Z Prezesem ZUT-u p. Ryszardem Kozalem rozmawia Ewa Szatkowska

Ewa Szatkowska - Czy przechodząc do ZUT-u spodziewał się Pan, że tutaj właśnie minie Panu szmat życia?

Ryszard Kozal - Studiowałem na Politechnice Wrocławskiej Technologię Tworzyw Sztucznych. Sądziłem, że praca w Zakładzie Usług Technicznych będzie zaledwie wstępem do mojej kariery zawodowej. W międzyczasie zresztą pracowałem przez 5 lat w innej firmie, zajmowałem się wówczas ochroną środowiska. Podjąłem także studia doktoranckie z Przetwórstwa Tworzyw Sztucznych. Dla równowagi ukończyłem Studium Podyplomowe na Politechnice Wrocławskiej - Ochrona Atmosfery.

E.S. - Ale wrócił Pan tutaj. I zajął się przebranżowieniem Zakładu.

R.K. - Miałem pewne wyobrażenie, w którą stronę ZUT powinien pójść. Z tworzyw sztucznych zrezygnować nie można. Są wszędzie, otaczają nas. Zawsze będą potrzebne. To prawda, że ich wpływ na środowisko jest zgubny. Ale skutki można w jakiś sposób zminimalizować. Może stąd, dla równowagi, moje zainteresowanie ochroną atmosfery?

W strukturze ZUT funkcjonuje już wiele lat Pracownia Ochrony Środowiska. Jej pracownicy zajmują się m.in. pomiarami emisji zanieczyszczeń do powietrza realizując zlecenia dużych firm, jak Rockwool czy Kostrzyn Artic Paper. Takie działania przynoszą nam dodatkowe dochody. Ale specjalizujemy się w wykonawstwie narzędzi do przetwórstwa tworzyw sztucznych, przede wszystkim form wtryskowych do tworzyw termoplastycznych, form prasowalniczych do tworzyw termoutwardzalnych gumy oraz form do rozdmuchu tworzyw sztucznych.

E.S.- Czy ZUT zawsze się tym zajmował?

R.K. - Nie. Mogę śmiało powiedzieć, że rozwój w tym kierunku to była moja idea. Do ZUT-u zostałem przyjęty na stanowisko konstruktora. Konstruktor jest jak twórca, który wymyśla wszystko od podstaw. Formy to jednostkowe konstrukcje. W każdej z nich jest zawarty indywidualizm twórcy. Tym się zajmowałem. Opracowałem m.in. technologię produkcji wyrobów ze styropianu, posiadam kilka patentów związanych z formami wtryskowymi. Ja się po prostu na tym znam. Dlatego tak został ukierunkowany ZUT. Siedzimy w dobrej, perespektywicznej branży.

E.S. - ZUT jest zakładem bardzo nowoczesnym ...

R.K. - Pracujemy na obrabiarkach sterowanych numerycznie, mamy ich kilka, każda o wartości około milion złotych. Taka obrabiarka jest jak tomograf komputerowy. Kształty detali z tworzyw sztucznych są projektowane przez plastyka. W zasadzie nie da się ich opisać matematycznie czyli zwymiarować. Rolę tę przejmuje obrabiarka CNC. Naszym produktem jest przede wszystkim myśl techniczna i robocizna, która stanowi niemal 80 % wartości. I nie jest to machanie łopatą. Jest to precyzyjna praca na wyspecjalizowanym sprzęcie. Wykonujemy formy dla wielu branż, m.in. dla motoryzacji.

E.S. - Co było przełomem w działalności Firmy?

R.K. - ZUT-em kieruję od 1 kwietnia 1985 roku. Od początku postawiłem na branżę związaną z produkcją form wtryskowych. Na takie formy dla wyrobów z tworzyw sztucznych jest zawsze zapotrzebowanie. I będzie. W firmie pracuje koło 80 ludzi. Jestem za nich odpowiedzialny. Teraz mamy tłuste lata. Pracujemy dla najlepszych, renomowanych firm. Ale nie zawsze tak było. Kiedy w roku 1991, weszła w życie ustawa o zakładach pracy chronionej, czułem, że jest to dla nas szansa. Wiedziałem już, w jakim kierunku Zakład powinien się rozwijać, ale nie mieliśmy pieniędzy, które trzeba było wówczas zainwestować. Szansą było stworzenie Zakładu Pracy Chronionej. Żeby zakwalifikować się do tej grupy, trzeba było zatrudniać, co najmniej 40% inwalidów. U nas są zatrudnieni przy produkcji i obsłudze. Zakład Pracy Chronionej ma dodatkowe zalety. Firmy, które z nim współpracują otrzymują ulgę w opłacie na PEFRON w wysokości 30% wartości zlecenia. Dlatego na rynku jesteśmy konkurencyjni. Ale naszym głównym atutem jest znakomita myśl techniczna, twórcze i kompleksowe podejście do każdego tematu.

dalej