU oraz Zakładowy Fundusz Rehabilitacji umożliwiły zakup nowoczesnych obrabiarek. Ustawa pozwalała zatrzymywać pieniądze, nie musiałem tak jak inne firmy płacić szeregu podatków, wydawałem je na inwestycje związane z zapewnieniem miejsc pracy dla inwalidów. Od tamtej pory wszystko potoczyło się szybko. Dynamiczny rozwój pozwalał nam na zatrudnianie najlepszej kadry, która chętnie przechodziła do nas z innych firm. Dawaliśmy im możliwości rozwoju i niezłe płace. Systematycznie odnawialiśmy park maszynowy. Rozwiązał się worek ze zleceniami. E.S. - Czy ma Pan jakieś szczególne plany, cele na przyszłe lata? R.K. - Będziemy realizowali się w tej samej branży. Nasze hasło od 10 lat jest ciągle aktualne: "Narzędzia do przetwórstwa tworzyw sztucznych - specjalizujemy się w formach wtryskowych średniego tonażu, czyli o ciężarze od 3 do 5 ton". Ale szukamy także niszy na rynku usług narzędziowych. E.S. - Największy sukces Firmy? R.K. - Jest ich wiele. Ale największym jest bez wątpienia załoga. Stabilna, wierna, ta sama od lat. Jesteśmy jedną, wielką rodziną, znamy się wszyscy, często spotykamy na integracyjnych wyjazdach czy imprezach. W tym roku dzień 22 września będzie naszym świętem. W Płotach rozegramy, jak co roku mecz piłki nożnej: Narzędziownia kontra reszta świata. Nagrodą jest beczka piwa Prezesa. Co roku rozgrywamy takie mecze. Tradycją są też zawody wędkarskie. W Firmie istnieje koło wędkarskie, jego członkowie często zdobywają puchary, jest ich już cała kolekcja w moim gabinecie. Mamy także zapalonych brydżystów. Ekipa gra w turniejach, zdobywa nagrody i puchary. No i oczywiście drużyna piłkarska. Gramy w lidze drużyn pięcioosobowych. E.S. - A w co grywa Prezes? R.K. - Regularnie grywam w brydża. Ale moją najważniejszą pasją jest nurkowanie, łowiectwo podwodne i podwodna fotografia. Robię te trzy rzeczy od 40 lat. Zawsze startuję w mistrzostwach Polski w łowiectwie podwodnym. Zdobywam nagrody, dyplomy, puchary. Jestem w tym po prostu najlepszy. Zorganizowałem w Zielonej Górze Klub Płetwonurków WODNIK. Istnieje i aktywnie działa do dziś. Razem wyjeżdżaliśmy na dalekie wyprawy najchętniej do Turcji, Grecji. Kiedyś były z tym wielkie problemy, wiadomo - paszporty, na szczęście to już przeszłość. W tym roku wraz z grupą takich samych zapaleńców i oczywiście z rodzinami wybieramy się do Egiptu. Tam, co prawda nie można łowić ale nurkowanie to też są niezapomniane przeżycia. E.S. Życzę Panu w takim razie, wspaniałych, podwodnych połowów ... fotograficznych. rozmawiała Ewa Szatkowska |